Tysiące Afrykańczyków, którzy uciekli ze swoich biedniejszych ojczyzn i Azjatów, poszukujących stabilizacji na Zachodzie nie będzie mogło liczyć na azyl w największej europejskiej przystani multikulturowości. W ubiegłym roku Francja wydaliła rekordowo dużą liczbę nielegalnych imigrantów a w przyszłości zamierza znacząco ograniczyć napływ legalnych obcokrajowców, jak ogłosił w środę francuski minister spraw wewnętrznych Claude Guéant.

W 2011 roku Francja odesłała z powrotem do domu 32 922 nielegalnych imigrantów (rok wcześniej 28 tys.). „To najwyższy poziom, jaki kiedykolwiek osiągnięto” – powiedział minister podczas konferencji prasowej relacjonowanej przez Reutersa i dodał, że w tym roku Francja zamierza wydalić kolejne 35 tys. nielegalnie przebywających we Francji obywateli innych krajów.

>>> Czytaj też: Bomba emerytalna zagraża europejskim gospodarkom

Czy to koniec francuskiego uwielbienia dla tolerancji kulturowej? Do tej pory Paryż znany był z otwartej polityki wobec imigrantów, ale jednocześnie dużych problemów z ich integracją w społeczeństwie. Już trzy lata temu liczba imigrantów we Francji przekroczyła 5 mln. Najwięcej z nich pochodzi z północnej Afryki: Algierii, Maroka i Tunezji oraz z Azji. Prawie co piąty Francuz ma ojca lub matkę, którzy urodzili się poza granicami kraju, jak pokazało badanie Narodowego Instytutu Statystyki i Badań Ekonomicznych (INSEE) sprzed dwóch lat.

Imigracja: tykająca bomba, czy złota zasada boomów gospodarczych?

Decyzja Francji przyjęta w dobie europejskiego kryzysu zadłużenia, może się okazać dramatycznym zwrotem dla gospodarki tego kraju. Ekonomiczne teorie mówią, że napływ imigrantów najczęściej jest synonimem wzrostu gospodarczego, odpływ imigrantów - zwiastunem spowolnienia.

Przykłady polityki imigracyjnej w niektórych państwach pokazują, że otwarcie granic często poprzedza boom gospodarczy. Tak było w Irlandii, która zaprosiła obywateli z nowych państw unijnych w 1995 roku. Młodzi, ambitni imigranci z Europy Wschodniej zasili rynek pracy. Kiedy krach finansowy przerwał złote lata dla irlandzkiej gospodarki, jednym z powodów dla których kraj jeszcze mocniej odczuł skutki kryzysu (i nadal odczuwa) był masowy odpływ imigrantów, m.in. Polaków, do swoich krajów.

>>> Czytaj też: Irlandia: przetrwamy kryzys, nie potrzebujemy drugiego programu ratunkowego

Dobrymi praktykami w kwestii polityki imigracyjnej może poszczycić się Kanada, gdzie rząd konsekwentnie od lat otwiera granice dla obcokrajowców. W 2010 roku, Kanada powitała 280 636 obywateli innych państw. W tym czasie do USA przybyło ponad 1 mld legalnych imigrantów, jednak w przeliczeniu na 1 mieszkańca, to o połowę mniej niż w Kanadzie – pisze portal TheAtlantic.com. W samym Toronto co roku przebywa około 100 tys. imigrantów, większość ma wysokie kwalifikacje zawodowe.

System imigracyjny w Kanadzie jest znacznie bardziej kontrolowany przez państwo niż ten we Francji. Dzieli się na 3 kategorie: migrację w celach ekonomicznych, migrację rodzinną i uchodźctwo. Ponad 66 proc. kanadyjskich imigrantów zalicza się do pierwszej z nich i ma realny wpływ na wzrost PKB kraju, tworzenie nowych miejsc pracy i zwiększanie popytu na mieszkania

Kolejnym przykładem kraju, z kulturowo-narodową mozaiką jest Holandia. Otwarcie granic dla nowych krajów członkowskich UE kilka lat temu wywołało dużą migrację za pracą m.in. wśród Polaków. Według wyliczeń tylko imigranci pochodzenia polskiego przyczynili się do wzrostu PKB Holandii o 1,8 mld euro a w budżecie państwa zostawiają 1,2 mld euro rocznie – jak wynika z raportu Holendersko-Polskiego Centrum na rzecz Handlu, o których pisał PAP w grudniu 2012 roku.

Francja mówi "dość"

Oczywiście migracja ma też swoje "ciemne strony". Tłumy zagranicznych bezrobotnych, bezdomni, nie znający języka i bez grosza na bilet powrotny do domu, dyskryminacja, dzielnice dla ubogich - to wszytko realne problemy społeczne związane z migracją. Zachodnie eldorado czasem staje się gehenną dla niewykształconych i mniej przedsiębiorczych - głownie obywateli krajów wschodzących.

Według Gueanta obecne liczby wskazują na to, że polityka imigracyjna wymknęła się spod kontroli. Resort chce ograniczyć liczbę legalnych migracji do 150 tys. rocznie – poziomu, którego nie było od lat 90 – pisze dalej Reuters. We Francji arabscy imigranci to problem nie tyle gospodarczy, co społeczny. Minister wiąże imigrację z wysokim poziomem przestępczości. Jak twierdzi, wśród imigrantów jest dwu- lub trzykrotnie większa niż średnia dla kraju.

Jest także inny powód decyzji francuskiego rządu. Jak pisze Reuters, wypowiedź francuskiego ministra nie bez powodu pojawiła się na trzy miesiące przed kampanią prezydencką, podczas której obecny prezydent Nicolas Sarkozy może się spodziewać ostrej krytyki polityki migracyjnej ze strony kontrkandydatki Marine Le Pen z Frontu Narodowego.