Prezydent, rząd, Zgromadzenie Narodowe, Senat, regiony, duże miasta - lewica zajmuje od teraz we Francji "pozycję więcej niż hegemonistyczną, kontrolując absolutnie wszystkie organy władzy" - pisze w poniedziałek lewicowy dziennik "Liberation". Media zgodnie podkreślają, że niedzielny wynik wyborów jest wyrazem dużego zaufania do Hollande'a.

Jak zaznacza AFP, dla prezydenta priorytetem jest sytuacja w strefie euro, w tym w Grecji. Wybory parlamentarne, które wygrali tam konserwatyści z Nowej Demokracji, otwierają drogę do utworzenia proeuropejskiego rządu koalicyjnego, a socjalistyczny rząd Francji jest zdania, że trzeba wesprzeć Greków w działaniach na rzecz wzrostu.

Jeszcze w poniedziałek wieczorem w meksykańskim mieście Los Cobos Hollande będzie rozmawiał z przywódcami G20 (19 przodujących gospodarczo państw świata i UE) na temat sytuacji w Grecji będącej w samym centrum kryzysu w eurolandzie.

Po pobycie w Rio de Janeiro francuskiego prezydenta czeka w Rzymie pod koniec tygodnia kluczowe spotkanie z włoskimi, hiszpańskimi i niemieckimi partnerami na temat rozwiązań dla objętej kryzysem strefy euro. Podczas swej zeszłotygodniowej wizyty w Wiecznym Mieście Hollande powiedział, że dla przywrócenia zaufania do euro konieczne jest rozwiązanie przygotowane nie tylko przez Włochy i Francję, ale też inne kraje UE, i to jeszcze przed szczytem unijnym 28-29 czerwca. Według Hollande'a sprawą pierwszej wagi jest wzrost gospodarczy, drugim priorytetem stabilność, a trzecim pogłębienie unii monetarnej.

Hollande, główny orędownik działań na rzecz wzrostu w UE, przedstawi swym partnerom opiewający na 120 mld euro i - jak pisze agencja AFP - "do natychmiastowego wdrożenia" pakiet propozycji mających na celu stymulowanie działań gospodarczych w strefie euro. Propozycje mają zostać zaprezentowane w czasie szczytu grupy G20, w której kilka potęg gospodarczych, począwszy od USA, jest zaniepokojonych pogłębianiem się kryzysu w Europie.

Reklama

By walczyć z kryzysem w swoim kraju Hollande ma teraz całą władzę dzięki wygraniu wyborów przez blok socjalistyczny i uzyskaniu bezwzględnej większości w Zgromadzeniu Narodowym, niższej izbie parlamentu. Prócz wprowadzenia bodźców mających ożywić gospodarkę Hollande obiecał zredukować deficyt budżetowy z 5,7 proc. do 3 proc. PKB w 2013 roku. Realizacja takiego celu wymaga surowych cięć wydatków, którym sprzeciwia się Front Lewicy, więc zdobycie większości parlamentarnej bez udziału radykałów jest prezydentowi bardzo na rękę.

Partia Socjalistyczna i jej lewicowi sojusznicy zdobyli w sumie 314 mandatów w 577-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Do przeprowadzenia zapowiadanych reform socjaliści nie będą więc potrzebowali pomocy ani Zielonych (17 mandatów), którzy po wyborach prezydenckich weszli do rządu, ani tym bardziej radykalnej lewicy (10 mandatów), która w rządzie się nie znalazła. Z kolei rządząca do tej pory centroprawicowa Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) i jej sojusznicy uzyskała 229 mandatów, tracąc w porównaniu z poprzednią kadencją około 100 miejsc; skrajnie prawicowy Front Narodowy po 25 latach powrócił do parlamentu z dwoma mandatami.

Uchwalanie pierwszych reform nowy francuski parlament rozpocznie na początku lipca. Jednak już w niedzielę wieczorem premier Jean-Marc Ayrault nie ukrywał, że wdrożenie reform będzie trudne, gdyż jednocześnie trzeba będzie uzdrowić finanse publiczne, pobudzić wzrost i rozpocząć ograniczanie bezrobocia. "Praca, która nas czeka, jest olbrzyma. Nic nie będzie łatwe. Nic nie będzie nam dane" - oświadczył szef francuskiego rządu.

Zgodnie z prawem w poniedziałek Ayrault podał swój rząd do dymisji, a prezydent Hollande powierzył mu sformowanie nowego gabinetu, którego skład ma zostać ogłoszony w czwartek. Zdaniem ekspertów nie należy oczekiwać niespodzianek personalnych i większość ministrów zapewne ponownie znajdzie się w rządzie.