Taką analizę na poniedziałkowym posiedzeniu ministrów ds. środowiska prezentuje minister Marcin Korolec.

Polska od początku sprzeciwia się planowi Komisji Europejskiej, by od 2013 r. zawiesić aukcję części pozwoleń na emisję CO2. KE chce w ten sposób zaradzić niskiej cenie pozwoleń i pobudzić zielone inwestycje. Polska wskazuje, że to administracyjna ingerencja w rynek. W listopadzie KE zaproponowała, by w latach 2013-2015 zmniejszyć liczbę sprzedawanych pozwoleń na emisję CO2 na unijnym rynku ETS o 900 mln pozwoleń, by o tyle samo zwiększyć ją w kolejnych latach do 2020 r. Jest to tzw. backloading.

"Polska według średnich wyliczeń może stracić nawet miliard euro w okresie między 2013 a 2020 r. (na propozycji KE - PAP)" - powiedział minister Korolec polskim dziennikarzom w przerwie poniedziałkowego spotkania w Brukseli. "Budżety państw na 2013 r. są już przyjęte, w związku z tym nie wyobrażam sobie, w jaki sposób można byłoby je uszczuplić. Państwa nie będą miały nawet możliwości skorygowania tych budżetów i też nie widzę zasadności takiego ruchu" - dodał. Wskazał jednak, że już mówi się +na korytarzach+, że prezydencja cypryjska prawdopodobnie wystąpi z jakąś propozycją naprawienia tego braku propozycji Komisji. Cypryjska prezydencja dobiega końca w tym roku, czasu jest więc mało.

Korolec wyjaśnił, że propozycja KE w obecnym kształcie może spowodować, że ucierpią "państwa naszego regionu, które mają przywilej darmowych uprawnień dla sektora elektroenergetycznego". Podkreślił, że propozycja ta budzi jego "absolutny sprzeciw" także dlatego, że wpływa na mechanizm rynkowy obniżania emisji CO2. "(Wyrażam - PAP) absolutny sprzeciw przeciwko mechanizmowi administracyjnej ingerencji w proces aukcyjny, który został uchwalony w 2008 r. w ramach pakietu klimatyczno-energetycznego" - podkreślił. Ocenił, że to "zmienianie reguł w trakcie gry".

Minister poinformował, że Parlament Europejski będzie nad propozycją KE dyskutował w marcu br., a przedtem swoje stanowisko określą ministrowie.

Reklama

Podczas poniedziałkowego spotkania ministrów ds. środowiska w Brukseli Korolec prezentuje analizę Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE), z której wynika, że Polska może na skutek takiej operacji stracić ponad 1 mld przychodów do budżetu w latach 2013-2020. To wynik spadku przychodów ze sprzedaży uprawnień: bez backloadingu przychody te wyniosłyby 6375,5 mln euro, a po backloadingu - 5333,23 mln euro, czyli o ok. 1042,28 mln euro mniej - czytamy w analizie.

Zgodnie z tym dokumentem, na wdrożeniu w życie propozycji KE straci nie tylko Polska, ale i inne kraje objęte tzw. derogacją, czyli możliwością udzielenia energetyce bezpłatnych pozwoleń na emisję CO2 w zamian za obniżające emisje inwestycje. Kraje te będą mogły z czasem sprzedawać coraz więcej pozwoleń, tymczasem ich przychody ograniczy m.in. spadająca cena na pozwolenia.

Według polskiej analizy Czechy stracą w latach 2013-2020 w przychodach budżetowych ok. 375 mln euro, Rumunia - ponad 205 mln euro, Bułgaria - blisko 180 mln euro, Estonia - 74 mln euro, Cypr - ponad 38 mln euro. Zyskać mogą natomiast takie kraje jak m.in. Niemcy (457 mln euro), Wielka Brytania (238 mln euro), Włochy (220 mln euro), Hiszpania (197 mln euro), Francja (125 mln euro), Grecja (79 mln euro), Holandia (76 mln euro). Kraje, które straciłyby wskutek spadku przychodów ze sprzedaży pozwoleń, mogą poprzeć stanowisko Polski ws. backloadingu.

13 grudnia propozycję KE opóźnienia aukcji 900 mln dyskutował komitet ds. zmian klimatycznych złożony z ekspertów z krajów UE. Jak wskazywały unijne źródła, kraje nie miały skrystalizowanego poglądu nt. propozycji KE. Do jej zatwierdzenia potrzebne jest poparcie większości członków tego komitetu. Po głosowaniu, KE ma czekać z wykonaniem decyzji o backloadingu na zatwierdzenie przez Parlament Europejski i Radę UE (rządy) zmiany do dyrektywy o ETS, która upoważnia KE do "dostosowywania" harmonogramu aukcji, gdy uzna to za stosowne z punktu widzenia funkcjonowania ETS. Takie upoważnienie dla KE budzi wątpliwości niektórych krajów.