Holandia: polski straszak ma powstrzymać bułgarską falę

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
12 września 2013, 12:21
Haarlem
Haarlem/ShutterStock
Na fali kryzysu rośnie strach przed przybyszami z nowych państw UE.

Tak zwany polski scenariusz służy holenderskim politykom jako straszak przed planowanym na 2014 r. otwarciem rynków pracy dla obywateli Bułgarii i Rumunii. W 2007 r. rząd przewidywał, że do Niderlandów przyjedzie najwyżej 10 tys. polskich imigrantów. Przybyło nas 17 razy więcej. I dzisiaj strach przed tanią siłą roboczą ze Wschodu dawno nie był tutaj tak silny.

W poniedziałek wicepremier Holandii Lodewijk Asscher we współpracy z kilkoma samorządami zorganizował w Hadze konferencję, podczas której urzędnicy i eksperci debatowali, jak poradzić sobie z zalewem szukających pracy przyjezdnych z Bułgarii i Rumunii. Asscher, choć reprezentuje centrową Partię Pracy, dał się poznać jako orędownik ograniczenia swobody zatrudnienia w UE.

– Kraj jest wciągany w spiralę (imigracji – red.), która burzy harmonię i obniża poziom społeczny Holandii – mówił podczas konferencji wicepremier Asscher. – Nie czekamy tu na źle wykształconych nowych imigrantów, którzy chwilę popracują, a potem stracą pracę i zaczną brać zasiłki – dodawał Hamit Karakus z ratusza w Rotterdamie. Przekaz był jednoznaczny: nisko opłacani przybysze dezorganizują społeczności lokalne, odbierają pracę słabiej wykształconym Holendrom i szybko żądają zasiłków.

>>> Czytaj też: Holendrzy uruchomili portal do "bezpiecznych" przecieków

Strach przed obcymi

W Europie nie ma dziś równie ksenofobicznego kraju jak Holandia – komentowała dla dziennika „Trouw” szefowa resortu pracy Rumunii Mariana Câmpeanu, obecna na szczycie w Hadze razem z wiceminister pracy Bułgarii Rosicą Jankową. Z badań przeprowadzonych na zlecenie prowadzącej w sondażach skrajnej Partii na rzecz Wolności (PVV) wynika, że 81 proc. Holendrów nie chce otwarcia rynku pracy dla obywateli obu państw, a 73 proc. uważa, że gdy do tego dojdzie, zwiększy się liczba kradzieży i rozbojów. PVV zasłynęła uruchomieniem w 2012 r. strony, na której Holendrzy mieli zgłaszać m.in. przypadki odbierania im pracy przez Polaków.

Kryzys nasila strach przed obcymi. Dyrektor Stowarzyszenia Agencji Pracy Tymczasowej (ABU) Jurriën Koops powiedział DGP, że jedynie 4 proc. członków ABU planuje werbowanie do pracy Bułgarów i Rumunów. Recesja i urosłe do rekordowego poziomu 8,7 proc. bezrobocie sprawiły, że pracodawcy stali się bardziej wybredni w przyjmowaniu pracowników tymczasowych. – Holenderski pracodawca woli zatrudnić osobę z kraju, który zna, i z którym miał już do czynienia – nie ukrywa Koops. W rezultacie pracodawcy coraz liczniej angażują bezrobotnych z Hiszpanii, Portugalii czy byłej NRD. Z kolei liczba polskich pracowników powoli maleje.

Oficjalnie holenderscy politycy powołują się jednak na hasła ochrony gorzej wykształconych obywateli Holandii przed tańszą konkurencją z Europy Wschodniej (określanej tu jako dumping społeczny), a nawet przestrzegania praw przybyszy z nowych państw UE.

– Musimy zwalczać nieuczciwych pracodawców, którzy zatrudniają migrantów po zaniżonych stawkach, oraz lepiej informować ich o prawach i obowiązkach – mówi Lodewijk Asscher w rozmowie z DGP.

Jurriën Koops apeluje tymczasem, by nie zrzucać na imigrantów odpowiedzialności za złe funkcjonowanie holenderskiego prawa pracy, a ministrowi radzi skuteczniejszą walkę z nieuczciwymi agencjami.

>>> Czytaj też: Holandia zbada negatywne skutki imigracji zarobkowej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj