Christian Minzolini, szef polskiego oddziału Espirito Santo Investment Banku BESI, uchodzi w Warszawie za jednego z bardziej międzynarodowych menedżerów. Zanim zaczął pracę u nas, mieszkał w USA, Danii, we Francji, w Portugalii i Islandii.

Pochodzi z włosko-francuskiej rodziny, urodził się i wychował w Paryżu. Przyznaje, że choć nikt z jego krewnych nie pracował w finansach, trudno było mu zdecydować się na inny rodzaj kariery. – System szkolnictwa wyższego we Francji zakłada, że wybiera się albo szkołę biznesową, albo uniwersytet. Zdecydowałem się na jedną z najstarszych i najlepszych uczelni ekonomicznych na Starym Kontynencie, czyli ESCP – mówi Minzolini. Kończyli ją wybitni politycy, tacy jak były premier Jean-Pierre Raffarin czy obecny komisarz Unii ds. rynku wewnętrznego Michel Bernier.

– Wychowałem się w rodzinie, w której mieszało się wiele kultur, m.in. włoski temperament z francuskim wyrafinowaniem, dlatego nauczyłem się znajdować wspólny język z różnymi ludźmi – opowiada Minzolini.

Postawił na Hiszpanię

Zaraz po studiach, które ukończył w 1979 r., musiał odbyć służbę wojskową. Jednak zamiast na poligon, trafił do Barcelony, gdzie na rzecz rządu francuskiego zajmował się promocją wśród hiszpańskiego biznesu inwestycji we Francji. – Tak bardzo mi się spodobało podejście Hiszpanów do biznesu, a także ich styl życia, że zdecydowałem, iż chcę tam zostać dłużej – mówi Minzolini. Szukał pracy w międzynarodowych instytucjach działających w Barcelonie i tak trafił do zajmującego się bankowością inwestycyjną Banque Indosuez. Obecnie jest on częścią Credit Agricole.

– Jak na ironię, przydzielono mnie do oddziału w Paryżu. Przez dwa lata z Francji zajmowałem się rozwojem hiszpańskiego oddziału – wspomina Minzolini. Dzisiaj przyznaje, że do bankowości inwestycyjnej trafił trochę przypadkiem, ale szybko przekonał się, że trudno byłoby mu zamienić tę pracę na jakąkolwiek inną.

– Bycie bankierem inwestycyjnym to wyzwanie intelektualne, bo nie ma dwóch takich samych projektów i dla każdego klienta trzeba przygotować inne rozwiązanie – mówi Minzolini. W bankowości uniwersalnej znaczenie mają rozmiar, siła organizacji. Odpowiednia masa krytyczna sama w sobie daje przewagę. W bankowości inwestycyjnej można tworzyć duże projekty, mając do dyspozycji organizację relatywnie małej skali, ale z dużymi zasobami intelektualnymi.

Po dwóch latach pracy w Paryżu, zamiast przenieść się do Hiszpanii, dostał zadanie rozwijania bankowości inwestycyjnej w Danii. Niewiele ponad rok zajęło mu opanowanie duńskiego w stopniu, który pozwał na prowadzenie negocjacji w tym języku. – Trudno jest robić biznes, szczególnie taki, który opiera się na relacji z klientem, co jest podstawą bankowości inwestycyjnej, jeśli nie zna się języka klienta. Szczególnie odczułem to, kiedy przyjechałem do Warszawy – mówi Minzolini.

Wylądował w Warszawie

Po wyjeździe z Kopenhagi, gdzie spędził trzy lata, tworzył zespoły doradzające przy takich transakcjach, jak fuzje i przejęcia czy emisje obligacji przez duże korporacje w Islandii i Portugalii.

W 1994 r. Minzolini, który zarządzał portugalskim oddziałem Banque Indosuez, otrzymał propozycję dołączenia do raczkującego projektu bankowości inwestycyjnej rozwijanego przez jedną z największych grup finansowych w kraju, Espirito Santo Group. – Chodziło o przekształcenie zalążkowego Espirito Santo Investement w pełnowymiarowy bank inwestycyjny – mówi Minzolini.

Po dwóch latach pracy nad transformacją przeniósł się do Madrytu, gdzie odpowiadał za otwarcie oddziału BESI. Rok później był już w Stanach z zadaniem stworzenia pierwszego domu maklerskiego grupy. W 1999 r. wrócił do Hiszpanii, by domknąć proces zakupu na rzecz BESI najdłużej działającego w kraju domu maklerskiego, Benitoy Monjardin, który został później przekształcony w hiszpański oddział Espirito Santo Investment. Po dziesięciu latach zarządzania projektem w Hiszpanii w 2007 r. wylądował w Polsce.

>>> Czytaj też: Spirala długu w Wielkiej Brytanii: milion rodzin musi spłacać hipoteki z kolejnych kredytów

– Wszyscy w Portugalii obserwowaliśmy, jaki sukces na tym rynku odnosi właściciel sieci handlowej Biedronka, Jeronimo Martins, czy Bank Millennium, który należał do portugalskiego BCP. Polska była dla nas kuszącym rynkiem – przyznaje Minzolini. Pierwsze tygodnie nad Wisłą były dla niego jednak jak lądowanie na innej planecie.

– Miałem poczucie dużej różnicy kulturowej. Śmiało mogę powiedzieć, że z moich wszystkich doświadczeń zagranicznych praca w Polsce była najtrudniejsza. Bardzo długo nie mogłem zrozumieć ludzi i ich kultury – mówi Minzolini. Przyznaje, że po pracy na Południu przyzwyczajony był do tego, że większość rzeczy ustala się na spotkaniach w nieformalnej atmosferze. W Warszawie zaś kontrahenci negocjują najczęściej w biurze.

W ciągu czterech lat udało mu się w Warszawie zbudować bank inwestycyjny z pięćdziesięcioma specjalistami, od działalności brokerskiej przez doradztwo inwestycyjne oraz pomoc z fuzjach i przejęciach po zespół dedykowany do projektów z obszaru partnerstwa publiczno-prywatnego. Minzolini mówi, że BESI jest bardzo zadowolony z rozwoju działalności w Polsce i nawet wobec trudnej sytuacji na swoim rynku macierzystym nie zamierza ograniczać tej inwestycji.

1000 pracowników zatrudnia BESI na całym świecie: w Lizbonie, Madrycie, Londynie, Sao Paulo, Nowym Jorku, Warszawie, Hongkongu, Luandzie i Bombaju

50 osób liczy zespół BESI w Warszawie

2 mln to liczba klientów BESI na całym świecie

Siedziba Banco Espirito Santo w Lisbonie, Portugalia / Bloomberg / Mario Proenca