Linie lotnicze szukają sposobów, jak "oblecieć" unijny podatek dużym łukiem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
6 stycznia 2012, 06:21
Samolot Fot. Shutterstock
Samolot Fot. Shutterstock/ShutterStock
Chcieli dobrze, a wyjdzie jak zwykle? Choć linie lotnicze walczą przed międzynarodowymi sądami z obowiązującym od 1 stycznia unijnym podatkiem od emisji dwutlenku węgla, równolegle starają się znaleźć sposoby na zmniejszenie opłat. A skutkiem tego jest jeszcze większa emisja.

Zgodnie z przyjętymi przez Komisję Europejską przepisami opłata dotyczy wszystkich samolotów startujących z terytorium Unii Europejskiej bądź lądujących na nim, a jej wysokość jest uzależniona od długości trasy. Dla pasażerów oznacza to wzrost cen biletów o kilka euro, ale dla przewoźników gra idzie o miliony. Linie Emirates szacują, że w ciągu najbliższych 10 lat opłaty za emisję dwutlenku węgla będą je kosztować miliard dolarów, zaś europejskie stowarzyszenie przewoźników AEA, że w przypadku 33 należących do niego linii będzie to 4,8 miliarda rocznie.

>>> Czytaj też: Lotnisko w Gdańsku w 2011 roku obsłużyło 2,5 mln pasażerów

Te kwoty zachęcają do obchodzenia przepisów. Mająca własną flotę lotniczą firma kurierska UPS rozważa wprowadzenie na trasie ze swoich baz w Hongkongu i Kolonii międzylądowania w Bombaju. Wydłuży to wprawdzie trasę z 5700 do 6800 mil i opóźni czas dostarczania przesyłek, ale zmniejszy podatek od emisji o jedną czwartą, bo będzie on naliczany tylko na odcinku z Bombaju do Kolonii. Przy okazji liczba dwutlenku węgla wypuszczonego do atmosfery zwiększy się o jedną trzecią, bo nie dość, że będzie dłuższa trasa, to jeszcze dodatkowy start i lądowanie, a to najbardziej szkodliwe dla środowiska części lotu.

>>> Czytaj też: Modlin i Świdnik - dwa nowe lotniska rozpoczną działalność w 2012 r.

Oczywiście w przypadku lotów pasażerskich taka kombinacja jest karkołomna. Żadna linia raczej nie wprowadzi dodatkowego postoju w Casablance czy Stambule tylko po to, by zmniejszyć kwotę podatków. Ale w przypadku lotów, w których międzylądowanie i tak jest konieczne, stracą europejskie lotniska. Samoloty z Nowego Jorku do Hongkongu czy Pekinu, zwykle lecące przez Frankfurt czy Londyn, teraz będą Unię omijać szerokim łukiem, a międzylądowanie robić np. w Dubaju. Szczególnie że budowane tam nowe lotnisko ma być największe na świecie pod względem ruchu pasażerskiego.

511064-fot-materialy-eurolot.jpg
Samolot Eurolotu. Fot. materiały prasowe Eurolot
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj