Na poranne pogorszenie nastrojów mogły wpłynąć też rozczarowujące dane makroekonomiczne z Chin i Niemiec, które mogą wskazywać na spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego obu państw. Jak się bowiem okazało, produkcja przemysłowa Państwa Środka rosła w listopadzie w najwolniejszym tempie od dwóch lat, a w październiku niemiecki eksport spadł o 3,6% czyli najsilniej od sześciu miesięcy.
Kolejne godziny piątkowego handlu przynosiły już systematyczną poprawę nastrojów i jeszcze przed południem za euro płacono już ponad 1,3430 USD. Na rynku akcji powrócił też zielony kolor. Indeksy głównych europejskich parkietów rosły w ciągu dnia o około 2,0%.
Choć trudno jest jednoznacznie wskazać, co tak poprawiło nastroje w ciągu dnia, to można sądzić, iż po dokładniejszych analizach inwestorzy doszli do wniosku, że to co zostało osiągnięte na zakończonym dzisiaj szczycie państw UE nie jest do końca porażka, jak to rozpasywały się z rana serwisy informacyjne. Co prawda nie udało się uzyskać poparcia ze strony wszystkich 27 krajów członkowskich dla zmian traktatowych (zdecydowanie „NIE” powiedziała Wielka Brytania, zaś Szwecja i Czechy chcą zaś skonsultować się ze swoimi parlamentami), to jednak europejskim liderom udało się osiągnąć porozumienie w sprawie procedur dotyczących większych ograniczeń fiskalnych, które mogą doprowadzić do zrównoważenia budżetów europejskich.
Złoty, pozostając silnie skorelowany z euro, zdołał w ciągu dnia również odrobić część strat z porannego osłabienia. Kurs EUR/PLN po dotarciu do oporu na 4,535 zawrócił i zbliżył się na chwilę do 4,50.
Sytuacja na rynku walutowym nadal daleka jest od stabilnej i w przyszłym tygodniu inwestorzy wciąż będą zapewne koncentrować uwagę na tym, co wydarzy się w Brukseli. Pomimo presji jaka wywierana jest na wspólną walutę, para euro/złoty w najbliższych tygodniach ma szansę na spadek poniżej 4,50 i test strefy 4,40-4,30. Czas bowiem ucieka i coraz miej sesji zostaje już do zapowiadanej wymiany na rynku walut przez NBP.
