Francja w ogniu. Narasta gniew narkotykowych gangów

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
21 kwietnia 2020, 20:38
brazylia zamieszki
brazylia zamieszki/ShutterStock
Po kolejnej nocy zamieszek i starć z policją na przedmieściach Paryża i w Strasburg w komentarzach francuskich mediów wzrastają obawy przed ich dalszym rozwojem.

Zapalnikiem obecnych wydarzeń stał się wypadek motocyklisty, który w nocy z soboty na niedzielę w podparyskiej miejscowości Villeneuve-la-Garenne najechał na otwarte drzwi nieoznakowanego samochodu policyjnego - informuje agencja AFP.

Od tego czasu na przedmieściach Paryża dochodzi do starć z policją. Podpalane są samochody i kontenery na śmieci, siły policyjne użyły gazu łzawiącego. Niektórzy demonstranci obwiniają policję o umyślne spowodowanie wypadku.

W nocy z poniedziałku na wtorek do podobnych incydentów doszło w dwóch dzielnicach Strasburga. Jak podaje AFP pojawiły się doniesienia, o obrzuceniu posterunku policji w dzielnicy Meinau koktajlami Mołotowa, ale władze policyjne zdementowały na Twitterze tę informację, dodając, że krążący w sieci film przedstawiający jakoby to wydarzenie nie odzwierciedla rzeczywistości.

Wicemer Strasburga odpowiedzialny za bezpieczeństwo Robert Herrmann przyznał w wypowiedzi dla lokalnego radia, że „czujemy jak rośnie napięcie na przedmieściach”.

Liczba incydentów wzrasta w całym kraju. Według źródeł policyjnych cytowanych w dzienniku „Le Figaro” przyczynia się do tego izolacja sanitarna z powodu epidemii koronawirusa, którą trudno respektować w miejscach, gdzie i w normalnych warunkach policjanci i strażacy są celem ataków.

W podmiejskich dzielnicach, zamieszkałych w dużej mierze przez emigrantów z Afryki i ich potomków, warunki mieszkaniowe są trudne, na niewielkiej przestrzeni przebywa wiele osób, co już samo w sobie wywołuje napięcie. Dlatego młodzi ludzie nie wytrzymują i wychodzą z domu nie zważając na zakazy – tłumaczył dziennikarzom policjant obeznany z terenem.

Policjanci nie mogą jednocześnie dać sobie rady z kryzysem sanitarnym i z zamieszkami na przedmieściach – przyznał w tej samej gazecie działacz związku policyjnego.

Dziennik „Le Monde” cytuje we wtorek anonimowego wychowawcę z podparyskiego departamentu Sekwany i Saint Denis, który opowiedział, że „młodzi są podminowani i nie mają zamiaru puścić tego płazem”. Jego zdaniem „nikt nie wierzy, że to (wjechanie motocyklisty w drzwi policyjnego samochodu - PAP) był wypadek”.

Rzeczniczka MSW Camille Chaize określiła dotychczasowe wydarzenia jako „niemożliwe do tolerowania”, ale uznała, że ich „intensywność jest względnie słaba”. Zapowiedziała również, że w najbliższych dniach w okolicach Paryża zostaną rozmieszczone większe siły policyjne.

Działaczka policyjnej sekcji centrali związkowej Force Ouvriere, Linda Kebbab w wywiadzie dla "Le Figaro" za Przestępcy z powodu zamknięcia granic nie mogą sprowadzać narkotyków, a epidemia utrudnia też ich dystrybucję.

"Handlarze narkotyków są wściekli i żeby zachęcić klientów, chcą pokazać, że to oni rządzą w dzielnicach. Chodzi im o całkowite wyeliminowanie obecności policji z ich stref, po to, by bez przeszkód prowadzić swój biznes" - tłumaczyła Kebbab.

Komentator Jean Chichizola w tej samej gazecie zauważa, że "większość mieszkańców przedmieść jest ofiarą przestępczej mniejszości".

>>> Polecamy: Kontrowersyjna strategia Szwecji wobec pandemii jest jednak skuteczna?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj