W ciągu najbliższych dwóch tygodni opracowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki założenia do ustawy o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym trafią pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów. To, kiedy powstanie projekt ustawy, zależy od tego, czy podczas obrad założenia zyskają aprobatę, czy zostaną zgłoszone do nich uwagi. W resorcie sportu i turystyki usłyszeliśmy jednak, że niezależnie od scenariusza gotowy projekt ma marne szanse trafić pod obrady Rady Ministrów jeszcze przed tegorocznymi wakacjami. Podobnie uważa Polska Izba Turystyki.

Spóźniony na nadchodzące lato

– A samo obowiązywanie aktu to za mało. Trzeba jeszcze utworzyć Turystyczny Fundusz Gwarancyjny: znaleźć siedzibę, zatrudnić pracowników, wyposażyć ich w odpowiedni sprzęt, a w końcu zebrać środki, z których będą pokrywane ewentualne wydatki na sprowadzanie turystów do kraju – tłumaczy Tomasz Rosset, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki.

Dodaje, że sprzedaż wycieczek na nadchodzący sezon letni trwa już od listopada 2013 r. Od klientów, którzy wykupili wczasy, niemożliwe będzie pobranie środków, które miałyby zasilić konto funduszu. Może się więc okazać, że zebrana kwota nie jest wystarczająca na pokrycie funkcjonowania funduszu. A ma się on zajmować przede wszystkim sprowadzaniem z zagranicy turystów, którzy utknęli tam po tym, jak biuro, z którym wylecieli na wczasy, zbankrutowało.

>>> Czytaj też: Turcja wprowadza e-wizy. Mają być ułatwienia dla Polaków

Pieniądze na rozruch funduszu w wysokości 1 mln zł mają pochodzić z pożyczki bankowej. Na jej uzyskanie też potrzeba jednak czasu.

Nie ma więc szans na to, by dodatkowe zabezpieczenie turystów na wypadek bankructwa touroperatora (o konieczności jego stworzenia mówi się już od ponad roku) zaczęło obowiązywać przed latem 2014 r.

Turyści, podobnie jak w latach ubiegłych, mogą więc mieć kłopoty z powrotem do kraju z wakacji. Marszałkowie województw dali jasny sygnał, iż nie zamierzają już dokładać z własnego budżetu do sprowadzania turystów z zagranicy w razie upadłości biura.

W 2012 r. urzędy marszałkowskie województw mazowieckiego, wielkopolskiego i śląskiego z własnej kieszeni wydały prawie 0,5 mln zł na pomoc turystom. Nikt im tych pieniędzy nie oddał, a regionalne izby obrachunkowe uznały, że te wydatki zostały dokonane niezgodnie z prawem.

– W piątek w sądzie odbyła się pierwsza rozprawa w sprawie naszego pozwu przeciwko Skarbowi Państwa. Domagamy się w nim zwrotu wydanych przez nas pieniędzy na sprowadzenie turystów. Wyrok nie zapadnie jednak od razu. Biorąc pod uwagę, że podobną sprawę w sądzie przegrał już wielkopolski urząd marszałkowski, jesteśmy przygotowani na każdy scenariusz – tłumaczy Marta Milewska, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego.

Zostają tylko wyższe gwarancje

W przypadku upadłości biura podróży turyści nie są zdani całkiem na siebie. Touroperatorzy wykupują bowiem gwarancje bankowe i ubezpieczeniowe. Obowiązkowo musi posiadać je każde biuro turystyczne działające na rynku. W kwietniu ubiegłego roku wymagania dotyczące gwarancji zostały podniesione.

W przypadku nowo powstających podmiotów, które dominowały wśród tych bankrutujących na rynku, wzrosły one kilkakrotnie i wynoszą obecnie od 7,5 tys. do 250 tys. euro. W przypadku małych i średnich biur zwiększyły się one o 100 proc.

>>> Polecamy: Wyprzedaż walut z rynków wschodzących trwa, a urlopy za granicą wciąż drogie

Z kolei w przypadku największych biur nastąpił spadek kwoty zabezpieczeń.

– Wcześniej na ich rzecz płacili 14 proc. od obrotu. Obecnie jest to 12 proc. – zauważa Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

Przykładem może być Itaka, która w tym roku posiada gwarancję w wysokości 144 mln zł. Rok wcześniej wartość zabezpieczenia wynosiła 150,6 mln zł. Gwarancja Alfa Star to obecnie 24,6 mln zł. W 2013 r. było to 32 mln zł.

Powrót do rynkowej normalności

Eksperci z branży turystycznej są jednak zdania, że obowiązek posiadania gwarancji przyniósł rynkowi pozytywne skutki. W minionym roku w branży upadło pięć podmiotów. Dla porównania w 2012 r. niewypłacalność ogłosiło 15 biur podróży. W poprzednich latach co roku upadłość ogłaszały dwa, trzy podmioty.

– Sytuacja na rynku wraca więc do normalności – kwituje Krzysztof Piątek.

Zdaniem specjalistów najistotniejszą gwarancją powrotu dla klientów biur podróży jest to, że branża nie sprzedaje już wycieczek poniżej kosztów, by tylko zdobyć klientów. Firmy wyciągnęły wnioski z lawiny bankructw, jaka przetoczyła się przez polski rynek turystyczny, i dziś bardziej niż o wielkość sprzedaży dbają o swoje wyniki finansowe.

Nie wiadomo jednak, jak długo branży turystycznej uda się powstrzymać od walki cenowej. Zwłaszcza że z roku na rok przybywa podmiotów na tym konkurencyjnyjm rynku. Obecnie ich liczba wynosi już prawie 3,6 tys. Tymczasem liczba turystów podróżujących z touroperatorami nie rośnie – jest to ok. 1,6 mln osób rocznie.

Marszałkowie województw nie chcą już płacić za sprowadzanie turystów

Nowe gwarancje nie odstraszyły

W kwietniu 2013 r. weszły w życie dwa rozporządzenia: w sprawie minimalnej wysokości sumy gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej wymaganej w związku z działalnością wykonywaną przez organizatorów i pośredników turystycznych oraz w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia na rzecz klientów. Zgodnie z przepisami przejściowymi nowy system zabezpieczeń finansowych organizatorów turystyki i pośredników turystycznych zacznie w pełni obowiązywać najwcześniej od końca maja 2014 r. Na podstawie danych zawartych w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych szacuje się, że ok. jednej trzeciej zarejestrowanych ciągle jeszcze ma umowy gwarancji lub ubezpieczenia, których termin obowiązywania mija 26 maja tego roku.

Nowe gwarancje nie odstraszyły, jak prognozowano, przedsiębiorców od wchodzenia na ten rynek. W ubiegłym roku do rejestru organizatorów turystyki i pośredników turystycznych zostały wpisane 434 nowe podmioty.

>>> Czytaj też: Polskie lotniska mają za sobą dobry rok. Przybyło pasażerów i połączeń