Chiny nie mają nic wspólnego z cyberatakiem na system internetowy fińskiego MSZ, oświadczyła dzisiaj ambasada Chin w Helsinkach. W komunikacie zapewniono, że atak ten nie wyszedł ani ze strony chińskich władz państwowych, ani struktur wojskowych.

Wczoraj premier Finlandii Jyrki Katainen oficjalnie potwierdził, że zagraniczni hakerzy włamali się do części systemu internetowego MSZ. Media oskarżają o to Rosję i Chiny.

W tej sprawie zabrał już też głos prezydent Finlandii Sauli Niinistö, stwierdzając, że jeśli się okaże, iż za tym atakiem stoi jakieś państwo, Finlandia zareaguje ostro na drodze dyplomatycznej.

Największy fiński dziennik "Helsingin Sanomat" informuje dziś, że o włamaniu powiadomiły Finów władze szwedzkie.

Przedstawiciel MSZ w Helsinkach oświadczył, że służby kilkakrotnie uniemożliwiły wcześniejsze próby przełamania zabezpieczeń. Natomiast tego ostatniego ataku nie udało się im nawet odkryć, ponieważ hakerzy użyli niezwykle zaawansowanych metod. Według MSZ, świadczy to o tym, że włamania nie mogła dokonać jedna osoba lub nawet grupa ludzi. Taki cyberatak musiał być prowadzony przez szereg skomplikowanych faz, do czego potrzebna jest nie tylko rozległa wiedza, lecz także zaawansowany sprzęt. Nasuwa to podejrzenie, że za włamaniem stała cała struktura państwowa.

>>> Czytaj też: Inwigilacja USA zagraża wolności Internetu