Meksyk może zastąpić Chiny w dziedzinie konkurencyjności kosztów pracy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 lipca 2011, 18:16
Miasto Meksyk należy do światowych liderów pod względem liczby mieszkańcó. Stolica Meksyku wraz z ą aglomeracją liczy sobie niemal 23,5 mln ludzi. Na zdj. Widok na ratusz Mexico City. Fot. Shutterstock.
Miasto Meksyk należy do światowych liderów pod względem liczby mieszkańcó. Stolica Meksyku wraz z ą aglomeracją liczy sobie niemal 23,5 mln ludzi. Na zdj. Widok na ratusz Mexico City. Fot. Shutterstock./Inne
W odpowiedzi na kryzys finansowy, którego prawdziwym detonatorem było bankructwo Lehman Brothers, chińskie władze wdrożyły największy w historii nowożytnej program stymulujący (w stosunku do wielkości gospodarki). Potężny zastrzyk płynności wywołał bezprecedensowy boom spekulacyjny, który pozornie pozwolił Chinom bez problemu przetrwać trudne lata 2008 i 2009. Wszystko jednak ma swoją cenę.

Trzeba jednak pamiętać, że pod spokojną taflą jeziora, po którym żegluje rozpędzona chińska gospodarka, czai się groźny potwór presji inflacyjnej. Tymczasem decydenci utrzymują realne stopy procentowe poniżej zera, karząc prywatnych ciułaczy, którzy w poszukiwaniu zysku pompują spekulacyjne bańki. Spodziewamy się, że Ludowy Bank Chin będzie nadal podnosić stopy w celu ograniczania inflacji, co z kolei ostudzi zapał przyczajonego tygrysa chińskiego biznesu i przełoży się na ograniczenie globalnego wzrostu gospodarczego. Z perspektywy wycen chińskie akcje należą do najdroższych na świecie – w tym momencie nie zalecamy nadmiernego zwiększania zaangażowania.

>>> Czytaj również: Komputerowa gra z Polski, przed którą drży Meksyk

Wszyscy wiedzą, dlaczego od jakichś siedemnastu lat świat nieustannie mówi o Chinach – od 1994 r. gospodarka Państwa Środka w skali rocznej rośnie przeciętnie o 9%. Taka transformacja gospodarcza przyczyniła się do znaczącego wzrostu zamożności, a także najszybszego na świecie rozwoju klasy średniej, która z kolei zaczęła domagać się wyższego standardu życia i wzrostu wynagrodzeń. W kontekście szybkiego wzrostu kosztów pracy przewaga konkurencyjna Chin szybko maleje – jak stwierdzili niedawno analitycy Boston Consulting Group, amerykańskie firmy za pięć lat mogą zacząć ponownie przenosić stanowiska produkcyjne do stanów takich jak Alabama czy Południowa Karolina, przyczyniając się do odrodzenia przemysłu.

>>> polecamy: Carlos Slim Helu: Każdy, kto teraz nie inwestuje, traci ogromną szansę

Sądzimy, że Boston Consulting Group zwraca uwagę na bardzo interesujący trend krótkoterminowy, jednak naszym zdaniem bardziej naturalnym celem dla firm ze Stanów będzie Meksyk, ponieważ jego położenie geograficzne ułatwia transport towarów do Azji. Zatrudniające Meksykanów przedsiębiorstwa z USA miałyby ponadto mniej obciążeń w postaci związków zawodowych i ubezpieczeń zdrowotnych. Jeżeli przyjrzymy się rozwojowi realnych stawek wynagrodzeń od 2002 r., zobaczymy, że w Meksyku stopa ich wzrostu wynosiła zaledwie 0,3% w porównaniu do 13,6% w Chinach. W rezultacie różnica między Meksykiem i Chinami zmalała do zaledwie 45% (według znanego inwestora Marka Fabera). Gdy uwzględni się taką malejącą rozbieżność wynagrodzeń i bliskość Stanów Zjednoczonych, można się spodziewać, że w najbliższych 5–10 latach Meksyk okaże się jedną z najlepszych inwestycji długoterminowych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Saxo Bank
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj