(Nie)olimpijskie prezerwatywy, czyli jak Londyn broni cnotliwości Igrzysk

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 marca 2012, 04:20
Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012
Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012/ShutterStock
Koniec z marketingową partyzantką i podchwytliwymi hasłami reklamowymi. Organizatorzy chcą bronić terytorium zajętego przez oficjalnych sponsorów.

Ponad 10 tys. sportowców biorących udział w tegorocznej Olimpiadzie otrzyma od firmy Durex darmowe prezerwatywy. Nie będzie się tym jednak przechwalał. Durex jest częścią grupy Reckitt Benckiser, głównego konkurenta Procter & Gamble, który z kolei jest jednym z oficjalnych sponsorów Igrzysk, czytamy w anglojęzycznej wersji magazynu Bloomberg Businessweek.

„Mamy od organizatorów dokładne wytyczne odnośnie tego, co możemy, a czego nie możemy powiedzieć,” mówi rzecznik Reckitt Benckiser. Firma nie należy do spółek, które wyłożyły 1 mld GBP na to, żeby być oficjalnym sponsorem Igrzysk Olimpijskich w Londynie, i w tym roku nie jest to wdzięczna pozycja. Jak donosi magazyn, komitet organizacyjny imprezy (London Organizing Committee of the Olympic Games, w skrócie LOCOG) nałożył daleko idące ograniczenia na firmy, które mogą starać się wtrącić swoje trzy grosze na fali Igrzysk poprzez akcje ambientowe i tzw. guerrilla marketing, czyli swego rodzaju marketingową partyzantkę.

>>> Czytaj też: Czy Olimpiada podniesie z nędzy najbiedniejszą dzielnicę Londynu?

Przykłady takich działań można znaleźć właściwie przy każdej masowej imprezie sportowej. Jak pisze Bloomberg Businessweek, podczas Pucharu Świata w 2010 roku modelki ubrane w obcisłe, pomarańczowe sukienki chodziły na mecze reklamując tym samym duński browar Bavaria. Z kolei producent kart American Express informował, że „Nie potrzebujesz wizy” żeby uczestniczyć w Zimowych Igrzyskach w 1992 roku, których oficjalnym sponsorem była Visa.

LOCOG chce to w tym roku zmienić, wprowadzając najbardziej restrykcyjne ograniczenia w historii. Zabraniają oni używania wszelkich kombinacji wyrażeń takich jak „Londyn”, „2012”, „złoto” itp. pod groźbą grzywny. Silnie ograniczone jest też umieszczanie jakichkolwiek reklam w okolicy obiektów sportowych.

„To nowe wydarzenie w historii reklamy. Akceptowane dotychczas praktyki marketingowe mogą teraz być powodem postępowania karnego, ponieważ potężnemu organizatorowi się to nie podoba. Pytanie za milion dolarów brzmi: czy nie posunęli się oni zbyt daleko?” zastanawia się Mark Blayney Stuart, kierujący badaniami w brytyjskim Chartered Institute of Marketing.

Jak komentuje magazyn, mało prawdopodobnym jest, aby firmy nie będące sponsorami imprezy oddały Igrzyska walkowerem. 35 proc. brytyjskich reklamodawców deklaruje, że prawdopodobnie nawiążą w swoich kampaniach do Olimpiady. Wyzwaniem dla Durexa i innych firm chcących skorzystać z fali sportowego szaleństwa będzie takie do niego nawiązanie, które przejdzie niezauważone pod okiem LOCOG. Z kolei wyzwaniem dla komitetu organizacyjnego będzie walka z partyzanckimi reklamodawcami bez przyciągania do nich cennej uwagi publiczności.

>>> Polecamy: Londyn przed XXX Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi (ZDJĘCIA)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj