Kuczyński: Zaproszenie do rajdu św. Mikołaja

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
2 grudnia 2010, 09:50
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi/Forsal.pl
W USA inwestorzy, podobnie jak w Europie, rozpoczęli grudzień mocnym akcentem. Poniżej opiszę, jakie to preteksty i powody pomogły bykom. Od początku dnia nastroje na rynkach były bardzo dobre, a publikacja umiarkowanie pozytywnych danych makro (o nich niżej) tylko je umocniła. Z tego wniosek, że to nie dane makro były fundamentem pod zwyżki, chociaż z pewnością ich skalę nieco zwiększyły.

Przede wszystkim mówiono o tym, że ECB podczas czwartkowego posiedzenia podejmie jakieś istotne kroki, które pomogą opanować kryzys w strefie euro. Wspominało się nawet od podobnym programie jak QE w USA. Pomagały bykom plotki i wypowiedzi. Jose Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej stwierdził, że jest przekonany, iż ECB podejmie wszelkie niezbędne kroki, które zagwarantują stabilność strefy euro. Jeśli to nie jest nacisk na „niezależny” bank to ja nie wiem jak wyglądają naciski.

Indeksy zwiększyły skalę zwyżki wtedy, kiedy niezidentyfikowany urzędnik administracji USA powiedział agencji Reuters, że USA mogą poprzeć zwiększony udział MFW w pakiecie ratunkowym. Problem jednak w tym, że (zapewne inny) urzędnik administracji powiedział agencji Bloomberg, że USA nie prowadzą takich rozmów. Rynek wolał jednak uwierzyć Reutersowi. Interesujące było to, że we wtorek gracze nie uwierzyli ostrzeżeniom samego szefa ECB, a w środę ponoć wierzyli pogłoskom.

Uważam, że prawdziwy powód zwyżek był jeden: początek grudnia i korekta na rynku długu w Europie. Grudzień jest najczęściej bardzo dobrym miesiącem dla akcji, bo wszystkim zależy na dobrym zakończeniu roku. Pisałem o tym od dawna. Wspomniałem też we wtorek, że gracze na rynku walutowym i rynku europejskiego długu będą chcieli zrealizować przynajmniej cześć zysków. To umocni euro i doda sił bykom. Tak też w pierwszym dniu grudnia się stało.

Indeksy błyskawicznie ruszyły na północ. S&P 500 stanął przy oporze na 1.200 pkt. ale po 2 godzinach się z niego wybił. W zasadzie od początku wiadomo było, że sesja zakończy się dużymi zwyżkami. Pytanie pozostawało tylko jedno: czy padnie poziom 1.200 pkt., co otworzy drogę ku szczytowi z listopada, czy zejdzie poniżej. Udało się ten opór pokonać i teraz wszystko jest w rękach Jean-Claude Trichet, szefa ECB. Jeśli rynków w czwartek nie zawiedzie to mamy rajd św. Mikołaja. Jeśli zawiedzie to rajd skończy się błyskawicznie – na jednej sesji.

GPW w środę od początku sygnalizowała, ze chce wzrostu indeksów, ale dopiero po blisko 1,5 godzinnej stabilizacji na poziomie wyższym od wtorkowego o jeden procent popyt silniej nacisną. Wprowadził rynek o jeden punkt procentowy wyżej i zamarł w oczekiwani na informacje z USA. Najmocniej rosły spółki najbardziej poszkodowane przez wtorkowy cudo-fixing. Po publikacji raportu ADP indeksy ruszyły w dalszą drogę na północ, ale nie udało się w końcu sesji wypracować większych niż dwa procent zwyżek.

Układy techniczna na rynku walutowym i akcji nie zmieniły się. Być może kolejny wzrost indeksów dałby sygnał kupna, ale dopiero przełamanie przez WIG20 poziomu 2.780 pkt. byłoby prawdziwym przełomem. Po wczorajszej sesji w USA i na innych giełdach, podczas której całą uwaga skupiała się na tym, co zrobi ECB, dzisiaj właśnie decyzje i wypowiedzi ECB są kluczowe i mogą pokazać rynkowi drogę na dłużej.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj