Wygląda na to, że dojdzie do małego trzęsienia ziemi w chińskim sektorze publicznym. Prezydent Xi Jinping powie wkrótce milionom rządowych pracowników: „jesteś zwolniony”.

Według informacji podanej w zeszłym tygodniu przez Reutersa, Chiny planują zwolnić w ciągu najbliższych 2-3 lat od 5 do 6 mln urzędników państwowych. Celem redukcji będzie ograniczenie nadwyżek pracowników, szczególnie tych zatrudnionych w tzw. „spółkach zombie”. Chodzi o instytucje, które są sztucznie utrzymywane przy życiu za pomocą bankowych kredytów, ale od dawna nie przynoszą zysków. W samej w branży górniczej pracę straci dwa miliony osób – pisze portal businessinsider.com.

Zwolnienia mają być częścią serii gruntownych reform zapowiedzianych przez Narodowy Kongres Ludowy. Co roku blisko 3 tys. chińskich urzędników i dyrektorów z całego kraju dokonuje opracowania i oceny 5-letniego planu gospodarczego kraju. Inicjatywa Xi Jinpinga ma być w zamierzeniu „podażową reformą strukturalną”. Szereg proponowanych zmian jest łączony przez analityków z reaganomiką.

Plan obejmuje oprócz zwolnień także obniżkę podatków, deregulację oraz ograniczenie wydatków publicznych. Przypomina więc fundamentalnie politykę prowadzoną w latach 80. przez prezydenta USA Ronalda Reagana i premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Możemy spodziewać się też podobnych efektów w przypadku Chin, czyli boomu w zakresie przedsiębiorczości i innowacyjności.

To idealny moment dla Państwa Środka na wprowadzenie tego typu reform. Chiny przechodzą przecież gospodarczą transformację; gospodarka oparta o produkcję i eksport ma w przyszłości bazować na popycie wewnętrznym. W kraju od roku kurczy się sektor produkcyjny.

Wartość całkowitej sprzedaży detalicznej w Chinach w 2015 roku osiągnęła rekordowy poziom 4,2 bln dol. Do 2020 roku ma wzrosnąć do 6,4 bln, osiągając tym samym 50 proc. wzrost w ciągu zaledwie 5 lat. Wzrost ten będzie mniej więcej o 1,3 raza większy niż całkowite rynki Niemiec albo Wielkiej Brytanii – wynika z szacunków Światowego Forum Ekonomicznego.

Jedną z głównych przyczyn tak gwałtownego wzrostu konsumpcji jest oszałamiający rozwój chińskiej klasy średniej. Po raz pierwszy w historii jest ona liczniejsza, niż jej odpowiednik w USA (w stosunku 109 do 92 mln). Wraz ze wzrostem PKP per capita rośnie zapotrzebowanie na trwałe i luksusowe dobra, pojazdy czy podróże lotnicze. Rośnie nie tylko liczebność klasy średniej, ale też jej dochody. Osoby kwalifikujące się według przychodów do wyższej klasy średniej będą do 2020 roku stanowiły aż 30 proc. wszystkich członków miejskich gospodarstw domowych. W 2010 roku odsetek ten wynosił zaledwie 7 proc.

>>> Czytaj też: Fatalne dane z Chin. Eksport nurkuje, nikt nie spodziewał się aż takich spadków