Bogaci urzędnicy z Unii chcą zarabiać jeszcze więcej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 stycznia 2010, 08:55
Bogaci urzędnicy z Unii chcą zarabiać jeszcze więcej
ST
Dochody nowego prezydenta UE są wyższe niż przywódcy USA, a przeciętny urzędnik zarabia kilka tysięcy euro miesięcznie. Mimo to, biurokraci z Brukseli walczą o podwyżki - pisze "Rzeczpospolita".

Komisja Europejska chce podwyżek dla swoich pracowników. Gotowa jest nawet pójść do sądu. Decyzja zapadła jednogłośnie na porannym spotkaniu szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso z unijnymi komisarzami. "Teraz o losach podwyżki zdecyduje trybunał w Luksemburgu" - mówi rzeczniczka Komisji Pia Ahrenkilde Hansen. Jednak podczas szczytu Rady Europejskiej w grudniu, 20 państw - w tym Polska, Wielka Brytania i Niemcy - postanowiło zablokować podwyżkę o 3,7 procent, uznając, że w czasach kryzysu jest ona niemoralna, a pieniądze powinny zostać przeznaczone na budowę nowej unijnej służby dyplomatycznej.

Dla przykładu, pensja prezydenta UE Hermana Van Rompuya wynosi 281 tys. euro rocznie. Podobnie Jose Manuela Barroso. Szefowa dyplomacji Catherine Ashton zarabia o 20 tys. euro mniej - pisze "Rz". Do tego dochodzi kilkadziesiąt tysięcy euro dodatków. Pensje szeregowych urzędników znajdują się w przedziale od 2,5 tys. do 17 tys. euro. Jeśli chodzi o zarobki najwyższych urzędników państwowych, to premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown dostaje ok. 22 tys. euro miesięcznie, Nicholas Sarkozy - 20 tys. euro, a Lech Kaczyński - 20 137,64 zł brutto (ok. 4,8 tys. euro).

>>> CZYTAJ TEŻ: NIK krytykuje politykę kadrową w spółkach skarbu państwa

"W krajach takich jak Łotwa czy Rumunia płace w administracji publicznej zostały obniżone od 20 procent" - mówi "Rz" polski ambasador przy UE Jan Tombiński. Dodaje, że w Polsce płace na stanowiskach rządowych są zamrożone od 2000 roku. "Premier Donald Tusk uznał więc, że byłoby niewłaściwe poprzeć podwyżkę, niezależnie od tego, jakie są uwarunkowania prawne" - zaznacza. Także Brytyjczycy nie chcą słyszeć o wyższych pensjach. "Byli tak wściekli po skandalu z wydatkami naszych deputowanych, że dziś żaden polityk w Wielkiej Brytanii nie ośmieli się zasugerować podwyżek. Wybuchłaby chyba rewolucja" - mówi "Rz" brytyjski komentator Ian Dale.

Podwyżki nazywa skandalicznymi. "Unijni urzędnicy co roku podwyższają sobie pensje. Najwyższy czas, by ludzie uznali, że jest to kompletnie nie do przyjęcia" - akcentuje. Jednak Komisja Europejska uważa, że kraje członkowskie nie mogą polityczną decyzją zmieniać przepisów dotyczących podwyżek. W 1972 roku podobna sprawa trafiła do sądu. Wtedy rację przyznano Komisji.

>>> CZYTAJ TEŻ: Od Nowego Roku płaca minimalna wyniesie 1317 zł

O tym więcej w dzisiejszej publikacji "Rzeczpospolitej".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Tematy: praca
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj