Wprowadzone w Belgii w połowie marca obostrzenia nigdy nie były tak surowe, jak w Polsce, Francji, Włoszech, czy Hiszpanii. Wychodzenie z domów było i cały czas jest ograniczone, ale dozwolona była rekreacja na świeżym powietrzu.

W pierwszych tygodniach od wybuchu pandemii na ulicach faktycznie było niemalże pusto, ale z każdym dniem widać było więcej osób gotowych do wychodzenia. W weekendy w parkach jest sporo ludzi, a przed lodziarniami ustawiają się kolejki.

Od poniedziałku możliwe jest uprawianie niektórych sportów z członkami swojej rodziny oraz dodatkowo dwoma innymi osobami (powinny to być zawsze te same osoby). Chodzi m.in. o tenisa, golfa, kajakarstwo, czy surfing. Cały czas ma być jednak zachowany dystans 1,5 metra pomiędzy osobami.

Dopuszczone zostało też wykorzystanie samochodów, aby dojechać do miejsca aktywności sportowej. Wcześniej za taką wycieczkę można było dostać spory mandat. Pod naciskiem motocyklistów władze zgodziły się też na przejażdżki motocyklowe, co niektórych z nich zaskoczyło. W weekend w Brukseli tu i ówdzie fani dwóch kółek pośpiesznie przygotowywali na podjazdach swoje maszyny do opóźnionego startu sezonu.

Od poniedziałku funkcjonować mogą też firmy, których działalność nie była niezbędna. Jednak ogranicza się to do sektora B2B (firmy kierujące swoje usługi, czy produkcję do innych firm). Na otwarcie fryzjerów, czy zakładów kosmetycznych mieszkańcy Belgii muszą jeszcze poczekać.

Również większość sklepów pozostaje zamknięta. Wyjątkiem są sklepy spożywcze, czy otwarte dwa tygodnie temu centra ogrodnicze i dla majsterkowiczów. W poniedziałek ponownie otwarte zostały pasmanterie, aby umożliwić zakupy materiałów chcącym szyć maski w domach.

Ich noszenie jest od 4 maja obowiązkowe w transporcie publicznym dla osób powyżej 11 roku życia. Tramwaje, autobusy i metro zaczynają stopniowo kursować według normalnych rozkładów.

Szpitale wznawiają wizyty (te pilne były cały czas możliwe), choć zachowane zostały środki bezpieczeństwa. Odłożenie planowanych zabiegów miało umożliwić placówkom poradzenie sobie z falą pacjentów z koronawirusem.

Niedozwolone są cały czas jednodniowe wycieczki za miasto. Belgowie nie mogą pojechać sobie gdzie chcą, choć nie jest jasne, jak zakaz ten będzie egzekwowany. Zamknięte są restauracje, ale cały czas można do nich przyjść po jedzenie na wynos.

Choć rozluźnienie dotyczące np. jazdy na rowerach w kilka osób dopiero weszło w życie, już wcześniej na ścieżkach widać było grupy cyklistów nierobiących sobie za wiele z rządowych obostrzeń.

Podobnie sprawa wygląda z zakazem spotykania się. W parkach w weekend można było spotkać rozmawiające ze sobą grupy. Policja, choć nie interweniuje zbyt nachalnie, stara się pokazywać, że zagrożenie (również otrzymania mandatu) nie minęło. Przejeżdżający z włączonymi światłami sygnalizacyjnymi radiowóz spowodował w niedzielę poruszenie zgromadzonych w jednym z parków. "Nie chcę teraz pod koniec obowiązywania obostrzeń dostać mandatu skoro od kilku tygodni ich przestrzegałam" - mówiła jedna z kobiet.

Od poniedziałku możliwe jest też wysyłanie dzieci do żłobków - jednak tylko w przypadku, gdy jeden z rodziców pracuje poza domem. Praca zdalna - jeśli to tylko możliwe - ma na razie zostać normą.

Od początku epidemii w Belgii zarejestrowano prawie 50 tys. zakażonych SARS-CoV-2 (jeszcze bez danych z poniedziałku). 7844 osób zmarło.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)