Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego teoretycznie jest niekorzystne dla małżonków i zapewne wiele osób zachęci do zawarcia umowy o rozdzielności majątkowej. W praktyce jednak zastosowanie przez SN innej koncepcji umożliwiałoby „kombinowanie” przy upadłości i tym samym krzywdzenie wierzycieli oraz znacząco wydłużałoby całą procedurę, co z kolei mogłoby być niekorzystne dla samych upadłych.

Litera prawa

Różne interpretacje powstały w związku z brzmieniem art. 124 ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 498 ze zm.). Stanowi on, że z dniem ogłoszenia upadłości jednego z małżonków powstaje między nimi rozdzielność majątkowa. A jeżeli pozostawali do tego czasu w ustroju wspólności majątkowej, majątek wspólny wchodzi do masy upadłości, a jego podział jest niedopuszczalny.

I wszystko byłoby jasne, gdyby nie to, że wskazany przepis nie znajduje się w tytule V ustawy dotyczącym upadłości konsumenckiej.

Część ekspertów twierdzi, że w oczywisty sposób regulacja ta znajduje zastosowanie także do spraw konsumenckich, co wynika z art. 4912 ustawy (przepis ten mówi o odpowiednim stosowaniu przepisów o postępowaniu upadłościowym do spraw konsumenckich z wyłączeniem kilku, lecz wspomniany art. 124 wyłączony nie jest). Ale są też tacy, którzy twierdzą, że nie ma podstaw do poszkodowania najbliższych osoby ogłaszającej upadłość.

Zwrócił na to uwagę także Sąd Najwyższy w składzie „trójkowym”, który przekazał pytanie prawne składowi powiększonemu. Wskazał w uzasadnieniu swego postanowienia, że zastosowanie art. 124 ust. 1 prawa upadłościowego do upadłości osoby fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej może prowadzić do trudnej do zaakceptowania sytuacji pokrzywdzenia małżonka upadłego, który w istocie swoim udziałem w majątku dorobkowym ponosiłby odpowiedzialność za zobowiązania współmałżonka nawet w sytuacji, gdy nie był współdłużnikiem. A nawet wtedy gdy małżonek taki nie wyraził zgody na zaciągnięcie określonych zobowiązań w trybie określonym w art. 41 par. 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a nawet temu się sprzeciwiał. I tak jak w przypadku przedsiębiorców znaczenie rozdzielności majątkowej i korzyści z niej płynące powinny być znane, tak w przypadku małżeństwa konsumentów nie jest to oczywiste.

Przeciw krętactwu

Sąd Najwyższy w wydanej wczoraj uchwale nie miał żadnych wątpliwości: do spraw konsumenckich należy stosować regulację właściwą dla spraw przedsiębiorców. Powód podstawowy: bo z ustawy tak wynika.

Trudno tu mówić o przeoczeniu ustawodawcy, gdyż w niedawnej nowelizacji ustawy (Dz.U. z 2019 r. poz. 1802) zdecydowano się rozszerzyć zakres przepisów dotyczących postępowania upadłościowego niestosowanych do upadłości konsumenckiej. I znów nie znalazł się tu kluczowy w niniejszej sprawie art. 124.

A zatem, jak wskazała sędzia sprawozdawca Monika Koba, ustawodawca świadomie zrównuje sytuację małżonka konsumenta z małżonkiem przedsiębiorcy. O tyle słusznie, że dziś już niemal każdy rozumie, z jakimi konsekwencjami wiąże się ustrój wspólności małżeńskiej, a z jakimi rozdzielność.

– Zawarcia umowy ustanawiającej rozdzielność majątkową nie można traktować w realiach społecznych jako wymagania szczególnego. Współcześnie jest to raczej wyraz zwykłej dbałości o swoje sprawy, zwłaszcza że małżonek dłużnika jest z reguły najlepiej zorientowany w sytuacji majątkowej współmałżonka i najwcześniej ma możliwość podjęcia ochrony swoich praw – wskazała sędzia Koba.

Wykładnie literalną i autentyczną wzmacnia wykładnia celowościowa. W postępowaniu upadłościowym jedną z najważniejszych cech jest szybkość – co do zasady każdemu zależy na tym, aby sprawa skończyła się możliwie najszybciej. Gdyby zaś dokonywać podziału majątku w trakcie postępowania upadłościowego, tylko ta kwestia zajmowałaby długie miesiące.

Ponadto trzeba pamiętać, że likwidacja masy upadłości złożonej z udziałów w majątku wspólnym byłaby ciężka. Trudno byłoby bowiem znaleźć na majątek kupców, poza małżonkiem upadłego, który miałby już 1/2 udziałów. W efekcie – jak referowała sędzia Koba – doszłoby do bardzo niskiego zaspokojenia wierzycieli i możliwe byłoby instrumentalne wykorzystywanie przez współpracujących ze sobą małżonków postępowania upadłościowego w celu uzyskania oddłużenia kosztem interesów wierzycieli.

Sąd Najwyższy podkreślił, że rzeczywiście w świetle obecnie obowiązujących przepisów małżonek upadłego może nie być w pełni chroniony. Tyle że nie jest zadaniem Sądu Najwyższego kreowanie prawa, tym bardziej gdy jest ono jasne i wytrzymuje wymogi wszystkich podstawowych prawideł wykładni. – Jeśli więc ochrona małżonków przy upadłości konsumenckiej powinna być czyimś zdaniem większa, powinien swój postulat kierować do władzy ustawodawczej – mówiła sędzia. ©℗

opinia

Inna uchwała rodziłaby kłopoty praktyczne

Bartosz Groele adwokat, partner w kancelarii Tomasik, Pakosiewicz, Groele, pełnomocnik upadłej

Uchwała Sądu Najwyższego, choć niektórym może wydawać się zbyt restrykcyjna dla małżonków upadłych, jest słuszna. Sąd znakomicie dostrzegł, że uznanie, iż majątek wspólny małżonków nie wchodzi do masy upadłości, rodziłoby wiele kłopotów praktycznych, bo na koniec dnia dłużnik uzyskałby oddłużenie, wierzyciele nie zostaliby zaspokojeni, a majątek w dużej części najprawdopodobniej zostałby we władaniu współmałżonka, który nabyłby go za marginalne wartości. Prowadziłoby to do realnego pokrzywdzenia wierzycieli i niesłusznego wzmocnienia pozycji współmałżonka w procesie upadłości. Udział we współwłasności powstały po ustaniu małżeńskiej wspólności majątkowej, mimo że zbywalny, w praktyce pozostaje prawem majątkowym niezwykle trudnym do zbycia. Kto bowiem kupiłby 1/2 roweru, telewizora bądź komputera? Wydaje się, że udział taki wykupowałby jedynie za bardzo niewielkie kwoty małżonek upadłego. W ten sposób można by doprowadzić do patologicznej sytuacji oddłużenia przy jednoczesnej bardzo niewielkiej spłacie wierzycieli oraz pozostawieniu majątku we władaniu małżonków.

Pamiętać trzeba, że w wielu przypadkach źródło zadłużenia stanowią zobowiązania z kredytów hipotecznych zabezpieczone na wspólnej nieruchomości hipoteką na rzecz banku. Zważywszy na niekwestionowaną najwyższą staranność banków oraz notariuszy, za powszechną należy przyjąć sytuację, w której hipoteka ustanowiona została za zgodą obydwu małżonków. Tym samym w przeważającej większości wypadków małżonek upadłego sam będzie dłużnikiem, który w razie zadłużenia musi każdorazowo liczyć się z ryzykiem egzekucji z nieruchomości. I to bez względu na to, czy nastąpi ona w trybie przepisów kodeksu postępowania cywilnego, czy też w upadłościowym postępowaniu konsumenckim. ©℗

Uchwała składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 16 grudnia 2019 r., sygn. akt III CZP 7/19. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

>>> Czytaj też: Jak zaciągnąć kredyt na inną osobę? Kilka podstawowych danych wystarczy