Paliwa do wzrostów dostarcza coraz więcej informacji. Dzisiaj rano wskaźnik Ifo pozytywnie zaskoczył, a trzeba pamiętać, że jest on wiarygodny jeżeli chodzi o przewidywanie koniunktury u naszego zachodniego sąsiada. Następnie na rynek wpłynęły wyniki Forda, którego strata okazała się zdecydowanie niższa od prognoz. Spółka ponadto zapowiedziała, że w 2011 roku planuje „wyjść na zero”. Niezłe były również dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku za oceanem. Spadły one zdecydowanie mniej niż oczekiwano, ale, co już mniej optymistyczne, odczyt z poprzedniego miesiąca równie wyraźnie został zrewidowany w dół.


Rynek jednak woli widzieć szklankę do połowy pełną niż pustą i entuzjastycznie reaguje na bardzo wczesne sygnały poprawy koniunktury. Warszawski parkiet ponadto pozytywnie wyróżnia się na tle regionu czy giełd zachodnioeuropejskich. Wzrosty o ponad 3 proc. mówią mniej więcej tyle, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i są chęci ataku na ważny z technicznego punktu widzenia poziom 1900 punktów. Pytanie jednak brzmi, że bykom nie przeszkodzi rozpoczynający się w przyszłym tygodniu sezon publikacji raportów kwartalnych?


Na rynku walutowym złoty pozostaje bardzo zmienny. Wielu analityków zaczyna spisywać naszą walutę na straty, co było widać w południe, gdy doszło do silnej fali wyprzedaży. Argumentów jest wiele, ale sztandarowym pozostaje praktycznie brak perspektyw na przyjęcie euro w pierwotnie planowanym przez rząd terminie. Kryterium deficytu nie spełniamy i spełniać w najbliższym czasie nie będziemy. Podobnie z kryterium inflacyjnym, gdzie według prof. Filara możne nam zabraknąć aż 1 punktu procentowego w przyszłym roku. Po południu jednak negatywny trend uległ odwróceniu, co może świadczyć, że nie warto przekreślać perspektyw dalszego umocnienia naszej waluty.