Minął was właśnie samochód pędzący chyba ze dwa razy szybciej. Co myślicie sobie w duchu o jego kierowcy?

Amerykanin MJ DeMarco uważa, że przepełnia was podziw i zazdrość. Bo sami też chcielibyście tak mknąć. To założenie staje się fundamentem książki „Fastlane milionera”. Tylko że nie chodzi wyłącznie o samochody, lecz o całe życie. DeMarco – sam (jak twierdzi) multimilioner, który dorobił się na fali internetowej bańki – jest przekonany, że posiadł tajemnicę, jak szybko zbić fortunę. I za cel postawił sobie podzielić się tą dobrą nowiną z całym światem. Chce przekonać czytelnika, by przestał wlec się po wolnym prawym pasie życia, wrzucił piąty bieg i wypruł po lewej stronie, czując, jak prędkość podnosi mu ciśnienie i wyostrza zmysły. To właśnie tytułowe „Fastlane milionera”.

Według DeMarco prawy pas (po angielsku „slowlane”) jest dla cieniasów. Życiowych przeciętniaków, którzy są na dodatek przekonani, że robią wszystko, jak trzeba. Uczą się dobrze w szkole, idą na studia, a po nich do nudnej etatowej pracy, odkładają pieniądze na emeryturę i czekają na jesień życia, kiedy już odchowają dzieci i będą mogli wybrać się w podróż dookoła świata albo grać codziennie w golfa. DeMarco uważa, że to obłęd, bo po pierwsze, nie wiadomo, czy (i w jakiej formie) emerytury doczekają, a po drugie, bardzo wątpliwe, czy standardowe prywatne albo publiczne programy inwestycyjne (akcje, fundusze) faktycznie przyniosą dochód, z którego będzie można wygodnie żyć. Dlatego proponuje – dla własnego dobra – zmianę pasa na ten szybszy. Porzucenie ogłupiającego etatu, nadgodzin i szefa – to odkryty przez DeMarco skrót do bogactwa. I chodzi mu nie tylko o pieniądze, które pozwolą kupić wszystkie te rzeczy, na które nas dziś nie stać. Dla niego bogactwo to przede wszystkim wolność. Wolność od konieczności sprzedawania samego siebie (swojego czasu i umiejętności) za pieniądze. To jego zdaniem prawdziwy sens przeniesienia się na szybki pas.

DeMarco wykłada karty powoli. Opowiadanie historii i anegdot sprawia mu przyjemność. Czasem popada w przesadę i przegadanie, ale to zarzut, który można uczynić większości amerykańskich autorów tego typu książek. Nie można też oceniać go zbyt surowo. DeMarco snuje historię w sposób przekonujący. Wyśmiewa więc najpierw wolny prawy pas, a potem zdradza swój sekret: takie ustawienie swoich źródeł dochodów, by procentowały niezależnie od nas. Aby nie było tak, że im więcej zrobię, tym więcej zarobię. Drzewko pieniędzy ma przynosić owoce niezależnie od tego, czy jemy, śpimy, pracujemy, czy może boli nas gardło.

„Fastlane milionera” jest bez wątpienia wart uwagi. Podaje w wątpliwość wiele powszechnych mitów o pieniądzach, szczęściu czy sensie oszczędzania. W kraju na dorobku (jak Polska) takie książki polecać warto. Nie jestem tylko pewien co do tytułowej metafory. Nie wiem, jak państwo, ale ja nie znam nikogo, kto żywiłby ciepłe uczucia wobec kierowcy samochodu, który przecinając ze świstem powietrze, minął nas właśnie w pełnym pędzie na lewym pasie. I jeszcze jest z tego (jak MJ DeMarco) tak cholernie dumny.

MJ DeMarco, „Fastlane milionera”, Wydawnictwo Gall, Katowice 2012 / DGP