Wilkowicz: Banki inwestycyjne nie wychodzą z sądów

Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy
Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy/DGP
Kiedy skończą się wszystkie procesy będące konsekwencją ostatniego kryzysu finansowego? Pewnie jeszcze przez ładnych parę lat prawnicy będą mieli zajęcie.

Dodajmy – zajęcie dość intratne, biorąc pod uwagę, że ich klientami najczęściej są wielkie banki inwestycyjne, które nie szczędzą pieniędzy, jeśli chodzi o obronę swoich interesów. A w następstwie kryzysu także dobrego imienia. Dobrym przykładem jest J.P. Morgan, który tylko wczoraj walczył na dwóch frontach. Na jednym poniósł porażkę, na drugim nieco posunął się do przodu. Pierwsza była przegrana z rosyjskim miliarderem Leonardem Bławatnikiem.

Rosjanin wytoczył bankowi sprawę, bo stracił, jak sam szacował, ok. 100 mln dol. na… kryzysie na rynku nieruchomości. W 2006 r. otworzył sobie rachunek w J.P. Morgan i specjaliści banku mieli zarządzać jego pieniędzmi. Jak mówił Bławatnik, zarządzanie miało być ostrożne.

W ramach określonych limitów do 20 proc. powierzonych środków miało być ulokowanych w bezpiecznych obligacjach zabezpieczonych hipotecznie. Okazało się, że na papiery powiązane z rynkiem nieruchomości poszło więcej pieniędzy, a część tych, które ulokowano na rynku subprime, po prostu została zaklasyfikowana gdzie indziej. Bławatnikowi nie udało się odzyskać oczekiwanej kwoty, ale w ramach odszkodowania dostanie 50 mln dol. Sędzia nie zgodził się z zarzutem, że J.P. Morgan dopuścił się niedbałości. Uznał, że wtedy, gdy inwestycji dokonywano, wydawały się one sensowne. Ale w sumie Blawatnik jest z wyroku zadowolony: „Jest wiele osób, które – o ile wiem – zostały źle potraktowane przez J.P. Morgan, ale nie mogą sobie pozwolić na to, by wystąpić przeciwko dużemu bankowi.

Tak nie powinno być” – stwierdził miliarder cytowany przez BBC. Nieco świeższa jest druga sprawa: londyńskiego wieloryba. Chodzi o duże transakcje na rynku finansowym zawarte przez dilerów w oddziale banku w Londynie. Na tyle duże, że w ubiegłym roku okazało się, że bank poniósł przez niego 6 mld dol. strat, a pracę straciło też kilkoro wysoko postawionych menedżerów. Bank, który wcześniej nie był w stanie przewidzieć, że konsekwencje nietrafionych inwestycji mogą być liczone w miliardach, szybko ustalił, kto ich dokonywał. A także kto nadzorował pechowego dilera. Ten już przed kilkoma miesiącami zgodził się współpracować z władzami. Wczoraj zaś w ręce hiszpańskiej (bo mówimy o obywatelu Hiszpanii) policji oddał się jeden z nadzorców wieloryba – i to jest właśnie ten mały sukcesik banku.

A nawet nie tyle J.P. Morgan, ile prokuratorów, bo – jak przypomina „Wall Street Journal” – Amerykanie parę tygodni temu oskarżyli nadzorcę o kilka przestępstw sprowadzających się do ukrywania strat. Sądząc z lektury serwisów informacyjnych, tak właśnie wygląda współczesna bankowość inwestycyjna. Na zarabianie pieniędzy pozostają przerwy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWilkowicz: Banki inwestycyjne nie wychodzą z sądów »
Tematy: finanse
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj