Europa zostaje w tyle w kosmicznym wyścigu

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
24 lipca 2009, 03:00
Amerykanie i Rosjanie pompują miliardy dolarów w programy kosmiczne. Ich śladem podążają Chińczycy i Hindusi. Astronauci amerykańscy z okazji 40-lecia lądowania człowieka na Księżycu mówią już o podboju Marsa - NASA zaczęła nawet konkretne przygotowania. Tylko Europa nie ma wizji.

Choć programy kosmiczne w ramach Unii Europejskiej funkcjonują, to jest to raczej bieżąca obsługa, dotycząca niezbędnych informacji o zmianach otaczającego kulę ziemską środowiska, niż podbój kosmosu w następnych dziesięcioleciach.

Choć są sukcesy, to niewystarczające

Zewnętrzne oznaki dotyczące podboju kosmosu przez Europę mogą być mylące. Europejski przemysł kosmiczny dynamicznie się rozwija. W minionych 5 latach wygenerował aż 15 tys. nowych miejsc pracy. W 2008 r. w sumie zatrudniał w Europie ponad 40 tys. ludzi. Dalsze ćwierć miliona było zaangażowane w związanych z nim bezpośrednio obszarach.

Po rakiecie Ariane 4, nowy, większy pocisk Ariane 5 zapewnił autonomię europejskiego programu kosmicznego. To przy jego pomocy wystrzelono na orbitę największego satelitę komunikacyjnego na świecie.

W ub. roku Europa dołączyła własne laboratorium kosmiczne Columbus i Sterowany Automatycznie Pojazd (ATV) do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie teraz kosmonauci stają w kolejce do toalety, bo jedna z dwóch popsuła się. Rok miniony można wiec uznać za pomyślny.

Ale czy to wystarczy? Nie, jeśli chcemy, aby Europa liczyła się w następnych dziesięcioleciach w kosmicznym wyścigu. Dlatego prezes potężnego koncernu lotniczo-kosmicznego EADS Louis Gallois apeluje: – Musimy mieć nową wizję!

Nakłady nie wszędzie rosną

Nakłady Europy na badania kosmiczne wyraźnie odstają od reszty potęg. Obecne 6 mld euro to aż 8 razy mniej niż roczne wydatki na badania kosmiczne Stanów Zjednoczonych. Nawet rzekomo biedna Rosja pompuje znowu petrodolary w badania kosmiczne.

Pojawili się też nowi gracze. Głównie w Azji. Chiny planują wysłanie załogowej misji na Księżyc do 2030 r., a na Marsa chcą polecieć do 2050 r. Ambitny Pekin, wspierany przez dynamiczną gospodarkę, już w tej chwili wydaje na badania kosmiczne więcej niż stara Europa.

Do kosmicznego wyścigu odważnie dołączyły też Indie. O ile w ostatnich kilku latach wydatki Chin na badania kosmosu rosły w tempie 12 proc. rocznie, to w Indiach skoczyły aż o 25 proc. O dołączeniu do czołówki myśli też Brazylia.

Największe emocje budzą loty załogowe, które jednocześnie pochłaniają najwięcej środków. Tylko w 2007 r. na badania w tym kierunku wydano w sumie ok. 12 mld dolarów, czyli o 8 proc. więcej w porównaniu z 2006 r. Świadczy to o wzroście konkurencji pomiędzy krajami i jej znaczeniu wcale nie mniejszym niż w 1969 r., gdy Amerykanie walczyli z Rosjanami o przewagę w kosmosie.

Galileo poczeka

Aby określić swoje przyszłe miejsce w Kosmosie, Europa potrzebuje nowej wizji. Musi się ona opierać na osiąganiu konkretnych celów, które wzmocnią rolę naszego kontynentu w skali międzynarodowej i globalizacji gospodarki.

Priorytetem powinien być system łączności Galileo. Otworzy on Europejczykom nowe możliwości rozwoju i przyczyni się do kolejnych odkryć naukowych. Niebagatelną zaletą jest również fakt, że przy jego obsłudze może pracować nawet 100 tys. ludzi.

Europa tymczasem zwolniła ścieżkę wprowadzania Galileo, a inne kraje wykazują coraz większą determinację, jeśli chodzi o rozwój swojego systemu łączności..

W ub. roku Amerykanie zdecydowali wyłożyć aż 10 mld dolarów na III już generację swego systemu GPS. Rosjanie kończą właśnie prace nad systemem Glonass. Premier Rosji Władimir Putin był pierwszym, który z niego skorzystał. Z kolei Chiny mają system Compass.

Konieczna autonomia

Zdaniem ekspertów Europa powinna również zapewnić sobie autonomię w dostępie do kosmosu. Chodzi o rakiety wynoszące satelity i statki w przestrzeń kosmiczna. Nowa rakieta Ariane 6 jest odpowiednim rozwiązaniem. Ale wejdzie do użytku dopiero w latach 2025-2030.

Jednocześnie bez względu na to, czy zechcemy polecieć jako Europejczycy na Księżyc czy Marsa, potrzebna będzie również odpowiednia kapsuła, czyli pojazd kosmiczny. Musi on zapewnić bezpieczny powrót próbkom, przyrządom, a przede wszystkim ludziom, o ile takowi znajdą się na pokładzie.

Dlatego następnym krokiem po wspomnianym już urządzeniu ATV powinien być Zaawansowany Pojazd Powrotny (ARV). Kluczowe technologie są dostępne, trzeba je tylko połączyć i zgrać ze sobą.

Kluczowe pytania

Czy Europa chce faktycznie włączyć się aktywnie w ludzką eksplorację kosmosu? Czy ma odwagę kontynuacji wspólnie z innymi partnerami, np. Amerykanami czy Rosjanami, przeżycia największej przygody w dziejach ludzkości? Czy też z racji kłopotów gospodarczych, napięć społecznych i sporów politycznych odpuści sobie i pozwoli się prześcignąć innym, bardziej zdeterminowanym krajom, jak Chiny czy Indie?

Dotychczas to Europa brylowała w promocji idei, osiągnięć kultury i nauki, a nawet rozwiązań technicznych. Czyżby jej czas minął? Załogowy lot Europejczyków np. na Marsa byłby wyrazem wiary w nowe możliwości Starego Kontynentu.

naklady_na_dzialalnosc_kosmiczna_w_2008_roku_87780.jpg
Nakłady na działalność kosmiczną w 2008 roku
usa_wydaje_na_dzialalnosc_w_kosmosie_4_razy_wiecej_niz_reszta_swiata_87787.jpg
USA wydaje na działalność w kosmosie 4 razy więcej niż reszta świata
wydatki_na_kosmos_poza_usa_87794.jpg
Wydatki na kosmos poza USA
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj