Chorwacja, która na turystyce zarabia prawie 7 mld euro, liczy na to, że wejście do Unii Europejskiej przyciągnie jeszcze więcej zagranicznych gości z pieniędzmi, zwłaszcza z zachodniej Europy.

Gdyby austriacki deweloper Helmut Wiesmeyer nie miał awarii samochodu na chorwackim półwyspie Istria, najpewniej nie skorzystałby finansowo na członkostwie tego kraju w Unii Europejskiej.

Unieruchomiony w pobliżu miasteczka Rabac w 2007 roku, Wiesmeyer spostrzegł dwa podupadłe hotele z ery komunizmu i od razu owładnęła go wizja zbudowania nowoczesnego kurortu. Teraz, gdy była republika Jugosławii ma 1 lipca wstąpić do UE, Wiesmeyer może już zaoferować 52 nadmorskie apartamenty zaprojektowane z myślą o zagranicznych wczasowiczach, z basenami pływackimi, spa, usługami concierge oraz ofertą kredytów hipotecznych z austriackiej Allgemeine Sparkasse Oberoesterreich Bank, po stawkach znacznie korzystniejszych niż w miejscowych bankach.

Reklama

„Dla wielu inwestorów Chorwacja była przede wszystkim urokliwym miejscem, ale nie rynkiem dla inwestycji z powodu obaw o bezpieczeństwo własności i problemy natury prawnej” – podkreśla Wiesmeyer, właściciel firmy Istra-Fortuna – „Teraz to wszystko się zmieni”.

>>> Czytaj też: Strefa euro: Chorwackie euromarzenie

Chorwacja, której plaże, plantacje winorośli i parki narodowe gwarantowały przychody z letniej turystyki rzędu 6,8 mld euro rocznie, liczy, że wraz wejściem do Unii Europejskiej przyjedzie tu znacznie więcej turystów na dłużej niż jeden tydzień, zostawiając jednocześnie więcej pieniędzy. Sprzedaż nieruchomości może przyczynić się do pobudzenia gospodarki, a ściślejsze powiązania z innymi europejskimi gospodarkami ułatwi wyjście z czteroletniej recesji i położy kres gospodarczej stagnacji 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła Jugosławię.

Sprzedaż nieruchomości mieszkaniowych w turystycznych rejonach rozciągniętych wzdłuż wybrzeży Adriatyku, jak Istria i Dubrownik, wzrosła w zeszłym roku średnio o 10,8 proc., podczas gdy sprzedaż domów w całym kraju spadła o 20 proc. z powodu złego stanu gospodarki. Dlatego pomimo spadku akcji kredytowej w samej Chorwacji, szereg banków, w tym austriacki Erste Group Bank, dostrzega szanse na rozszerzenie swej działalności.

>>> Czytaj też: Nieruchomości w Bułgarii: dom dla siebie, nie dla zysku

Drugie domy

„Dla nabywców to psychologicznie ważny moment, bowiem ich letnie domy znajdą się także w obrębie Unii” – ocenia Patrick Franolic, szef chorwackiego oddziału domu brokerskiego Spiller Farmers z Zagrzebia – „W miarę wzrostu zainteresowania obcokrajowców drugim domem w Chorwacji, wzrośnie także rywalizacja wśród banków o przyciągnięcie do siebie potencjalnych nabywców”.

Po wojnie w byłej Jugosławii, Chorwacja zaczęła promować swoje urokliwe wybrzeże (wliczając ponad 1000 wysp i wysepek liczy ono w sumie 5800 km) wychodząc poza tradycyjnych wczasowiczów z Europy Wschodniej ku turystom także z Austrii, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji. Turystyka zapewnia około 20 proc. chorwackiego PKB.

Przygotowując się do wstąpienia do UE, Chorwacja stopniowo liberalizowała reguły własności domów i innych nieruchomości przez obcokrajowców. Poczynając od 2009 roku zniesiono wszelkie ograniczenia dla nabywców pochodzących z UE.

Do obcokrajowców należy obecnie około 40 tys. rezydencji i domów w Chorwacji – ocenia Ivan Stojevic, szef działu nieruchomości w Privredna Banka Zagreb, kontrolowanego przez włoski bank Intesa Sanpaolo. Sami Chorwaci posiadają w kraju około 200 tys. drugich, letnich domów.