Założona przez włoskiego fizyka firma na początku miała kłopoty ze znalezieniem odbiorców, a dziś produkuje urządzenia dla transportu i wojska.
Zapłacić za ogrzewanie czy wykupić ostatnie już ogłoszenie? Przed takim dylematem stał w 1994 roku Roberto Siagri i jego dwuletnia, pozbawiona gotówki firma komputerowa. – Postanowiliśmy, że możemy siedzieć w płaszczach – mówi dziś.
To wystawienie na ryzyko ostatnich pieniędzy opłaciło się. W 1994 roku Eurotech znalazł niszę rynkową – produkcję miniaturowych komputerów – ale nie mógł zdobyć klientów z fabryk, gdzie początkowo szukał zbytu. – Właściciele mówili: mamy dużo miejsca, po co nam mały komputer? – wspomina Roberto Siagri.

Wyjątek od reguły

Jednak na zrodzone z desperacji ostatnie ogłoszenie we włoskim czasopiśmie elektronicznym pewna firma transportowa zareagowała zamówieniem na komputery do stosowania w autobusach. Eurotech znalazł zbawcę i przez następne pięć lat systematycznie rozwijał się dzięki popytowi na instalowanie jego minikomputerów w pojazdach.
Dziś, po wielu latach, Eurotech jest jednym z niewielu dużych producentów sprzętu komputerowego w Europie- i nadal prowadzi go charyzmatyczny Roberto Siagri, obecnie dyrektor naczelny. Po upadku takich firm jak francuski Bull i włoska Olivetti europejski przemysł komputerowy w większości zanikł. Eurotech – który ma 100 mln euro rocznego przychodu, a jego akcje notowane są na giełdzie w Mediolanie – stanowi udany wyjątek od tej reguły. Wśród jego osiągnięć jest testowany przez amerykańskie wojsko miniaturowy komputer na nadgarstek. A jednocześnie firma projektuje też jedne z najsilniejszych na świecie superkomputery.
Roberto Siagri ma dziś 49 lat i kozią bródkę w kolorze soli z pieprzem – ale nadal sprawia wrażenie takiego samego entuzjasty jak wówczas, gdy zakładał Eurotech. W czasie podróży do Wielkiej Brytanii (firma prowadzi działalność w Cambridge) z pasją opowiadał o przyszłości, jaka nadejdzie już wkrótce, gdy mogą zacząć myśleć autonomicznie. – Musimy zaprzyjaźnić się z komputerami: lepiej być ich przyjaciółmi niż wrogami – mówi.
Jego entuzjazm nasila się, gdy przedstawia zakres przyszłych zmian: brzmi bardziej jak filozof niż jak przedsiębiorca. – Autonomiczne komputery przerażają ludzi. Mnie również. Nasze geny nie są zadowolone z tego, co robimy. To mieszanie gatunków – mówi.

Inżynierskie myślenie

Jako fizyk z wykształcenia, Roberto Siagri pracował w ośrodku projektowania komputerów osobistych – do czasu spowolnienia gospodarczego z lat 1990–1991, które doprowadziło do zaniku europejskiej branży komputerowej. Wraz z czterema innymi ekspertami technicznymi założył wówczas Eurotech. Nie mieli właściwie żadnego doświadczenia w uruchamianiu czy prowadzeniu firmy.
Jak można się było spodziewać, pierwsze lata Eurotechu były bardzo chaotyczne. – Nie mieliśmy żadnego doświadczenia w marketingu czy sprzedaży. Zwracaliśmy uwagę raczej na nasze pomysły. Zaczęliśmy sobie przyzwoicie płacić dopiero po pięciu czy siedmiu latach. Czytaliśmy książki i uczyliśmy się – mówi dyrektor Eurotechu.
Wspomina, że naiwnie spodziewali się, że wyjdą na czysto w ciągu sześciu miesięcy – naprawdę zajęło to ponad trzy lata. – Przez pierwsze trzy do czterech lat ciągle jest się na skraju bankructwa. Ale zamówienia w końcu jednak przychodzą – podkreśla. Potwierdza, że ich punkt widzenia był za bardzo techniczny, że za mało uwagi zwracali na klienta. – W wielu przypadkach inżynierowie zbyt wielką uwagę poświęcają temu, co sami uważają za istotne, zapominając, że klienci mogą mieć inną opinię. Trwało trochę, zanim naprawdę zrozumieliśmy, kim mogą być nasi klienci. Byliśmy przecież technikami – mówi.

Rozwój bez kredytu

Dziś wyzwaniem dla nich jest nie przetrwanie, lecz próba stworzenia firmy, która będzie mieć 1 mld euro sprzedaży. Wypływa to po części z decyzji podjętej w 2000 roku, kiedy to założyciele spółki mogli albo ją sprzedać albo też próbować znaleźć pieniądze na ekspansję umożliwiającą Eurotechowi wyjście poza ramy małej firmy. Wybrali tę drugą drogę, uzyskując nowy kapitał od ryzykanckich inwestorów z północno-wschodnich Włoch.
Pieniądze zostały wykorzystane na przejęcia, które doprowadziły do umiędzynarodowienia firmy. Kupiono małe przedsiębiorstwa w USA, we Francji, w Finlandii i Wielkiej Brytanii, gdyż cel Eurotechu stanowiło przejście z szeregów małych europejskich spółek technologicznych do bardziej elitarnej grupy firm z przychodami co najmniej 100 mln euro. W 2005 roku prywatni inwestorzy kapitałowi mogli się już wycofać ze spółki, bo akcje Eurotechu zostały dopuszczone do obrotu na giełdzie w Mediolanie.
Ekspansja oznacza, że z prowadzeniem firmy łączą się dziś problemy zupełnie inne niż we wczesnym okresie jej istnienia. – Prawdziwe wyzwanie stanowi zjednoczenie różnych ludzi. To o wiele trudniejsze, niż łączenie różnych technologii czy produktów. Wiem, że to dobrze znana sprawa – z pewnością nie wymyślam tutaj koła. Jednak istoty ludzkie charakteryzuje pewna inercja – to rodzaj mechanizmu obronnego, jaki wytworzyliśmy podczas ewolucji – i dlatego integracja różnych firm wymaga czasu – mówi Roberto Siagri.

Komputer na rękę

Choć lubi się wcielać w rolę wizjonera, jest również świadom, że Eurotech może zarabiać pieniądze raczej na „elementach podstawowych” – czyli na dość zwyczajnych komputerach, których może sprzedawać dużo – niż na wymyślaniu urządzeń na przyszłość. Większość sprzedaży firmy stanowią zatem komputery używane w transporcie, logistyce, procesach automatyzacji, w sprzęcie medycznym a także w przemyśle obronnym. Oprócz małych komputerów Eurotech zaprojektował również (wraz z Intelem) superkomputer Aurora, który ma wykonywać milion miliardów na sekundę: to tzw. petaflopos.
Spółka stała się tak atrakcyjna, że dwa lata temu 11 proc. jej akcji przejęła włoska grupa Finmeccanica, jedna z największych na świecie firm przemysłu obronnego. Jest ona obecnie największym udziałowcem spółki, wyprzedzając Roberta Siagri, do którego należy 7 proc. Powodem zainteresowania ze strony Finmeccaniki jest fakt, że Eurotech w coraz większym stopniu koncentruje się na rozwiązaniach dla przemysłu obronnego, który zapewnia mu obecnie piątą część przychodów: około 25 proc. pochodzi i transportu, a prawie połowa – z innych branż przemysłowych.
Eurotech dostarcza komputery, które żołnierze mają nosić na nadgarstku i – mając wolne ręce – odbierać obrazy, przekazywane przez samoloty bezzałogowe. – To trochę tak, jakby ci wyjęto oczy i zainstalowano je w samolocie – mówi Roberto Siagri. Dodaje również, że technologię Eurotechu można stosować w pojazdach na czele konwoju, które będą je autonomicznie prowadzić; to rozwiązanie szczególnie przydatne w krajach takich jak Irak czy Afganistan.
Żeby Eurotech osiągnął miliard euro przychodu, musi się – zdaniem jego dyrektor – stać firmą jeszcze bardziej globalną. – Rozwiązania techniczne starzeją się w takim tempie, że musimy rozprowadzać je bardzo szybko – mówi.
Ryzykowne innowacje
Zdaniem szefa Eurotechu, wyobrażanie sobie przyszłych potrzeb komputerowych zawsze będzie ryzykowne. Jednym z najnowszych urządzeń firmy – nadal testowanym – jest „inteligentna plakietka”. Poinformuje noszących, gdy znajdą się w niewłaściwym pokoju w budynku, albo wskaże, gdzie powinni być. Roberto Siagri podkreśla, że te pomysły wiążą się z ryzykiem operacyjnym. Właśnie dlatego firma zawsze finansowała się raczej za pomocą kapitału akcyjnego niż długu.
Źródło nieznane
Komputerowy wizjoner sprawdza się w biznesie Fot. Gianni Giansanti / DGP