Ministerstwo Finansów, obniżając oprocentowanie obligacji skarbowych, dopiero w sierpniu i wrześniu zrobiło inwestorom detalicznym prezent, bo na rynku hurtowym rentowności spadają niemal od początku roku.

Wydawałoby się, że rentowności obligacji skarbowych na rynku hurtowym są drogowskazem dla papierów oferowanych inwestorom indywidualnym. Tymczasem ostatnie kilkanaście miesięcy pokazało, że nie zawsze jest to prawdą. Podczas gdy od maja ubiegłego roku do końca lipca tego roku odsetki oferowane w detalu ani drgnęły (w przypadku papierów 3-, 4- i 10-letnich mówimy o pierwszym okresie odsetkowym), to rentowność 10-latek na rynku zmieniała się od 4,9 do 3,1 proc. Wprawdzie porównywanie oprocentowania wyłącznie do rentowności papierów 10-letnich jest pewnym uproszczeniem, ale pokazuje do jak wysokich różnic może dochodzić.

Czy istotna różnica na korzyść rentowności papierów z rynku hurtowego oznacza, że przez kilkanaście miesięcy resort finansów płacił inwestorom indywidualnym za mało? Wręcz przeciwnie. Wystarczy porównać oprocentowanie obligacji detalicznych ze stopą referencyjną NBP oraz z przeciętnymi stawkami na lokatach, żeby przekonać się, iż była to oferta stosunkowo dobra.

To, że rynkowe rentowności polskiego długu przez długi czas były znacznie wyższe od oprocentowania papierów detalicznych, to w dużej mierze kwestia sporej zmiany oczekiwań co do samych stóp procentowych. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku rynek oczekiwał, że kolejnym ruchem Rady Polityki Pieniężnej będą raczej podwyżki niż obniżki, tymczasem od kilku miesięcy sprawa wydaje się oczywista i rynek jest całkowicie przekonany o konieczności cięcia stóp procentowych na nowo.

A jeśli już o samych obniżkach mowa, to przez analogię do 2012 r. można odnieść wrażenie, że resort finansów tym razem poczekał z cięciem oprocentowania papierów skarbowych przynajmniej miesiąc, dwa dłużej niż poprzednio. Oczywiście to przy założeniu, że RPP obniży stopy na październikowym posiedzeniu. Trudno, żeby taki obrót sprawy martwił inwestorów detalicznych. Dla samego MF także zdaje się to być niewielkim problemem, wszak miesięczna sprzedaż obligacji skarbowych na rzecz osób fizycznych bardzo rzadko przekracza próg 200 mln zł. Przy tak niewielkiej skali, oszczędności z obniżenia odsetek w stosunku do całości wydatków na obsługę zadłużenia mogą wydawać się wręcz symboliczne.

Oferowane we wrześniu obligacje skarbowe wciąż wydają się rozsądną alternatywą dla przeciętnej lokaty bankowej. Choć na pewno w mniejszym stopniu niż jeszcze miesiąc, czy dwa miesiące temu. Stało się tak właśnie za sprawą ścięcia oprocentowania papierów dłużnych (po 0,4 pkt proc. w jeden lub dwa miesiące dla dwu-, cztero- i dziesięciolatek). Co istotne, choć banki też zaczynają powoli dyskontować nadchodzące obniżki stóp, robią to znacznie wolniej niż resort finansów.

Gdy średnia stawka depozytów wynosi około 2,6 proc. dla umów krótko- i średnioterminowych oraz około 3 proc. dla umów długoterminowych (konkretnie dwuletnich), to na stałokuponowych obligacjach skarbowych można zarobić 2,6 proc. w przypadku dwuletniej inwestycji. Pozostałe papiery mają już oprocentowanie zmienne. Obligacje trzyletnie w pierwszym półrocznym okresie odsetkowym oprocentowane są na 2,8 proc. w skali roku (później oprocentowanie równe jest stopie WIBOR 6M), zaś papiery cztero- i dziesięcioletnie w pierwszym rocznym okresie odsetkowym dają zarobić odpowiednio na 3,1 i 3,6 proc. W kolejnych latach oprocentowanie wyliczane jest jako suma wskaźnika inflacji i marży wynoszącej 1,25 pkt proc. dla papierów czteroletnich oraz 1,5 pkt proc. dla dziesięcioletnich.

>>> Czytaj też: Obligacje detaliczne popularne wśród 50-latków