Wróbel: Mikołaj pracuje w banku centralnym

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
30 listopada 2011, 17:37
Łukasz Wróbel, Noble Securities
Łukasz Wróbel, Noble Securities/Forsal.pl
Rajd Św. Mikołaja rozpoczęty dzięki terapii szokowej przeprowadzonej wspólnie przez sześć największych banków centralnych świata. WIG20 tuż przed zakończeniem sesji rósł o 4,2 proc., a DAX o ponad 5 proc.

Wiadomość o wzroście PKB Polski w III kw. 2011 r. o 4,2 proc. r/r, podobnie jak dobre wyniki sprzedaży detalicznej opublikowane w ubiegłym tygodniu, nie miał szans na przykucie uwagi inwestorów zagranicznych. Show podkradło nam 5 banków centralny, które dzięki porozumieniu z Fed, mogą udostępnić podlegającym im bankom komercyjnych finansowanie w dolarach na znacznie lepszych od rynkowych warunkach. W ostatnich dniach na problemy systemu finansowego w Europie wskazywało wiele czynników, np. wczorajsze podknięcie EBC, który z jednej strony nie zdołał "ściągnąć" odpowiedniej ilości środków, aby zneutralizować wykreowane pieniądze na zakup obligacji Włoch czy Hiszpanii, a z drugiej strony udzielił bankom największą najwięcej krótkoterminowych pożyczek.

Tak duży popyt na pieniądze banku centralnego wynikał z rosnącego nieprzerwanie od kilkunastu tygodni kosztu pozyskania dolarów na rynku międzybankowym. Dzięki środowej skoordynowanej akcji banki komercyjne nie będą musiały w najbliższym czasie (linie kredytowe między Fed a pozostałymi bankami centralnymi mają pozostać aktywne do lutego 2013r.) walczyć o utrzymanie płynności. Nie ma się jednak co łudzić, że obniżenie kosztu swapów dolarowych o 50 pkt bazowych, dotyka źródła problemów strefy euro. Operacja polegająca na wstrzyknięciu krótkoterminowej płynności (liquidity) pozwoli EBC i innym bankom centralnym kupić kilka dodatkowych dni na opracowanie strategii rozprawienia się długoterminową niewypłacalnością rządów (solvency).

Z punktu widzenia rynków walutowych gwałtowny skok w górę kursu eurodolara z 1,327 USD do 1,353 USD jest jak najbardziej uzasadniony. Odzwierciedla on nie tylko psychologiczną ulgę inwestorów (że banki centralne trzymają rękę na pulsie), ale przede wszystkim oczekiwany spadek popytu na dolary na rynku międzybankowym. Jednocześnie w skali globalnej za pozytywną wiadomość można uznać uwolnienie części płynności z chińskiego sektora bankowego, ponieważ w środę tamtejszy bank centralny obniżył o 50 pkt. bazowych stopę rezerw obowiązkowych. Według informacji agencji Reuters złotemu w środę znowu pomagał Bank Gospodarstwa Krajowego, który sprzedawał zagraniczne waluty. Tym razem jednak interwencja trafiła na sprzyjające otoczenie (umocnienie euro do dolara), dlatego w końcu może się okazać skuteczna i zgodna z trendem. O godz. 17 za euro płacono 4,49 PLN, frank kosztował 3,66 PLN, a dolar potaniał do 3,34 PLN.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Noble Securities
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj