40-letnia Sarah Brady uczestniczyła w małym proteście na zamkniętym placu zabaw. Funkcjonariusze kilkukrotnie przekonywali kobietę do przestrzegania zasad, ale ta konsekwentnie się do nich nie stosowała. W końcu policja ją aresztowała. W trakcie aresztowania na placu zabaw - według świadków - przebywała dwójka jej dzieci.

Plac zabaw został oklejony taśmą i oznaczony znakami informującymi, że jest zamknięty z powodu epidemii. Władze argumentowały swoją decyzję tym, że na metalowych częściach huśtawek i zjeżdżalni relatywnie długo utrzymuje się koronawirus.

"Nie byłam jedyną osobą, która była na placu zabaw. Z pewnością nie korzystałam z jego wyposażenia. Nie huśtałam się, nie dotknęłam nawet huśtawki" - utrzymuje kobieta.

Brady, której grozi kara tysiąca dolarów, po kilku godzinach została wypuszczona z aresztu. Zdarzenie doprowadziło do protestu w jej obronie. Kilkaset osób pod ratuszem w Meridian manifestowało, wzywając do rozluźnienia ograniczeń nałożonych przez władze z powodu epidemii. Większość z nich nie miała na sobie maseczek.

Lokalna policja przekazała w oświadczeniu, że "wspiera prawo do pokojowych protestów, ale nie nie należy do nich niszczenie mienia publicznego oraz ignorowanie zamknięcia miejskiej własności". (PAP)