Prasa amerykańska o konferencji klimatycznej w Durbanie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 grudnia 2011, 20:39
Barometr rynkowy, fot. ronfromyork
Barometr rynkowy, fot. ronfromyork/ShutterStock
Prasa w USA z umiarkowanym optymizmem ocenia wynik konferencji w Durbanie nt. zmian klimatu, podkreślając, że zapoczątkowała ona zaledwie proces zmierzający do zawarcia traktatu, który ma zobowiązywać wszystkie kraje do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych.

Jedyny zawarty dotąd traktat klimatyczny, protokół z Kioto, nie wymaga redukcji emisji od krajów rozwijających się, do których zaliczane są Chiny, emitujące do atmosfery najwięcej gazów. Pakiet rozwiązań przyjęty w Durbanie oznacza wspólną deklarację opracowania do 2015 r. nowego traktatu.

"Dokładne zobowiązania, przed którymi staną kraje podpisujące nowe porozumienie, pozostają na razie niejasne. Jego szeroki zasięg dowodzi jednak, że drobiazgowe negocjacje, które od dwóch dziesięcioleci inspirowały podejmowane na świecie decyzje w sprawach klimatu, zaczynają nadążać za rzeczywistością" - pisze poniedziałkowy "Washington Post".

"New York Times" ocenia konferencję z większym sceptycyzmem. W poniedziałkowym wydaniu dziennik określa jej efekty jako "skromne" i akcentuje "zażarty opór Chin i Indii" przeciw wytyczeniu "mapy drogowej" do prawnie wiążącego traktatu, forsowanego przez Unię Europejską.

Jak poprzednio, Chiny i inne kraje wschodzących rynków argumentowały, że obowiązkowe limity emisji gazów cieplarnianych spowolnią ich wzrost gospodarczy.

"NYT" cytuje też krytyczną opinię eksperta do spraw zmian klimatycznych z Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR) Michaela A. Leviego: "Prawda jest taka, że dziś nie ma większej zgody na temat przyszłych rozmów dotyczących klimatu, niż wtedy, gdy negocjatorzy po raz pierwszy zebrali się dwa tygodnie temu. Europa będzie nadal nalegać na porozumienie całkowicie wiążące prawnie, Chiny i Indie nadal będą mu się sprzeciwiać, a Stany Zjednoczone pozostaną również niezbyt entuzjastycznie do niego nastawione".

"Stanowiska te są zakorzenione w ich poglądach na przyszłość, których nie da się pogodzić i nie ma powodu wierzyć, by więcej rozmów te poglądy te zmieniło " - dodał Levi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj