Katastrofa samolotu Airbus 330-200 linii Air France, która zdarzyła się 1 czerwca podczas lotu nad Atlantykiem, budzi coraz większe emocje. Powoli wychodzą na światło dzienne fakty mrożące krew w żyłach. Z raportu wewnętrznego firmy, do którego dotarł niemiecki tygodnik „Der Spiegel”, wyłania się ponury obraz troski o bezpieczeństwo pasażerów.

Okazuje się, że samoloty Airbusa będące na wyposażeniu francuskich linii miały o wiele wyższy wskaźnik strat od średniego dla wszystkich przewoźników na świecie. Wyniósł on 1,26 na 1 milion lotów i był cztery razy wyższy od średniej w branży – 0,3 strat na 1 milion lotów.

Od 1988 roku aż trzy Airbusy ze znakami Air France rozbiły się w katastrofach. Czwarty Airbus należący do tej linii, ale wypożyczony innej firmie - Air Inter - także się roztrzaskał.

Nowe dane pojawiły się w związku z ostrą dyskusją, toczącą się od pewnego czasu we Francji w gronie specjalistów, jak i zwykłych obywateli – czy lecący z Rio de Janeiro do Paryża samolot Airbus 330-200 rozbił się z winy pilotów czy też miał jakieś ukryte usterki techniczne.

Zapytany na tę okoliczność przez dziennik „Le Figaro” prezes linii Air France Pierre–Henri Gourgeon zaprzeczył spekulacjom, że ponoć piloci celowo obrali kurs „na skróty”, przez fronty burzowe, aby zaoszczędzić paliwo lub uniknąć opóźnienia.

Raport wewnętrzny firmy z 2006 r., do którego dotarł „Der Spiegel”, bardzo krytycznie odniósł się do kultury bezpieczeństwa panującej w firmie. Jego autorzy stwierdzili wprost, że „w przedsiębiorstwie brakuje jasnego i obiektywnego spojrzenia na osiągnięcia w zakresie bezpieczeństwa lotów”.

Jak wynika z zawartych w raporcie danych, aż osiem na dziesięć odnotowanych wypadków czy niebezpiecznych zdarzeń w Air France miało miejsce pod wpływem ludzkiego czynnika, takiego jak: brak uwagi, błędy przy podejmowaniu decyzji, czy zła współpraca między I i II pilotem.

Do tego dochodzi analiza wypadków z samolotami Airbus 330/340 z której wynika, że piloci „wykazywali zbyt wysoki stopień zaufania, a nawet lekceważenia”. Air France twierdzi, że od chwili prezentacji raportu w czerwcu 2006 roku wszystkie wytknięte błędy i niedociągnięcia zostały usunięte po uważnej i dogłębnej analizie.

Linie francuskie broniąc się, powołują się na statystyki bezpieczeństwa podawane przez Stowarzyszenie Międzynarodowych Przewoźników Lotniczych IATA, które uwzględniają jednak wszystkie modele samolotów używanych przez Air France. Jak podkreślił rzecznik Air France, broniąc dobrego imienia firmy, dane IATA potwierdzają, że średni wskaźnik bezpieczeństwa, nawet po ostatnim wypadku, nie odbiega od ogólnej normy.

Niemniej Jean-Cyril Spinetta, prezes grupy Air France/KLM, na lipcowym, dorocznym spotkaniu akcjonariuszy nie omieszkał podkreślić, że linie mają kiepski wskaźnik bezpieczeństwa. – Musimy dokładnie wyjaśnić, jak do tego doszło - konkludował.

Airbus - przychody ze sprzedaży z podziałem na regiony / Forsal.pl