Ekspert: Polska jest teraz drugim po Niemczech najważniejszym krajem NATO w Europie [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
4 lipca 2016, 06:01
Warszawa, Polska
Warszawa, Polska/ShutterStock
Polska staje się najważniejszym po Niemcach krajem NATO w Europie - uważa były podsekretarz stanu w Pentagonie, obecnie ekspert liberalnego think-tanku Center for American Progress w Waszyngtonie, Lawrence Korb.

W rozmowie z PAP podkreśla on, że na zbliżającym się szczycie sojuszu w Warszawie europejskie kraje NATO powinny potwierdzić plany zwiększenia swych budżetów wojskowych, aby osłabić argumenty izolacjonistów w USA.

Nie sądzę, by Brexit zaszkodził NATO. Nie zapominajmy, że Brytyjczycy byli w sojuszu, zanim przystąpili do Wspólnego Rynku, a potem UE. Norwegia, inny członek NATO, też nie należy do Unii. Trzeba oczywiście zapewnić, żeby Wielka Brytania nadal uczestniczyła w manewrach wojsk sojuszu w Europie wschodniej, ale jestem pewien, że po ustąpieniu Camerona nowy rząd w Londynie będzie ściśle współpracował z NATO. Brytyjczycy rozumieją, jak głupie było to referendum i jak wiele będzie ich Brexit kosztować, więc udział w sojuszu stanie się dla nich sposobem zademonstrowania więzi z Europą.

Jednak wobec zagrożenia wszystkie kraje sojuszu zgodzą się, że będą musiały coś zrobić, chociaż nikt nie będzie nikogo do niczego zmuszał. Każdy zrobi to, na co go stać – czy to będzie udział w operacji, czy dowodzenie batalionem, czy tylko udział w ćwiczeniach. Ale tak jest stale od zakończenia zimnej wojny. W okresie wojen na Bałkanach w latach 90. też nie wszyscy się angażowali w ówczesne misje NATO w Bośni i Kosowie.

Bardzo ważna sprawa to budżety wojskowe krajów członkowskich. W czasie naszej kampanii prezydenckiej Sanders i Trump skarżyli się, że Europejczycy nie dość przyczyniają się do wspólnej obrony w NATO. Europejskie kraje sojuszu i Kanada muszą potwierdzić na szczycie swoje obietnice zwiększenia budżetów obronnych do minimum 2 procent. Jeżeli tego nie zrobią, politycy amerykańscy będą to wykorzystywać, argumentując na rzecz zmniejszenia wydatków na zbrojenia, na przykład na European Reassurance Initiative (E.R.I.), czyli program wzmocnienia wschodniej flanki NATO. W USA uważa się, że robimy za dużo dla obrony sojuszników, podczas gdy absolwenci college'ów nie mogą spłacić długów za studia.

Polska i kraje bałtyckie niepokoją się tym, co robi Putin, więc chcą mieć pewność, że jeśli będzie on tak szalony, żeby zaatakować NATO, sojusz odpowiednio zareaguje. A co do militarnego znaczenia, chodzi o to, żeby w razie takiej agresji sojusz był przygotowany do szybkiego zareagowania. Poza czterema batalionami będzie jeszcze, jak wiadomo, rotacyjna obecność brygad USA w Europie. Środki na E.R.I. zostały czterokrotnie zwiększone w budżecie na 2017 r., do 4 miliardów dolarów.

Nie sądzę. A kto byłby kandydatem na nowego członka? Biorąc pod uwagę, co stało się z Wielką Brytanią i co robi Putin, trudno sobie wyobrazić dalsze rozszerzanie NATO. Kiedy (prezydent George W.) Bush mówił, że Gruzja może być zaproszona do sojuszu, Putin zareagował wprowadzeniem wojsk do Gruzji. On widzi w NATO bezpośrednie zagrożenie. Więc na szczycie nie będzie mowy o rozszerzeniu. Troszczymy się teraz o to, by Putin nie zrobił czegoś nowego.

Tu główną rolę odgrywają sankcje UE, przedłużone o kolejne 6 miesięcy. One działają. Wysyłamy defensywny sprzęt wojskowy na Ukrainę. Ofensywnego sprzętu nie będzie się wysyłać, dopóki Obama jest w Białym Domu. Jednym z powodów dlaczego nie chcieliśmy naciskać zbyt mocno w sprawie Ukrainy jest to, że Putin miałby przewagę w tego typu konflikcie zważywszy na to gdzie leży Rosja i gdzie leżą Stany Zjednoczone. Mógłby podwyższyć stawkę...

Tak, lecz jeśli na przykład Putin postanowi napaść na kraje bałtyckie, może zabrać NATO trochę czasu, zanim na to odpowie. Ostatecznie przegra, ale tymczasem Rosja mogłaby poczynić znaczne szkody...

Polska jest teraz drugim po Niemczech najważniejszym krajem NATO w Europie i to z kilku powodów. Z powodu swego położenia, po drugie - planów umieszczenia tam tarczy antyrakietowej, a w końcu dzięki temu, że należy do nielicznych krajów europejskich, które przeznaczają wytyczone przez sojusz 2 procent PKB na obronę. Ameryka chciałaby, żeby inne kraje robiły tyle, co Polska. Myślę więc, że Polska będzie teraz odgrywać ważniejszą rolę w wewnętrznych debatach NATO.

Takie ryzyko zawsze istnieje, ale myślę, że w wypadku takiego zagrożenia obie strony cofną się w odpowiednim momencie, jak to się parokrotnie zdarzyło z Koreą Północną. Ostatnią rzeczą, jaką byśmy chcieli, jest wymknięcie się spraw spod kontroli. Tym bardziej, że w grę wchodzi przecież broń nuklearna.

>>> Czytaj też: Chiny mają już więcej superkomputerów niż USA. Ale technologiczna potęga zależy od czegoś innego

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj