Po bezprecedensowym załamaniu się popytu i cen na rynku ropy wiele amerykańskich firm eksploatujących łupki stanęło na krawędzi bankructwa. To oznacza, że stały się łatwym łupem dla zainteresowanego powiększeniem swojego strategicznego portfela spółek Pekinu. Zdaniem wielu federalnych urzędników możliwość przejęcia przez Chińczyków zrujnowanej branży łupkowej stwarza poważne ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego. A jest o co walczyć.

W 2018 roku w Basenie Permskim (z ang. Permian Basin) w zachodnim Teksasie odkryto złoża, których wolumen określono na 46,3 miliarda baryłek ropy, 7,95 miliarda m3 gazu i 20 miliardów baryłek NGL (z ang. Natural Gas Liquide). W ten sposób nominalne amerykańskie zasoby węglowodorów kopalnych zwiększyły się dwukrotnie. Pozwoliło to Stanom Zjednoczonym, bodaj po raz pierwszy w swojej historii, uniezależnić się od ich importu.

Sytuacja zmieniła się diametralnie kilka tygodni temu. Nadmiar taniej ropy wraz z drastycznym ograniczeniem zużycia paliw w trakcie pandemii koronawirusa doprowadziło w kwietniu do całkowitego załamania cen ropy na świecie. Po raz pierwszy w historii notowań ropy WTI osiągnęła wartość ujemną. Produkcja węglowodorów przestała być opłacalna, a wartość pół naftowych gwałtownie spadła.

Tam gdzie wydobywa się jeszcze ropę wycena działki jest nawet dwukrotnie wyższa, niż gruntów, na których produkcja nafty została wygaszona. Wywołało to wzrost zainteresowania poszukiwaczy okazji biznesowych w amerykańskim sektorze łupkowym. Chris Atherton, prezes EnergyNet, powiedział ostatnio Forbesowi, że jego firma ma tysiące zarejestrowanych użytkowników, którzy tylko czekają z gotówką na pojawienie się ciekawych ofert.

Na ile realne są wrogie przejęcia?

Tylko w 2018 roku, pomimo starań administracji Donalda Trumpa, chińskie podmioty zainwestowały około 25 miliardów USD w amerykańskie firmy. Takim precedensem w branży wydobywczej była wydana w 2015 roku przez Komitet ds. Inwestycji Zagranicznych w Stanach Zjednoczonych (CFIUS) zgoda, aby chińska firma Yantai Xinchao Industry Co. zakupiła za kwotę 1,3 miliarda USD aktywa naftowe znajdujące się w Basenie Permskim w Teksasie. Kryzys ekonomiczny jakiego teraz doświadcza światowa gospodarka wręcz zaostrzył apetyt Chińczyków na zagraniczne inwestycje.

Jeśli Amerykanie nie wprowadzą odpowiednich zabezpieczeń, zaangażowanie chińskiego kapitału w teksańskie złoża łupkowe może być znacznie wyższe. Chroniąc swoje strategiczne aktywa Stany Zjednoczone mogą ograniczyć możliwość zakupu najważniejszych złóż przez podmioty spoza kraju. Albo wejść w spółki z chińskim przedsiębiorstwami angażując je finansowo i jednocześnie ograniczając w ten sposób ich możliwości operacyjne.

Czy amerykańska branża łupkowa ma inne opcje niż Chińczycy?

Drastyczne obniżenie cen ropy na rynkach, nadmiar zapasów w magazynach i kryzys ekonomiczny związany z pandemią nie napawają zbytnim optymizmem. Jest to równoznaczne z całkowitą utratą płynności finansowej dla branży, co w konsekwencji wywoła trudności z obsługą bieżących zobowiązań. Według agencji Moody’s  w ciągu najbliższych czterech lat koncerny naftowe i gazowe w USA będą musiały spłacić około 86 miliardów dolarów długu wymagalnego.

Niewielka część firm produkujących ropę naftową przystąpiła do programu wykupu obligacji koronawirusowych zorganizowanego przez amerykański FED, ale nie rozwiązuje to problemu całej branży. Ratunkiem dla wszystkich byłoby szybkie przywrócenie wolumenu popytu na ropę i gaz do poziomów sprzed pandemii. Ale na razie nikt nie ma pewności, czy i kiedy będzie to możliwe. Bez zwiększenia przypływu gotówki, większości firm zaangażowanych w wydobycie węglowodorów łukopwych grozi co najmniej zapaść.

Ostatnie notowania WTI pozwoliły spojrzeć z pewną nadzieją w przyszłość - cena ropy na rynku z przebiła barierę 32 USD za baryłkę (dane z 18 maja). Na osiągniecie poziomu ekonomicznej opłacalności wydobycia nafty łupkowej, czyli 50 USD za baryłkę, trzeba będzie jeszcze poczekać.

Przetrwają najbogatsi

Firmy wydobywcze z Basenu Permskiego są obecnie w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony przychody ze sprzedaży ropy nie pokrywają kosztów produkcji. Z drugiej zaś banki nie są już skłonne do udzielania kolejnych pożyczek, których zabezpieczeniem będzie przyszła produkcja bądź inne tracące na wartości aktywa.

Pewnym rozwiązaniem tej patowej sytuacji mogłoby być utworzenie przez amerykańskie banki spółek holdingowych, które będą zarządzały zagrożonymi upadkiem firmami wydobywczymi. Pozwoliłoby to na ograniczenie „inwazji” chińskich koncernów na amerykańskim rynku węglowodorów - zagrożone upadkiem spółki byłyby po prostu dobrze chronione.

Administracja Trumpa nie udziela obecnie zbyt wiele pomocy branży łupkowej pozwalając rynkowi decydować, co będzie dalej, pisze Alex Kimani dla oilprice.com. Mimo wszystko amerykański prezydent jest gotowy na rozpoczęcie kolejnej wojny handlowej z Chinami. Tym razem wojny w obronie strategicznych złóż węglowodorów łupkowych w Teksasie. Utrata tych zasobów szybko zakończy amerykański mit o niezależności energetycznej roztaczany od lat przez Trumpa.

Jaki będzie to miało skutek dla samych Amerykanów trudno w tej chwili powiedzieć. Na pewno w ciągu kilku ostatnich lat produkując nadmierne ilości ropy USA rozchwiały światowy rynek. Skutkiem tego była wojna naftowa między Rosją, a Arabią Saudyjską i OPEC, która zbiegła się w czasie z początkiem pandemii koronawirusa.

Postępujący izolacjonizm amerykański doprowadził na razie do tego, że trudno będzie Trumpowi znaleźć sojuszników, którzy wesprą go w działaniach na rzecz osłabienia gospodarczego Pekinu. Chiny powoli stają się największa gospodarką świata, a dostęp do tanich źródeł węglowodorów jedynie wzmocni i przyspieszy ten proces. Wartością dodaną dla Chińczyków będzie utarcie przy tej okazji nosa swojemu nieprzejednanemu wrogowi, prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi.

>>> Polecamy: Prawie 3 tys. przypadków koronawirusa wśród górników. Kopalnie wznawiają wydobycia