Inwestorzy niechętnie wydawali w pierwszej połowie roku pieniądze na działki, ale do końca roku liczba transakcji może znacząco wzrosnąć.
W I półroczu wartość transakcji na rynku gruntów inwestycyjnych wyniosła ok. 300 mln zł wobec ok. 800 mln zł w I połowie 2012 r. To szacunki Colliers International, firmy doradczej w branży nieruchomości. – Ze względu na nie najlepsze dane z polskiej gospodarki część deweloperów postanowiła wstrzymać się z ostatecznymi decyzjami o podpisaniu umów – tłumaczy Emil Domeracki, szef działu gruntów Colliers.
Nabywcy starają się też maksymalnie wydłużać okres obowiązywania umów wstępnych, aby jak najbardziej przesunąć moment, w którym będą musieli na grunt i na realizowany tam projekt wyłożyć pieniądze.
– Z zakupów jednak nie rezygnują. Wiele transakcji powinno zostać zamkniętych w III i IV kw. Tylko nasza firma pracuje obecnie nad umowami wartymi ponad 340 mln zł, które do końca roku powinny być sfinalizowane. Szacuję, że w całym roku wartość transakcji na rynku może wynieść nieco ponad 1,5 mld zł – dodaje Domeracki.
Radosław T. Krochta, wiceprezes MLP Group, dewelopera z rynku magazynowego, przyznaje, że bez pewności, czy grunt zostanie szybko zagospodarowany i przyniesie zwrot w postaci czynszów lub wpływów ze sprzedaży nieruchomości, mało kto w obecnej sytuacji będzie decydował się na powiększanie banku ziemi. Do tego dochodzi też bardzo ostrożna polityka banków, które w większości w ogóle nie finansują zakupów działek lub w niewielkiej części. Ograniczają się do finansowania budowy konkretnych już projektów, zwykle przy założeniu, że zostaną zamknięte w ciągu ok. 5 lat. Dlatego na zakupy gruntów mogą pozwolić sobie najsilniejsze finansowo firmy, które są w stanie zebrać pieniądze na zakupy m.in. na rynku obligacji.
– Z tego powodu na rynku gruntów mali deweloperzy zostali praktycznie zepchnięci na margines. A moment na zakupy wydaje się dobry, bo ceny mieszkań są teraz stabilne, m.in. w segmencie najpopularniejszych niedużych lokali, i jest szansa, że nie będą już dalej spadać. Budowa mieszkań na kupionych teraz gruntach daje możliwość uzyskania w przyszłości korzystnych marż – ocenia członek zarządu jednego z największych krajowych deweloperów mieszkaniowych.
Spadki wyhamowały też na rynku gruntów. Jeszcze w ubiegłym roku w największych miastach ceny transakcyjne działek np. pod biura obniżyły się o 19–23 proc. Według Colliers w segmencie mieszkaniowym spadki były jeszcze większe i sięgnęły 20–30 proc. Był to efekt m.in. wychodzenia zagranicznych inwestorów, którzy kupowali ziemię pod inwestycje na górce cenowej w latach 2006–2007. W I połowie 2013 r., w porównaniu z rokiem 2012 r., w większości miast ceny były stabilne, głównie w gruntach pod zabudowę handlową. Zniżki rzędu maksymalnie 10–12 proc. zanotowano w kilku miastach w segmencie biurowym i mieszkaniowym.
Na grunty pod biura i mieszkania najwięcej pieniędzy, bo 80–85 proc., trafiło do Warszawy, największego rynku nieruchomości w kraju. Stolica już od dłuższego czasu jest w centrum zainteresowania deweloperów. Zmiany widać za to w segmencie handlowym, w którym wcześniej poszukiwano gruntów pod projekty w mniejszych miastach, z przynajmniej 30 tys. mieszkańców. Teraz inwestorzy zaczynają wracać do większych aglomeracji.
– Ten rynek też zaczyna się powoli nasycać. Ponadto w obecnej sytuacji gospodarczej kluczowi dla obiektów handlowych najemcy, np. duże sieci odzieżowe czy spożywcze, skupiają się raczej na rozwoju w większych aglomeracjach, z większą siłą popytową wśród klientów – tłumaczy Cezary Bernatek, analityk Espirito Santo.