Kuczyński: Drugi dzień korekty

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
21 stycznia 2011, 09:46
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi/Forsal.pl
W USA w czwartek rynek akcji miał do wyboru: albo pójść drogą wskazaną przez Chiny albo o tym problemie zapomnieć i skupić się na sytuacji makro w gospodarce USA.

W nocy dowiedzieliśmy się, że w Chinach PKB wzrósł w 4. kwartale o 9,8 proc. (oczekiwano 9,4 proc.). Inflacja spadła z 5,1 do 4,6 proc., ale jest to jednorazowy spadek (wynik bazy), a wzrost cen jest nadal duży. Rynki oczekują dalszego zacieśniania polityki monetarnej w Chinach, a to nieco wystraszyło zarówno Amerykanów jak i Europejczyków. Czynnik chiński był jednak jedynie pretekstem do przedłużenia korekty.

Opublikowane w czwartek dane makro były dobre. Ilość noworejestrowanych bezrobotnych w minionym tygodniu znacznie spadła – z 441 tys. na 404 tys. (oczekiwano 420 tys.). Spadła też średnia 4. tygodniowa. Indeks Fed z Filadelfii spadł nieco mocniej niż oczekiwano, ale nie było to nic dramatycznego (z 20,8 pkt. na 19,3 pkt.). Dane regionalne od dawna są lekceważone, więc ten raport nie miał wielkiego znaczenia. Dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym były na pozór znakomite. Sprzedaż wzrosła o 12,3 proc. Oczekiwano wzrostu jedynie o 3,6 proc. Spadła mediana cenowa (0,8 proc. m/m), co nieco wartość tych danych zmniejszyła. Nawet i bez tego czynnika dane były dość dziwne, wręcz niewiarogodne. Być może banki wyprzedawały bardzo tanio przejęte nieruchomości. Mocniej niż oczekiwano wzrósł indeks wskaźników wyprzedzających LEI (1 proc.).

Na rynku akcji nastroje były nadal słabe, ale nie były jednoznacznie złe. Spadki cen surowców, wyniki kwartalne mniej znanych spółek i sprawa Chin szkodziły bykom, ale dobre dane makro im pomagały. Nie było żadnego czynnika, który uzasadniałby kontynuowanie przeceny. Nie można się więc dziwić, że co prawda początek sesji był bardzo słaby, ale po dwóch godzinach handlu, kiedy indeksy już całkiem mocno spadały, byki zaatakowały i doprowadziły DJIA i S&P 500 do poziomu neutralnego. „Byczy” wygląd rynku nie uległ zmianie.

Na GPW zapanował na początku sesji po prostu marazm. Owszem, indeksy spadały ściągane w dół przede wszystkim przez spółki surowcowe (wynik spadku cen surowców), ale ceny banków rosły, a sektor mniejszych spółek praktycznie na korektę tych większych nie reagował. Można powiedzieć, ze trwała konsolidacja. Idylla skończyła się po godzinie 16.00, kiedy to spadające indeksy w USA doprowadziły do ponad jednoprocentowego spadku WIG20.

Pisałem w czwartek, że tylko kolejny atak na opór i potem potwierdzenie przebicia daje szansę bykom na kontynuację hossy, a kolejny spadek zapowiadać powinien wejście rynku w trend boczny. Opór z pierwszej połowy 2008 nadal się broni, więc konsekwencja każe to zdanie podtrzymać. Jeśli dzisiaj indeksy znowu spadną, co zapowiadać będzie atak na dolne ograniczenie trwającego od lipca 2010 kanału trendu wzrostowego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj