Kadrowa karuzela na najwyższych stanowiskach państwowych spółek rozkręca się na dobre. W ruch poszła, kiedy 5 grudnia posadę stracił wiceprezes Enei ds. handlowych, choć przez chwilę mówiło się nawet o możliwości odwołania Macieja Owczarka, prezesa spółki. Ten jednak zdołał się obronić, ale wkrótce i tak doszło do zmian dużego kalibru. 14 grudnia z funkcji prezesa PGE, najpotężniejszej grupy energetycznej w Polsce, zrezygnował Tomasz Zadroga. Wczoraj do dymisji podał się Michał Szubski (funkcję prezesa będzie pełnił do końca tego roku).

Zdaniem większości analityków, z którymi rozmawialiśmy, przyczyn rezygnacji Szubskiego należy szukać w Ministerstwie Skarbu Państwa. Żaden z nich nie chciał być jednak cytowany. – Dziwna dymisja. Nie wiadomo, co z tego dalej wyjdzie – uzasadniali milczenie.

Powody odejścia Michała Szubskiego nie są jasne. Zarząd PGNiG informował, że złożył rezygnację ze względów osobistych. W przesłanym mediom oświadczeniu Szubski tłumaczył to jednak inaczej. Wyjaśnił, że podstawowym motywem decyzji o złożeniu rezygnacji jest pozostawienie bez rozstrzygnięcia przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki kwestii zatwierdzenia taryfy PGNiG na 2012 r., a to oznacza dla spółki poważne straty „z uwagi na brak pokrycia w taryfie pełnych kosztów pozyskania gazu”. W oświadczeniu Szubski zaatakował prezesa URE, że brak decyzji ze strony urzędu, którym kieruje, nie ma podstaw merytorycznych.

Po kilku godzinach odpowiedział mu Marek Woszczyk, który stoi na czele URE. W ostrym tonie przypomniał, że ocena, czy taryfa jest uzasadniona, należy do kierowanego przez niego urzędu. – Rozbieżności w tym zakresie pomiędzy regulatorem a regulowanym nie są dla mnie zaskoczeniem – skwitował Woszczyk. Po południu URE podał, że rozważa wezwanie PGNiG po raz kolejny do uzupełnienia wniosku o zmianę taryfy.

Reklama

Informacja o złożeniu dymisji przez Michała Szubskiego gruchnęła w samo południe i natychmiast uruchomiła lawinę kadrowych spekulacji. Z naszych informacji wynika, że możliwe są dwa scenariusze. W jednym z nich Szubskiego na stanowisku zastąpi Marek Karabuła, obecny wiceprezes PGNiG, uważany za prawą rękę Mikołaja Budzanowskiego. Panowie znają się jeszcze z Krakowa. Marek Karabuła to były szef Nafty Polskiej i członek rady nadzorczej PKN Orlen. Jego znaczenie w PGNiG ciągle rośnie. Ostatnio przedstawiał w Parlamencie Europejskim stanowisko spółki w związku z toczącą się w UE dyskusją o wydobyciu gazu łupkowego. Spółka ostro lobbuje, by KE nie podejmowała działań zmierzających do wstrzymania i wydobycia gazu z łupków. Dla PGNiG to być albo nie być. Wczoraj rada nadzorcza powierzyła mu funkcję p.o. prezesa. Stanowisko obejmie 1 stycznia.

W drugim scenariuszu, już mniej prawdopodobnym, miejsce Szubskiego wkrótce może zająć sam Budzanowski, a nowym ministrem skarbu zostałby Szubski. Pierwsze pogłoski o takiej roszadzie dotarły do redakcji „DGP” na początku grudnia. Niewykluczone jednak, że Szubski pozostanie w spółce, z którą związany jest od 1994 r. Po raz pierwszy konkurs na prezesa PGNiG wygrał w marcu 2008 r., po raz drugi – w styczniu 2011 r. Kadencja miała trwać do marca 2014 r.

Chwilę po informacji o rezygnacji prezesa z zajmowanego stanowiska akcje PGNiG spadły o 0,25 proc., ale potem zaczęły odrabiać straty. Spółka zamknęła dzień na małym minusie. Zdaniem analityków inwestorzy uznali, że zmiany personalne nie zagrażają długofalowym planom PGNiG.