Wiceszef MRPiPS: Szykuje się nieduża podwyżka najniższej pensji [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
8 czerwca 2020, 20:00
Bogactwo
Bogactwo/ShutterStock
Rząd chce utrzymać obecną relację płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia. Prawdopodobny jest wzrost o prognozowaną inflację, czyli o ok. 60–80 zł.

W wywiadzie dla DGP, przypomina, że podwyżkę najniższej pensji gwarantuje ustawa o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. – Tę kwotę minimalnego, ustawowego wzrostu powinniśmy przedstawić partnerom społecznym do 31 lipca i rozpoczniemy konsultacje z nimi – dodaje.

Rządowa propozycja będzie oczywiście zależeć od wskaźników makroekonomicznych przedstawianych na potrzeby projektu budżetu, w tym inflacji. Do tej ostatniej wartości ma się odnosić pierwotnie zaproponowana wysokość podwyżki najniższej płacy. Według prognoz inflacja w 2021 r. wyniesie ok. 2,5–3 proc., co oznaczałoby podwyżkę minimalnej pensji do ok. 2660–2680 zł.

Z poszczególnych form pomocy przewidzianych w tarczy antykryzysowej można korzystać w określonych terminach, np. ze zwolnienia ze składek ZUS do końca czerwca. Przepisy umożliwiają ich wydłużenie, ale rząd jeszcze o tym nie zdecydował. Na razie analizujemy na bieżąco sytuację na rynku pracy. Obecnie jest ona lepsza niż ta przewidywana w prognozach. Oczywiście statystyka nie oddaje pełnego obrazu, może nie odzwierciedlać wszystkich przypadków utraty miejsc pracy, więc obecnie staramy się prawidłowo zdiagnozować stan i potrzeby rynku. Istotne znaczenie w tym zakresie ma też inicjatywa prezydenta, dzięki której od czerwca do sierpnia tracący zatrudnienie otrzymają dodatek solidarnościowy, a od września wzrośnie wysokość zasiłku dla bezrobotnych. W praktyce ta kolejna forma wsparcia oznacza rozszerzenie i wydłużenie obowiązywania tarczy antykryzysowej.

K

Sądzę, że po okresie wakacyjnym. Trzeba też pamiętać, że proces odmrażania niektórych sektorów wciąż trwa i trudno obecnie przewidzieć ich kondycję ekonomiczną. Rusza np. bardzo ważna branża motoryzacyjna, ale wciąż nie jest jasne, jak poradzi sobie np. sektor turystyki.

Tarcza zawiera wiele rozwiązań i – jak na możliwości naszego państwa – jest bardzo hojna. Nie chodzi tylko o tę anty kryzysową, ale też finansową, która cieszy się dużym zainteresowaniem przedsiębiorców. Niektóre decyzje dotyczące wsparcia są już podejmowane, np. tarcza 4.0 przewiduje, że pożyczki dla mikroprzedsiębiorców będą umarzane z urzędu, jeśli prowadzą oni wciąż działalność. Kolejne decyzje będą zależeć od sytuacji na rynku i możliwości finansowych budżetu państwa. Przypomnę, że zapewne będzie on znowelizowany. Na razie ten trzymiesięczny okres epidemii przechodzimy dość spokojnie.

Dzisiaj już możemy powiedzieć, że główny cel pierwszych miesięcy, czyli ochrona miejsc pracy, sprawdził się, ochroniliśmy ich kilkaset tysięcy.

Tak, umożliwiają to przepisy. Moim zdaniem w późniejszym okresie pomoc powinna być raczej punktowa, czyli kierowana do branż, które w największym stopniu odczuły negatywne skutki pandemii, np. turystycznej, transportowej, jak również w sytuacjach indywidualnych.

Rozważaliśmy różne warianty, w tym o łączeniu obu świadczeń. Ostatecznie prezydent doszedł do wniosku, że zbyt wysoka kwota, np. na poziomie zbliżonym do płacy minimalnej, mogłaby prowadzić do dezaktywizacji zawodowej. Warto podkreślić, że dodatek dotyczy pracowników zatrudnionych na etatach, którzy mogą stracić pracę i nie mieć żadnego zabezpieczenia.

Ze swojej strony mogę zapewnić, że dokonamy przeglądu rozwiązań zawartych w kolejnych tarczach, aby zweryfikować – w dialogu z partnerami społecznymi – które z nich się sprawdziły i można je wprowadzić na stałe. Z naszej perspektywy takim rozwiązaniem jest praca zdalna. Pierwotnie nie została szczegółowo uregulowana, doprecyzowuje ją tarcza 4.0, ale dobrze spełniła swój cel, a jej wdrożenie nie wywołało większych problemów. Będziemy więc starać się unormować ten tryb wykonywania obowiązków na stałe, najprawdopodobniej w kodeksie pracy.

Ostrożnie oceniam takie propozycje. Szczególne okoliczności nie powinny decydować o wprowadzaniu systemowych zmian. Zdaję sobie sprawę, że każda ze stron chciałaby je wykorzystać do osiągnięcia własnych celów, ale od tego jest rząd jako racjonalny ustawodawca, aby wyważyć ich interesy. Nie odbudujemy gospodarki na ograniczaniu uprawnień zatrudnionych. Trzeba zachować w tym względzie równowagę. Wspomniane rozwiązanie na pewno będzie omawiane w ramach prac nad działem VI k.p., dotyczącym czasu pracy. Zobowiązałem się przygotować tematy do dyskusji z partnerami społecznymi w tym zakresie. Związki zawodowe negatywnie oceniają konta czasu pracy, ale być może uda się wypracować inną formę rozliczania go, która ułatwiałaby działalność firm. Ważne są też szczegóły, np. odpowiedź na pytanie, jak takie rozwiązanie miałoby być wprowadzane w porozumieniu z załogą, skoro poziom uzwiązkowienia jest niski. Tarcza umożliwiła korzystanie z wielu form wsparcia na podstawie porozumień z przedstawicielami pracowników, jeśli u pracodawcy nie ma związków. Ale to też wywołuje wątpliwości, bo otrzymujemy sygnały o nadużyciach, np. wpływaniu pracodawców na wyłanianie reprezentantów załogi. Kwestia wyboru przedstawicieli powinna być uregulowana, aby nie ograniczać ochrony zatrudnionych.

Doświadczenia wynikające ze stosowania tarczy są pod tym względem generalnie pozytywne. Sądzę, że można je wykorzystać do ożywienia układów zbiorowych lub porozumień pracodawców i związków zawodowych. Jeśli te ostatnie uznają, że jest to potrzebne, to nie ma przeciwwskazań co do stosowania takich rozwiązań. Wątpliwości – ze wspomnianych wcześniej powodów – budzi to, czy porozumienia takie mogliby zawierać przedstawiciele pracowników.

Nie pracujemy nad takim rozwiązaniem ani nie rozważamy wprowadzenia go. Było ono zgłaszane przez niektóre organizacje pracodawców, ale ostatecznie nie zyskało akceptacji partnerów społecznych.

W szczególnej sytuacji pojawia się wiele propozycji, ale moim zdaniem ta nie jest uzasadniona. Podobnie jak np. skrócenie ochrony przedemerytalnej. Starsi pracownicy już teraz odczuwają skutki obecnej sytuacji, bo często to oni tracą etaty ze względu na to, że mają prawo do świadczeń. A przecież trzeba brać pod uwagę to, że np. chcieliby mieć wyższe emerytury lub dorobić do nich.

Sądzę, że pomimo szczególnej sytuacji uda się przeprowadzić zwykłą procedurę ustalania jej wysokości z udziałem partnerów społecznych. Trzeba oczywiście zaczekać na wskaźniki makroekonomiczne przedstawiane na potrzeby projektu budżetu, w tym inflacji. Do tej ostatniej wartości powinna odnosić się pierwotnie zaproponowana wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę. W związku z sytuacją epidemiologiczną zmieniony został harmonogram prac nad budżetem państwa na przyszły rok. Dlatego zmianie uległy również terminy w harmonogramie dotyczącym ustalenia minimalnego wynagrodzenia za pracę na rok 2021. Zmianie uległy termin przekazania przez Radę Ministrów propozycji do negocjacji Radzie Dialogu Społecznego – z 15 czerwca br. na 31 lipca br. – oraz termin prowadzenia negocjacji w ramach RDS – z 30 dni na 10 dni. Sam termin na ustalenie minimalnego wynagrodzenia na przyszły rok, czyli wydanie obwieszczenia Prezesa Rady Ministrów albo rozporządzenia Rady Ministrów, pozostaje bez zmian – do 15 września br.

Nie powinniśmy się cofać. Zależy nam na zachowaniu obecnej relacji płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia, czyli na poziomie ok. 48–49 proc. Tym bardziej że w Brukseli trwają prace nad przyjęciem europejskiej płacy minimalnej. W trakcie dyskusji na ten temat Polska była przedstawiana jako kraj, który już teraz w praktyce spełnia zamierzenia, które miałyby obowiązywać w całej UE. Pamiętajmy, że minimalny wzrost najniższej pensji gwarantuje ustawa. Ustala się go na podstawie wspomnianych wcześniej wskaźników. Tę kwotę minimalnego, ustawowego wzrostu powinniśmy przedstawić partnerom społecznym do 31 lipca.

Naszą rolą jest wyważenie tych stanowisk i wprowadzenie racjonalnej wysokości minimalnego wynagrodzenia. Te argumenty i postulaty obu stron w praktyce pojawiają się co roku. Trzeba brać pod uwagę wiele czynników: sytuację gospodarczą i kondycję ekonomiczną firm, emigrację zarobkową, wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, świadczenia powiązane z wysokością minimalnej płacy. Przypomnę jednak, że najniższe wynagrodzenie zarabia ok. 1,5 mln osób i nawet obecnie, gdy rynek pracy boryka się ze skutkami pandemii, niełatwo jest znaleźć pracowników, którzy chcą podjąć zatrudnienie za minimalne stawki.

>>> Czytaj też: Kogo pandemia zmusiła do zmiany zawodu? Oto branże, które cieszą się zainteresowaniem

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj