Pieniądze z helikoptera? Japończycy by ich nie wydali

Ten tekst przeczytasz w 6 minut
25 października 2016, 06:21
Tokio, Japonia
Tokio, Japonia/ShutterStock
Starzenie się społeczeństw to duży problem, nie tylko w Japonii, ale w Europie i Chinach. Z tym niewiele da się zrobić. Jeśli do tego nie uda się zwiększyć produktywności to wszędzie potencjalny wzrost gospodarczy będzie spadał – uważa Sayuri Shirai, była członek zarządu Bank of Japan (BoJ).

Pieniądze z helikoptera mogą oznaczać wiele rzeczy, np. to że Bank Japonii kupuje obligacje rządowe bezpośrednio, co na razie jest zakazane, i ministerstwo finansów nie musi płacić odsetek. Zaoszczędzone w ten sposób środki może przeznaczyć na obniżenie podatków lub zwiększenie wydatków. Czy to miał pan na myśli?

Rozumiem. Taki rodzaj pieniędzy z helikoptera pobudziłby konsumpcję tylko osób o niskich dochodach. Ich liczba rośnie i z badań empirycznych wynika, że od razu wydają gotówkę. Większość Japończyków jednak te pieniądze by zaoszczędziła. Mamy coraz starsze społeczeństwo, już 30 proc. obywateli ma powyżej 65 lat, i martwi się o swoją przyszłość, o to, że emerytury nie będą wystarczające. To skłania do oszczędzania.

Tak. Byłyby też obawy o trwałość tego rozdawnictwa. Większość obywateli jest świadoma, że nasz dług publiczny przekracza 220 proc. PKB i pieniądze, które dostali w jednym miesiącu mogłyby nie być wypłacone w kolejnym.

Nie wydaje mi się, żeby to rozważano, chociażby ze względów prawnych.

W tej chwili powinno się ograniczyć skup obligacji rządowych i równocześnie zrównoważyć to ograniczenie jeszcze bardziej negatywną stopą procentową. Uważam, że to ograniczenie skupu aktywów powinno być jasno zakomunikowane przez Bank Japonii – że z 80 bilionów jenów rocznie schodzimy np. do 70 bilionów albo niżej, ale dla równowagi ze stopy minus 0,1 proc. do np. minus 0,2 proc.

Dlatego, że przykład USA pokazał, że ograniczenie skupu aktywów jest postrzegane jako lekkie, ale jednak zacieśnienie polityki pieniężnej i doprowadza do wzrostu realnych stóp procentowych. Żeby nie przestrzelić właściwego poziomu ograniczanie skupu należy więc połączyć z obniżką poziomu stopy procentowej.

Tak, bo moim zdaniem ono było sprzeczne z jednoczesnym skupem aktywów. We wrześniu Bank Japonii postawił sobie za cel wpływanie na rentowność obligacji rządowych i to też nie będzie działać jeśli jednocześnie kupuje obligacje za 80 bilionów jenów rocznie. Uważam, że skoro BoJ zdecydował się na wpływanie na obligacje, to prędzej czy później ograniczy skup aktywów.

Myślę, że skup obligacji będzie bardzo trudny już w przyszłym roku, co skłoni BoJ do działania. Musimy sobie uświadomić, że kupno obligacji za 80 bilionów jenów rocznie przez bank centralny oznacza przecież, że brakuje ich dla innych inwestorów – banków i funduszy emerytalnych. Oni nie mają innych alternatyw, nie kupią czegoś innego zamiast obligacji. Zatem jeśli BoJ nadal będzie je kupował to wpędzi te instytucje w kłopoty.

>>> Czytaj też: Spór o Kuryle. Rosja w końcu dogada się z Japonią?

Tak. Wyższe płace staną się rzeczywistością po 2020 roku bo wtedy będziemy mieli bardzo poważny niedobór siły roboczej i siłą rzeczy pensje będą musiały iść w górę, a sektor prywatny zacznie podnosić ceny, co w końcu powinno wywołać inflację.

W tej chwili związki zawodowe nie domagają się wyższych płac, a niedobory obchodzi się zwiększonym zatrudnieniem kobiet czy emerytów. Po 2020 roku to już nie wystarczy i pensje będą musiały wzrosnąć.

To może być trudno zrozumieć cudzoziemcom, ale u nas priorytetem dla związków zawodowych jest stabilność zatrudnienia, a nie wysokość pensji.

Rzeczywiście w 2013 roku inflacja i co ważniejsze oczekiwania inflacyjne zaczęły rosnąć gdy kurs dolara do jena wzrósł z około 75 do ponad 100. W 2015 roku przekroczył nawet 125 jenów, co oznaczało, ze jen osłabił się znacznie wobec dolara. Dla mnie jednak chwilowe osłabienie waluty wynikające z kursu wymiany nie jest prawdziwą deprecjacją gwarantującą stabilną inflację.

BoJ nie może interweniować na rynku walutowym, to zadanie ministra finansów. Teoretycznie istnieje możliwość wpływania na kurs walutowy przez zakup zagranicznych obligacji. Wielu naukowców w Japonii lansuje np. pomysł skupowania obligacji amerykańskich.

Dla mnie to byłoby bardzo dziwne i niezwykle trudne do wytłumaczenia. Dlaczego mielibyśmy kupować obligacje innych krajów obniżając ich stopy procentowe? Jeśli motywem miałoby być samo wpływanie na kurs walutowy, to zgodnie z prawem i tak nie moglibyśmy tego zrobić.

Starzenie się społeczeństw to rzeczywiście duży problem, nie tylko w Japonii, ale i w Europie, a nawet w Chinach. Z tym niewiele da się zrobić więc jedynym źródłem wzrostu może być zwiększanie produktywności. Jeśli i to się nie uda to potencjalny wzrost gospodarczy będzie spadał. W Japonii jeszcze przed kryzysem finansowym wynosił 1 proc. dziś tylko 0,2 proc. Trudno będzie w takim środowisku osiągać polityce monetarnej swoje cele.

Jestem realistką. Na przykładzie mojego kraju widzę, że ciężko o przełożenie reform premiera Abe na potencjalny wzrost gospodarczy, ale mimo wszystko trzeba reformować jeszcze mocniej. W innym przypadku nawet potencjalny wzrost gospodarczy wkrótce może być ujemny.

Rzeczywiście podobieństw jest sporo, ale jest też jedna zasadnicza różnica – możliwości jakie wiążą się z emigracją. Wiem, że wielu obywateli Rumunii zasila np. gospodarkę niemiecką. W Japonii w zasadzie nie mamy imigracji.

>>> Czytaj też: 25 straconych lat Japonii. Czy istnieje lepszy plan gospodarczy dla Kraju Kwitnącej Wiśni?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj