Piątkowe wystąpienia amerykańskich polityków sygnalizują, iż dwie strony sporu o kształt podatków zdają się dobrze odczytywać zagrożenia związane z fiskalną ekspansją państwa, ale dla rynków potencjalny kompromis będzie miał również drugą stronę medalu.

Zwycięstwo urzędującego prezydenta w wyborach w USA znosi z amerykańskich rynków pewne ryzyka. Najważniejszym jest uniknięcie martwego okresu, w którym jedna administracji przekazuje władzę kolejnej. Zachowanie władzy przez Baracka Obamę oznacza, iż w kluczowym momencie negocjacji na temat zwolnień podatkowych nie zabraknie u steru osoby, na której spoczywa obowiązek znalezienia kompromisu z przeciwnikami w parlamencie. To lepsza część problemu, bo pozwala oczekiwać rozwiązania, którego elementem może być chociażby przedłużenie gasnących ulg na kolejny rok. Dla rynków akcji w USA byłoby to poprawne rozwiązanie, choć nie znosiłoby tematu rosnącego zadłużenia budżetu i groziłoby obniżkami ratingu dla amerykańskiego długu.

Niestety to tylko część problemów, przed jakim stają rynki. Rozwiązanie, które preferuje administracja prezydenta, jest groźne między innymi ze względu na kształt zmian w podatkach. W skrócie rzecz ujmując zasygnalizowana w piątek przez prezydenta propozycja oznacza, iż ulgi podatkowe zostaną przedłużone tylko dla rodzin zarabiających mniej niż 250 tys. dolarów a podatnicy zarabiający najwięcej stracą ulgi przyznane im jeszcze przez poprzedniego prezydenta. Problem w tym, że częścią takiego kompromisu może być podniesienie podatków, które bezpośrednio wiążą się z rynkami akcji, jak np. podatek od dywidend czy podatek od dochodów kapitałowych. Przyjęcie skrajnego scenariusza w postaci radykalnego podniesienie podatków od dochodów kapitałowych i dywidend – które tylko częściowo zaspokoiłoby agencje ratingowe - nie może przejść bez echa na giełdach akcji.

Inaczej rzecz ujmując giełdy amerykańskie stają przed pytaniem nie tylko o kompromis w sprawie przedłużenia obowiązujących ulg podatkowych, które z jednej strony utrudnią stabilizację gospodarki a z drugiej budżetu, ale również o kształt tego kompromisu w części odnoszącej się bezpośrednio do rynków kapitałowych. Paradoksalnie porozumienie pomiędzy prezydentem a zdominowanym przez opozycję Kongresem, może być dobre dla gospodarki i budżetu, ale w krótkim terminie, trudne dla rynków akcji. W skrajnym przypadku rynek może dostać to, czego sobie życzy w postaci uniknięcia recesji związanej ze skokową ekspansją podatkową państwa, ale jednocześnie będzie zmuszony ugiąć się przed podażą uciekającą przed zmianami w sposobie opodatkowania segmentu gospodarki najbliższego inwestującym na rynkach akcji.

Już tylko z tego powodu należy założyć, iż zbliżający się okres zakończenia roku i kwartału powinien przynieść wzrost zmienności a klasyczne apetyty na wykreowanie tzw. rajdu Świętego Mikołaja będą zderzały się z polityczną przepychanką o kształt podatków w nowym roku. Warto jednak podkreślić, iż nawet bardzo ograniczony kompromis w sprawie przedłużenia ulg podatkowych będzie lepszy dla akcji niż brak kompromisu. W drugim przypadku giełdy będą musiały zderzyć się nie tylko ze wzrostem podatków, ale również z recesją i wzrostem bezrobocia do 9 procent. Nie ma też wątpliwości, iż nowa recesja w USA nie przeszłaby bez echa w innych regionach świata. Wówczas na rynkach pojawiłyby się spekulacje już nie tylko o przejściowym spowolnieniu, ale o drugiej fali globalnego kryzysu.