37,25 zł – dokładnie o tyle w przyszłym roku wzrosłaby każda emerytura i renta, gdyby zamiast procentowej – tak jak dzisiaj – obowiązywała waloryzacja kwotowa. Temat był poruszany podczas zamkniętego spotkania liderów PO i PSL.

Ludowcy forsują pomysł zmiany ustawy zasadniczej i zapisania w niej, że renty i emerytury są waloryzowane kwotowo. To pomysł, o którym w expose mówił premier Donald Tusk. I nie rezygnuje z niego. Chce, by na ten temat merytorycznie rozmawiali ministrowie pracy i finansów Władysław Kosiniak-Kamysz i Mateusz Szczurek.

Rozmowy planowane są na wrzesień, kiedy ostatecznie – jak zakłada rząd – wybrzmi afera podsłuchowa. W przygotowaniu są spoty informujące o zmianach, szykowane są seminaria na ten temat. PSL ma już gotowy projekt zmiany konstytucji, podpisało się pod nim 32 posłów.

Aby zmiana była możliwa, potrzeba 307 głosów. Koalicja ma 234 głosy. Pozostałe będą najpewniej pochodziły do głównej partii opozycyjnej. – Możemy poprzeć waloryzację kwotową, to sprawiedliwe rozwiązanie – mówi przewodniczący klubu PiS Mariusz Błaszczak. Poparcie PiS jest o tyle realne, że z podobnym pomysłem emerytalnym nosił się Jarosław Kaczyński, gdy był premierem.

>>> Polecamy: Emerytury Polaków: Rząd oficjalnie potwierdza - będziemy pracować do śmierci

Reklama

Wprowadzenie waloryzacji kwotowej oznaczałoby rewolucję. Różnice między najwyższym a najniższymi świadczeniami zaczęłyby się zmniejszać. Przy obecnym systemie waloryzacji najniższa emerytura wzrośnie w 2015 r. o nieco ponad 16 zł, przeciętna niespełna o 40 zł, z kolei emeryt ze świadczeniem w okolicach 4 tys. zł dostanie 80 zł podwyżki. Oczywiście przy okazji taki sposób naliczania jest w interesie ludowców, których elektorat w dużej części jest ubezpieczony w KRUS, pobiera niższe świadczenia i na tej zmianie zyskałby najwięcej.

4 mln emerytów zyskają, 2 mln stracą

„Emerytury i renty podlegają corocznej waloryzacji o kwotę określoną w ustawie. Terminy i zasady określa ustawa” – tak brzmi projekt nowelizacji konstytucji autorstwa PSL wprowadzający waloryzację kwotową. Przewiduje, że tak miałby być wyliczany wzrost emerytur już w 2015 r. Gdyby się to udało, spośród niemal 5 mln emerytów, którzy otrzymują świadczenia w ZUS, zyskałoby 2,6 mln. Reszta by straciła.

Na pewno w gronie beneficjentów byłoby dodatkowo 1,2 mln osób pobierających emerytury w KRUS. W grupie tych na minusie byłaby także większość mundurowych, których przeciętne świadczenie wynosi powyżej 3 tys. zł.

Równe podwyżki emerytur dla wszystkich mają jedną główną zaletę: zasypują dziurę między najniższymi i najwyższymi świadczeniami. Waloryzacja procentowa – która dziś jest stosowana – tylko pogłębia różnice w emerytalnych dochodach. Poza tym często jest niezauważalna przez osoby z najniższym uposażeniem.

Wadą waloryzacji kwotowej jest to, że wzrost wyższych świadczeń( tych powyżej przeciętnej) średniej może nie nadążać za inflacją. Czyli tacy emeryci będą realnie tracić.

Inne wady to wprowadzenie corocznego wyznaczania kwoty waloryzacji ustawą. Da to politykom duże pole manewru do kształtowania wydatków na wzrost świadczeń. A zwłaszcza do oszczędzania na emeryturach w kryzysowych czasach – gdy inflacja jest wysoka, a dochody budżetu spadają. Dziś w ustawie jest wpisany bezpiecznik, który powoduje, że waloryzacja nie może być mniejsza niż inflacja i 20-proc. wzrostu płac z poprzedniego roku. Kamil Cisowski, ekonomista banku PKO BP, mówi, że jakiś mechanizm zabezpieczający powinien być ustalony również w nowym modelu. Chodzi o minimalną kwotę, poniżej której rządzący nie mogliby zejść. Piotr Bielski z BZ WBK zwraca bowiem uwagę, że samo ustalenie, że kwota, o którą rosłyby emerytury, byłaby uchwalana w ustawie, to trochę za mało.

Drugie ryzyko związane z wprowadzeniem emerytury kwotowej: świadome uchwalanie względnie wysokiej waloryzacji w latach wyborczych. Ale tu eksperci są ostrożni w ocenach. Wskazują, że już w dzisiejszym modelu można zdecydować o wyższym wzroście świadczeń, niż wynikałoby to z kształtowania inflacji i płac.

Kamil Cisowski mówi, że pomysł powrotu do waloryzacji kwotowej to zapewne skutek niskiej inflacji w tym roku.

– To może być pisane na potrzeby roku przyszłego. Spore znaczenie mogą mieć wybory. Tymczasem przed nami perspektywa deflacji w trzecim kwartale, w całym 2014 r. inflacja średnio może wynieść 0,3 proc. Waloryzacja o wskaźnik „inflacja plus 20 proc. wzrostu płac” mogłaby być niezadowalająca dla emerytów – mówi ekonomista.

Jego zdaniem wzrost świadczeń byłby kilkukrotnie niższy niż obecny wzrost płac w przedsiębiorstwach (około 5 proc.). Bo w przyszłym roku budżet zamierza wydać na podwyżki emerytur i rent 3,48 mld zł, taka kwota jest przeznaczona na 9,3 mln emerytów i rencistów. Stąd podwyżka kwotowa świadczenia wyniosłaby 37,25 zł.

– Wydaje się, że taka reforma w dużej mierze obliczona jest na efekt polityczny – mówi Cisowski. I dodaje, że o ile waloryzacja kwotowa może być korzystna przy niskiej inflacji, o tyle trzeba się zastanowić, czy będzie opłacalna dla emerytów w momencie, gdy wskaźnik wzrostu cen będzie wysoki, wyraźnie wyższy niż cel inflacyjny NBP (2,5 proc.).

Emeryci, seniorzy, starsi ludzie / ShutterStock