Przetarg po polsku: niewiedza i zła wola

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
17 lutego 2012, 13:03
Najczęściej wskazywane nazwy producentów w przetargach na IT
Najczęściej wskazywane nazwy producentów w przetargach na IT/DGP
Urzędy państwowe nagminnie łamią ustawę o zamówieniach publicznych.

Urząd ogłasza przetarg na IT i z góry wyznacza, czyje oprogramowanie lub sprzęt sobie życzy – to wciąż powszechna praktyka w polskiej administracji.

„Doposażenie serwerowni DEPiT na potrzeby Projektu pl.ID – polska karta ID – Etap II” – to kolejny z cyklu przetargów na elementy potrzebne do stworzenia nowych biometrycznych dowodów. Ogłosiło go w grudniu MSW, ale choć resort ten ma doświadczenie w organizowaniu przetargów na sprzęt i oprogramowanie, to nie ustrzegł się błędu. W zamówieniu urzędnicy dokładnie wymienili, jakim oprogramowaniem są zainteresowani: DSView, iTRACS CPIM-iCDC, SolarWinds, Microsoft Windows 7, ESET Smart Security, Nero 8 Essentials.

>>> Czytaj też: Rząd chce usprawnić system zamówień publicznych

Co prawda, przy niektórych pozycjach MSW uwzględniło możliwość zaoferowania rozwiązań równoważnych, aczkolwiek nie wymieniło w tym miejscu kryteriów porównawczych z wymienionymi z nazwy produktami. Dopiero po interwencji ekspertów z programu „Prawidłowe przetargi IT” resort poprawił warunki zamówienia.

Zamówienie na producenta

Podobne błędy, jak wynika z raportu przygotowanego przez Fundację Wolnego i Otwartego Oprogramowania, są regularnie popełniane przez urzędników. Fundacja przyjrzała się 100 największym przetargom na IT ogłoszonym w ubiegłym roku przez administrację rządową i samorządową. Trzy najczęściej pojawiające się nieprawidłowości w przetargach na sprzęt i oprogramowanie to: nadużywanie trybu z wolnej ręki, lekceważenie przenoszenia praw autorskich na oprogramowanie i właśnie wskazywanie konkretnych nazw producentów i produktów. Wśród tych 100 przetargów aż 78 razy podano markę konkretnego producenta. – Tym samym znacznie zawężono grupę potencjalnych wykonawców i uzależniano urząd od jednego dostawcy – mówi Ryszard Michalski, ekspert i współautor raportu.

>>> Czytaj też: Komisja Europejska chce przeforsować nowe zasady przetargów publicznych

Takie uzależnienie od konkretnego dostawcy nazywa się vendor lock-in i występuje nagminne w polskiej administracji. To znacznie ogranicza konkurencję.

Lenistwo czy przestępstwo

– Widoczna jest jedna tendencja: takie formułowanie opisu przedmiotu zamówienia, aby nabyć dokładnie taki sprzęt i o takiej konstrukcji, jak założył sobie urząd – mówi konsultant w dziedzinie zamówień publicznych Agata Michałek-Budzicz i ostro ocenia: – Czasami może to być kwestia niewiedzy i lenistwa urzędniczego. Niestety informacje o korupcji w Centrum Projektów Informatycznych, które także stosowało podobne zabiegi w przetargach, pozwalają wnioskować, że takie praktyki mogą mieć miejsce i w innych urzędach – dodaje Michałek-Budzicz.

Za określenie producenta oprogramowania, sprzętu etc. w przetargu, czyli złamanie ustawy o zamówieniach publicznych, grożą kary od nagany po zakaz pełnienia funkcji publicznych. Nakłada je Urząd Zamówień Publicznych. Komisja Europejska natomiast może cofnąć dofinansowanie. Tyle że urzędnicy liczą na to, że instytucje te nigdy się nie dowiedzą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj