Nie wydaje mi się, by była to bariera do rozwoju branży. Może nieznacznie spaść rentowność, ale źle nie będzie.
Tak. Działamy w wielu segmentach na rynku, który wymaga od nas nieustającego poszukiwania nowych możliwości rozwoju, dlatego jestem optymistą. Dziś nie jesteśmy już tylko dystrybutorem elektrotechniki. Rozwinęliśmy się w fotowoltaice, inżynierii oświetlenia profesjonalnego, rozwiązaniach dla przemysłu, klimatyzacji i wentylacji. W tych sektorach występujemy jako generalny wykonawca, od audytu poprzez dostawę, po montaż.
Akurat jest to moment najwyższej sprzedaży. To jest bardzo dochodowy segment aktualnie. Wszystko przez promowanie zielonej energii i dofinansowania do takich rozwiązań.
Na razie do 2020 roku w ramach nowej perspektywy unijnej pieniądze są, więc perspektywa dla rozwoju tej branży również jest. W zeszłym roku rynek urósł o 13 proc. Szczególnie mocno rozwija się właśnie fotowoltaika.
Tak, dużą część stanowią firmy rodzinne. Grodno też jest taką firmą. Rodzice wpoili mi i bratu nie tylko zasady życiowe, ale i biznesowe. Kierujemy się pracowitością, rzetelnością i uczciwością. Nie jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi, którzy myślą o biznesie tylko jak o firmie, do której się przychodzi tylko pracować.
Może to być zagrożenie, jeśli nie myśli się o firmie długoterminowo. My jednak na pewnym etapie rozwoju zaczęliśmy otaczać się ludźmi z doświadczeniem korporacyjnym. Stworzyliśmy Radę Dyrektorów. To osoby, które pracowały długo w innych firmach. Są też ludzie z rady nadzorczej.
Większość naszych konkurentów powstała w podobnym okresie jak my. Działają jednak w różnych modelach. Są firmy, gdzie wzięcie dyrektora zarządzającego się nie powiodło. Organizacja handlowa, dystrybucyjna, opiera się przede wszystkim na ludziach. Jeśli coś było organizowane jako firma rodzinna z mało regularną strukturą, to zespołowi trudno wejść w ramy korporacyjnego zarządzania. I to może stanowić czynnik osłabiający firmę.
Są jednak organizacje, gdzie to się sprawdza. Często w takim przypadku właściciel nie odsunął się od bieżącego biznesu. W naszej branży trzeba mieć wyjątkową wiedzę. To nie są produkty, które może sprzedać każdy. Branża elektrotechniczna jest bardzo hermetyczna. Trudno wejść do niej nowej osobie, trudno jest też wyjść. Ludzie, którzy mają kontakty, coś znaczą, nie wychodzą z branży. To jest specyficzny świat zbudowany na powiązaniach osobowych. Jeśli teraz przyjdzie do tej całej grupy osoba z zewnątrz, nawet najlepiej wyszkolona biznesowo, to może nie trafić w kulturę organizacji.
My przyjęliśmy model mieszany. Kontrolujemy z bratem firmę, ale mamy ludzi do zarządzania.
U nas struktura jest płaska i nie wymaga bardziej skomplikowanych rozwiązań.
Każdy w swojej branży jest w stanie walczyć ceną, ale to długoterminowo nie prowadzi do rozwoju. Tam gdzie trzeba, oczywiście jesteśmy w stanie zagrać ceną. Robimy to jednak rzadko.
Trzeba mieć pomysł i go konsekwentnie realizować. To co zaplanujemy, to wdrażamy. Przykładem jest klimatyzacja, nowy segment, którego nikt nie ma w ofercie w naszej branży w takim kształcie jak my. Zwykle takie usługi oferowane są oddzielnie przez wyspecjalizowane firmy. My to robimy samodzielnie. Podobnie z oświetleniem profesjonalnym. Do tej pory to producenci tworzyli systemy oświetleniowe. My, jako generalny wykonawca, wyręczamy ich w tym. Firmy, które mają indywidualny pomysł, świetnie się rozwijają.
Zbyt szybki rozwój, bez fundamentów. Rozwój, który opiera się na bardzo dużym ryzyku. Chodzi tu o zagrożenie niewypłacalnością naszych kontrahentów. Musimy szczególnie dbać o finanse. Jesteśmy częścią bądź co bądź rynku budowlanego, który jest obarczony ryzykiem nieściągalności zobowiązań. Było wielu przedsiębiorców, którzy nawiązali współpracę z klientami wysokiego ryzyka, ale tak naprawdę rozdali towar za darmo, bo do dziś nie dostali pieniędzy. Dziś ich nie ma.
Kurs akcji wybił się o prawie 70 proc. w górę od początku 2015 roku.
Mówimy o naszych celach, wyznaczamy trendy… inni próbują nas powielać. My przecieramy szlaki dla branży. Chcemy być wiarygodni, a daje nam to giełda.
Biznes jest po to, by zarabiać. Pieniądze są potrzebne do rozwoju firmy, jednak nie są celem samym w sobie.
Ewidentnie widać umacnianie polskich marek. Wciąż jednak ludzie nie są w stanie tego docenić. Myślę, że potrzebujemy dwóch pokoleń, by postrzeganie biznesu się zmieniło. Niemcy inwestowali w gospodarkę 100 lat i tam jest inna kultura biznesowa. Inne jest podejście pracowników do firmy.
Szanują bardziej swojego pracodawcę, firmę, która daje im chleb. Młodzi Polacy natomiast niespecjalnie przejmują się tym, gdzie pracują, dla kogo. Nie czują się związani z firmą. Wśród młodych jest bardzo duża rotacja.
Dużo złego zrobił system szkolnictwa. Przez lata kształciliśmy przede wszystkim humanistów, zaniedbując edukację zawodową. Na rynku mamy teraz bardzo mało elektryków z wiedzą. Szkolimy od podstaw.
Tutaj dużą barierą jest język. Nasi pracownicy, łącznie z magazynierami, muszą mieć wiedzę techniczną. Jeśli bariera językowa byłaby przełamana, to widzę tu szansę.
>>> Czytaj też: Globalne korporacje chcą, by Polacy mało zarabiali
