Friedman: NATO, w którym USA dostarcza wojska a UE krytyki nie ma sensu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
20 maja 2016, 10:13
Nie ma uzasadnienia dla istnienia NATO jako Sojuszu, w  ramach którego Stany Zjednoczone dostarczają większość sił, a Europejczycy "dostarczają krytykę" - mówi PAP amerykański politolog George Friedman. To bardzo poważny problem: czy NATO jest warte utrzymania - dodał.

Friedman podkreślił, że republikański kandydat na prezydenta Donald Trump dotknął w kampanii "wrażliwego miejsca, a to wrażliwe miejsce to NATO". "Trump powiedział, że powinniśmy wycofać się z NATO. I to, co powiedział, Amerykanie poza Waszyngtonem mówią od dawna. Europa jest dobrze prosperującym miejscem ze strategicznymi interesami. Nie ma uzasadnienia, by istniało NATO, w którym Stany Zjednoczone dostarczają większość sił, a Europejczycy dostarczają opinie i krytykę. I nie ma uzasadnienia, by Polska stawała przez takimi zagrożeniami jak teraz, a reszta społeczności europejskiej pozostawała obojętna" - podkreślił Friedman, Friedman, założyciel Geopolitical Futures, a wcześniej think-tanku Stratfor.

Przekonywał, że to "instytucja powojenna, która musi być ponownie przemyślana". "Nie ma to związku z tym, że Amerykanie nie ufają Rosjanom, ani z tym, że musimy ich powstrzymywać w odniesieniu do Polski. Myślę, że jest to bardzo poważny problem - jak wiele zaufania powinniśmy pokładać w i czy jest ono warte utrzymania" - dodał.

"Europejczycy muszą podjąć bardzo ważną decyzję w najbliższych kilku latach. Mówili przez bardzo długi czas o miękkiej sile, porozmawiajmy teraz o prawdziwej sile. Europejczycy albo będą mieli tę siłę, albo nie będą mieli miejsca przy stole" - zaznaczył.

Pytany, jak wynik wyborów prezydenckich zmieni amerykańską politykę zagraniczną, Friedman odparł: "Europejczycy myśleli, że jeśli Barack Obama wygra wybory, Ameryka będzie miała zupełnie inną politykę zagraniczną. Europejczycy nie rozumieją Stanów Zjednoczonych. Po pierwsze, pozycja amerykańskiego prezydenta jest słaba. Po drugie, Stany Zjednoczone mają swoje interesy (...). Jeśli spojrzymy na ostatnie pięćdziesiąt lat, to w amerykańskiej polityce zagranicznej więcej było ciągłości niż zmian" - zaznaczył amerykański analityk.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj