Kontynuacja poniedziałkowej dynamicznej zwyżki napotkała na kłopoty. Wahania nastrojów można tłumaczyć niepewnością co do tego jak rozwinie się sytuacja na rynkach. Ostatecznie w Paryżu indeks zyskał 0,5 proc., a we Frankfurcie prawie 1 proc. Jak na dzień, w którym nie brakowało nowych powodów do zmartwień, to wynik całkiem niezły. Powody do zmartwień wciąż pozostają te same. Zagęszczająca się sytuacja na rynku długu i w systemie bankowym. Na rynku długu nie chodzi już tylko o utrzymujące się na bardzo wysokim poziomie rentowności papierów skarbowych, ale komplikujące się możliwości działania Europejskiego Banku Centralnego.

Jeśli wtorkowe kłopoty ze sprzedażą bonów skarbowych, mających sterylizować skutki skupowania obligacji państw najbardziej zagrożonych niewypłacalności są sygnałem bardziej trwałej tendencji, może się wkrótce okazać, że pętla ostatecznie się zacisnęła, a EBC doszedł do ściany. Drukowanie pieniędzy staje się coraz bardziej realnym scenariuszem, a odwlekanie tej trudnej i ryzykownej decyzji tylko pogarsza sytuację. Po wtorkowym porannym ostrzeżeniu Moody's o możliwości obniżenia ratingów europejskich 87 banków, wieczorem Standard & Poor's bez ostrzegania obniżył oceny 37 banków, nie tylko europejskich, ale także niemal wszystkich amerykańskich gigantów z Goldman Sachs na czele.

Indeksy wciąż próbują iść w górę, a inwestorzy szukać pociechy. Wczoraj znaleźli ją w rewelacyjnych danych o nastrojach amerykańskich konsumentów. Ten jeden wskaźnik to jednak zbyt mało, by zrównoważyć problemy znacznie większej wadze. Zdali sobie z tego sprawę gracze na Wall Street. Najpierw się optymizmem konsumentów zachwycili. W tej fazie S&P500 zyskiwał prawie 1 proc. i udało mu się wyjąć nieznacznie powyżej 1200 punktów. Później do końca sesji byki były w defensywie starając się uchronić część wcześniejszych zdobyczy. Dow Jones zyskał niecałe 0,3 proc., a S&P500 wzrósł o 0,2 proc.

Nasz rynek to osobna historia. Nie dość, że w poniedziałek ze skromną, ponad dwuprocentową zwyżką odstawał od europejskiej czołówki, to wczoraj z ochotą poddawał się korekcie. WIG20 zaczął od niewielkiego spadku, po czym przeszedł do niewielkiej zwyżki. Wyróżnił się dopiero na koniec notowań, lądując na końcu europejskiej stawki ze stratą wynoszącą 1,3 proc. Wrażenie nienajlepsze. Najmocniej ucierpiały akcje banków. Ponad 6 proc. przecenie uległy walory Lotosu, a na koniec do grupy niechlubnych liderów dołączyły papiery KGHM.

Poranne sygnały płynące z Azji nie są optymistyczne. Shanghai B-Share na godzinę przed końcem handlu tracił prawie 7 proc., a Shanghai Composite zniżkował o 3,5 proc. Hang Seng szedł w dół o niemal 2 proc. Nikkei spadał o 0,5 proc., mimo zaskakującej, sięgającej 2,4 proc. dynamiki produkcji przemysłowej w październiku. Po 0,4-0,7 proc. w dół szły kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy. Początek handlu nie zapowiada się więc optymistycznie.