Teraz to już z górki?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
19 października 2009, 09:53
Emil Szweda
Emil Szweda/Forsal.pl
W tym tygodniu publikowane będą wyniki kwartalne spółek amerykańskich działających na rynku detalicznym, co niesie ze sobą potencjalne ryzyko rozczarowań.

Jeśli przyjmiemy, że wzrosty w USA z ostatnich tygodni były próbą zdyskontowania dobrych wyników kwartalnych, to sama ich publikacja powinna przynieść realizację zysków. Jak było w praktyce? Po raporcie koncernu Alcoa, później Intela i JP Morgan wzrost był kontynuowany. Dopiero w końcówce tygodnia, kiedy wyniki przedstawiły Goldman i Citigroup nastroje się pogorszyły, choć sama zawartość raportów była lepsza od oczekiwań. Brak pozytywnej reakcji inwestorów nie jest jednak tak dużym zaskoczeniem, jeśli wziąć pod uwagę wcześniejszą falę zwyżek, która niespodzianki już zdyskontowała.

W tym tygodniu wchodzimy na grunt nieco bardziej ryzykowny - wyniki spółek detalicznych nie muszą być tak dobre jak banków, zwłaszcza po stronie przychodów, bo przecież wyjąwszy wrzesień dane dotyczące sektora detalicznego nie były najlepsze w III kwartale. Dziś poznamy wyniki Apple (po sesji), jutro Coca-Coli (ale także Bank of New York) i Yahoo!, w środę eBay (i Welss Fargo), w czwartek McDonald's i Amazon.com. Oczywiście będzie też sporo innych raportów (m.in. przedstawicieli branży farmaceutycznej czy technologicznej), które ryzyko rozczarowań mogą zneutralizować. O ile III kwartał był dla nich łaskawy.

Ponadto kalendarium jest wypełnione po brzegi publikacjami makroekonomicznymi. Dziś poznamy produkcję przemysłową w Polsce, jutro statystyki dotyczące budownictwa mieszkaniowego w USA. W piątek z kolei wstępne, październikowe odczyty indeksów PMI dla sektora usług i przemysłu w Europie, dynamikę sprzedaży detalicznej w Polsce oraz dynamikę sprzedaży domów na rynku wtórnym w USA. 

Wreszcie, niedźwiedzie mają też na stole stały straszak na byki - korekta półrocznych wzrostów dotąd nie miała miejsca i może zacząć się w dowolnym momencie. Oczywiście, jest też ryzyko, że inwestorzy światowi nie mają pojęcia, że nad Wisłą obserwatorzy obawiają się spadków i mogą nadal pompować pieniądze do funduszy rynków wschodzących, co jak się zdaje było główną przyczyną umiarkowanych spadków na GPW w piątek (przy znacznie słabszej koniunkturze w Europie Zachodniej i w USA). Optymizm przed dzisiejszymi notowaniami w Europie dają też rynki azjatyckie, gdzie początkowy głęboki spadek został opanowany i zniwelowany do minimum. Dzięki takiemu nastawieniu Azjatów, również początek tygodnia u nas może być pomyślny, jeśli inwestorzy dojdą do wniosku, że w piątek w USA mieliśmy tylko niegroźną realizację zysków. Do zaatakowania szczytów pokłady optymizmu składające się wyłącznie z zachowania parkietów azjatyckich mogą nam nie wystarczyć. W dalszej części tygodnia zaśpiewamy tak, jak zagrają Amerykanie - to truizm, lecz niestety (?) stale obecny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj