– o nich będą musieli pamiętać właściciele lokali w budynkach wielorodzinnych przy rozliczaniu . Od 2016 r. trzeba będzie go płacić od całej wspólnej powierzchni w budynku w wysokości proporcjonalnej do wielkości mieszkania, a nie tylko od części tej powierzchni. Maksymalna stawka dla nieruchomości mieszkaniowych wyniesie. Po zmianach w najgorszej sytuacji znajdą się właściciele lokali w starszych budynkach, gdzie powierzchnie wspólne są zwykle duże.
– Taki układ spotykany jest m.in. w kamienicach. Tu według naszych szacunków mogą sięgnąć , co dla mieszkania o powierzchni 50 mkw. może oznaczać skok z . W skali roku nie są to stawki duże, ale dla części właścicieli mogą stanowić problem – wskazuje Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, zarządzającej 12,5 tys. mieszkań.
Z rozmów DGP z zarządzającymi wynika, że oprócz poszukiwania pieniędzy na niezbędne remonty zmiany w podatku mogą być zachętą do sprzedaży strychów lub poddaszy na cele mieszkaniowe.
W lepszej sytuacji są właściciele mieszkań w budynkach . Z szacunków przeprowadzonych przez Admus na bazie zarządzanych nieruchomości wynika, że w tym przypadku kwota podatku wzrośnie średnio o 17 proc. Deweloperzy pilnują kosztów i ograniczają skalę części wspólnych, by jak największa powierzchnia nieruchomości podlegała sprzedaży i przynosiła zwrot. Na dodatek sytuacja na rynku nowych mieszkań jest tak dobra, że ewentualny wzrost stawki podatku nie powinien wpływać na decyzje klientów.
– Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby . Wtedy nawet nieduży koszt mógłby się okazać decydujący dla kupujących i zmienić podejście deweloperów do projektowania inwestycji – dodaje Katarzyna Kuniewicz z firmy Reas. To jednak nie znaczy, że zmiany w ogóle nie wpłyną na zachowanie branży i kupujących. Nieznacznie może się . Np. recepcje nie będą już tak okazałe. Zmiany obejmą głównie tańsze budownictwo. W apartamentowcach nic nie powinno się zmienić. Klienci tych obiektów są mniej wrażliwi na zmiany cen.
>>>Czytaj więcej: Rewolucja kadrowa. Funkcje może stracić pół tysiąca prokuratorów
Ale to niejedyna konsekwencja nowych przepisów. Inną może być przyspieszenie rozwoju zielonego budownictwa. – Oznacza to korzystanie w częściach wspólnych z rozwiązań mogących Mowa o energooszczędnym oświetleniu, wodooszczędnej armaturze, sensorach ruchu. Takie rozwiązania przynoszą oszczędności kilku procent rocznie – ocenia Jan Jarosławski ze Skanska Residential Development Poland. Już dziś zielone budownictwo nie musi być droższe od tradycyjnego. Według dodatkowe nakłady poniesione na zielone rozwiązania w 150 przeanalizowanych budynkach nie przekraczały 2 proc.
