Ekonomiści: Polska nie powinna przyjmować euro, dopóki strefa jest w kryzysie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
14 grudnia 2012, 15:06
Unia Europejska, oko
Unia Europejska, oko/ShutterStock
"Nie należy się wprowadzać do domu, który może się zawalić" - znani polscy ekonomiści ostrzegają przed wejściem Polski do pogrążonej w kryzysie strefy euro.

Polska nie powinna wchodzić do pogrążonej w kryzysie strefy euro - uważają ekonomiści, z którymi w piątek rozmawiała PAP. Podkreślają jednak, że przystąpienie do unii walutowej będzie dla Polski korzystne, jeśli strefa upora się z problemami.

W czwartek premier Donald Tusk powiedział, że Polska musi podjąć decyzję, czy chce przystąpić do strefy euro. Zapowiedział, że będzie przekonywał do tego wszystkich partnerów w kraju. Premier zastrzegł jednak, że decyzja o przyjęciu wspólnej waluty nie jest kwestią miesięcy, a raczej lat.

>>> Czytaj też: Tusk: Polska nie potrzebuje referendum ws. przystąpienia do euro

Witold Orłowski

Główny ekonomista PwC prof. Witold Orłowski powiedział PAP, że decyzja o ewentualnym przystąpieniu Polski do strefy euro zależy od tego, w jakiej kondycji ona będzie. "Jeżeli strefa euro ma działać tak, jak obecnie, czyli generować kryzysy i powodować, że kraje albo zadłużają się nadmiernie, albo muszą spłacać długi innych, to oczywiście w takiej strefie euro nie ma sensu uczestniczyć" - ocenił ekonomista. "Co więcej, taka strefa euro rozpadnie się, więc Polska nie będzie mieć problemu z dokonywaniem (...) wyboru" - dodał.

Orłowski dodał, że jeżeli w strefie euro zostaną przeprowadzone reformy, to Polska powinna do niej przystąpić. "Pozostanie poza strefą euro, która zastanie uporządkowana, oznaczałoby wyłączenie Polski z głównych procesów integracji europejskiej. To wiązałoby się ze stratami politycznymi" - powiedział.

Zaznaczył, że korzyści z członkostwa Polski w dobrze działającej strefie euro, to posiadanie stabilnej waluty, mniejsze problemy związane z inflacją i wahaniami kursowymi walut, co przekłada się na wyższy wzrost gospodarczy.

Krzysztof Rybiński

Także były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego Krzysztof Rybiński uważa, że teraz Polska nie powinna przystępować do strefy euro, bo - jego zdaniem - nie należy się wprowadzać do domu, który może się zawalić. "Dopóki strefa euro nie poradzi sobie z kryzysem, który dopiero się zaczyna, to w ogóle nie ma o czym mówić. W naszym interesie narodowym jest pozostanie poza strefą euro" - powiedział.

Według niego ktoś, kto podjąłby obecnie decyzję o przystąpieniu Polski do strefy euro naraziłby nasz kraj na olbrzymie koszty kryzysu finansowego. "Jeżeli warunki przystąpienia do strefy euro się nie zmienią, to Polska i tak do niej nie wejdzie. Recesja lub stagnacja, która nas czeka w przyszłym roku i potrwa dłużej niż rok, spowoduje, że dług publiczny Polski liczony według kryteriów unijnych przekroczy 60 proc. PKB i będzie dalej rósł" - dodał.

Zgodnie z tzw. kryterium fiskalnym, dług publiczny kraju, który chce przystąpić do strefy euro nie może m.in. przekroczyć 60 proc. PKB. "Począwszy do przyszłego roku Polska tego kryterium spełniać nie będzie, w związku z tym nie będzie mogła wejść do strefy euro" - powiedział. Rybiński uważa, że obniżenie długu, który przekroczy 60 proc. PKB będzie bardzo trudne, nasz kraj czekają bowiem problemy wynikające z dużych wydatków publicznych.

W jego ocenie, gdyby strefa euro się zreformowała i stała się bardzo dobrze funkcjonującym wspólnym rynkiem, a Polska na skutek mądrej strategii rozwoju stałaby się krajem innowacyjnym i spełniła kryteria konwergencji, to bylibyśmy mile widziani w strefie euro i w naszym interesie byłoby do niej wejść.

"To scenariusz bardzo optymistyczny, niestety bardzo mało prawdopodobny. Najbardziej prawdopodobna jest dekada kryzysu w strefie euro (...), a w Polsce, przy bardzo złej strukturze wydatków publicznych, dług będzie musiał rosnąć" - zaznaczył Rybiński.

Robert Gwiazdowski

Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha przypomniał, że już w 2004 r. był zdania, iż do strefy euro nie należy się spieszyć, gdyż jej schemat miał od samego początku "wady genetyczne", które kazały z niepokojem patrzeć na jej przyszłość. Jego zdaniem zastrzeżenia te okazały się słuszne.

"Na dziś absolutnie nie powinniśmy przystępować do strefy euro. A co za np. dziesięć lat? Zobaczymy (...), może strefy euro nie być i okaże się, że problem ten mamy z głowy" - powiedział. Według niego "bogactwo narodów nie zależy od koloru farby, jaką jest zadrukowany papier będący w danym kraju oficjalnym środkiem płatniczym".

"Skoro nie wiemy, jaka jest sytuacja instytucji finansowych w strefie euro, to dziś podejmowanie decyzji o tym, czy my tam musimy wejść przypominałoby skakanie na główkę do jakiejś sadzawki, kiedy nie wiemy, ile w niej jest wody i co jest na dnie" - powiedział.

Zaznaczył, że przystąpienie do strefy euro mogłoby być korzystne dla Polski, jeżeli wspólnota ta będzie miała charakter ekonomiczny, a nie polityczno-ekonomiczny - jak obecnie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj