Stanisław Żelichowski był liderem listy PSL w okręgu elbląskim i zdobył 6 458 głosów. Tym samym prawdopodobnie zdobędzie - po raz kolejny z rzędu - mandat poselski, który sprawuje nieprzerwanie od 1985 roku. Żelichowski jest posłem z największym stażem parlamentarnym, cały czas reprezentuje ludowców.

"Do niedawna było nas takich dwóch starych stażem parlamentarzystów, ja i marszałek Jerzy Szmajdziński, który zginął w katastrofie smoleńskiej" - powiedział Żelichowski, dodając, że "w praniu to i tak nie ma znaczenia kto jak długo jest posłem, bo wszyscy są traktowani po równo".

"Tyle, że mi od tego stażu parlamentarnego to zostały trzy komórki: zielona, żółta i biała (do wciskania guzików na głosowaniach - PAP)" - żartuje Żelichowski, który - jak przyznał w rozmowie z PAP - w tej kampanii wyborczej zachęcał do głosowania na siebie zaledwie z 500 plakatów. "I to nie tych dużych, tylko takich zwyczajnych, małych" - podkreślił. Dodał, że jego wynik to zasługa "całej drużyny PSL z jego okręgu, która zgodnie wspólnie grała".

"Sam nawet jakbym zdobył 12 tys. głosów mógłbym nie wejść. Głosy innych były konieczne, kilka pań na mojej liście zrobiło doskonały wynik" - podkreślił Żelichowski.

Wspominając poprzednie kadencje, poseł Żelichowski zauważył, że największy entuzjazm i zapał do pracy panował w sejmie X kadencji. "To była krótka kadencja, ale za to w sejmowym hotelu światła paliły się do późna w nocy, ludzie czytali wszystkie pisma, druki, dyskutowali. Taki ogromny zapał do roboty się czuło" - wspomina.

Reklama

Jego zdaniem nadchodząca kadencja będzie ciekawa. "Część posłów będzie mogła się zająć pracą i rozwiązywać najważniejsze dla Polski problemy, a część posłów, z tej rozrywkowej partii, będzie zapewniała rozrywkę. Mam nadzieję, że media zajmą się tymi rozrywkowymi, dzięki czemu ci, co będą chcieli pracować, spokojnie będą mogli to robić" - powiedział Żelichowski.

>>> Zobacz też: Znamy już ostateczne wyniki wyborów 2011