Do końca roku kupimy 40 pocisków JASSM ER. Pociski te będą mogły, w razie potrzeby, skutecznie razić cele takie jak rosyjskie korwety Bujan-M wyposażone w pociski manewrujące, które wpłynęły niedawno na Bałtyk.

Do końca roku Ministerstwo Obrony Narodowej powinno podpisać umowę na zakup pocisków powietrze–ziemia JASSM – ER. Dostawa realna jest w ciągu dwóch–trzech lat.

– 40 tego typu pocisków o zasięgu ponad 900 km dla naszych samolotów F-16 bardzo wzmocni nasze zdolności odstraszania. To jest prawdziwy przełom, który pokazuje także, że jesteśmy uważani przez USA za wiarygodnego i ważnego sojusznika – potwierdza w rozmowie z DGP wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki. O tym, że trwają negocjacje w tej sprawie, donosiły już media branżowe. Teraz po raz pierwszy oficjalnie została podana ich liczba. Chodzi o tzw. tryb FMS, czyli Foreign Military Sales, w którym to rząd zainteresowany zakupem negocjuje z rządem Stanów Zjednoczonych, a ten rozmawia z producentem. Będzie to w Wojsku Polskim broń o największym zasięgu. Jak deklaruje producent, koncern Lockheed Martin, ma ona zdolność do działania w każdych warunkach atmosferycznych oraz punktową dokładność. Zbudowane są w technologii „stealth”, przez co są trudniej wykrywane dla systemów obrony powietrznej przeciwnika.

Reklama

– Amerykanie integrują JASSM ER na innego typu samoloty, tak więc Polska będzie pierwszym krajem, który będzie ich używać na samolotach F-16. Jesteśmy też pierwszym poza USA państwem, które tego typ pociski o wydłużonym zasięgu nabędzie – wyjaśnia Juliusz Sabak, ekspert ds. lotnictwa z portalu Defense24.pl.

Pociski Joint Air-to-Surface Standoff Missile Extended Range to ulepszona wersja JASSM, na zakup których umowę podpisaliśmy już pod koniec 2014 r. – Trwa właśnie modernizacja samolotów F-16 do tego, by były zdolne używać pocisków JASSM – stwierdza ppłk Szczepan Głuszczak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych RP. Pierwsze samoloty F-16 będą gotowe do używania tej broni w przyszłym roku. Nabycie pocisków wiązało się również ze zbudowaniem niezbędnej infrastruktury do ich obsługi. Dzięki temu wdrożenie nowszych pocisków tego typu powinno być znacznie prostsze i tańsze. Jak nieoficjalnie wiadomo, za 40 pocisków JASSM i modernizację samolotów w 2014 r. zapłaciliśmy ok. 250 mln dolarów. Teraz mówi się, że ta kwota ma się wahać między 100 a 150 mln.

– Koncern Lockheed Martin zdaje sobie sprawę z zainteresowania Polski zakupem pocisków JASSM-ER, dlatego w przypadku zgody rządu Stanów Zjednoczonych na eksport do Polski będziemy gotowi je dostarczyć oraz zapewnić potrzebne wsparcie. Cena jakiegokolwiek kontraktu na dostarczenie JASSM-ER leży w zakresie negocjacji pomiędzy rządami Stanów Zjednoczonych i Polski – stwierdza Joe Breen z działu Business Development w Lockheed Martin Missiles and Fire Control.

Poprzedni zakup JASSMów realizowany był, gdy rząd PO–PSL mówił o koncepcji odstraszania o dumnie brzmiącej nazwie „Polskie kły”. Chodziło właśnie o te pociski, a poza tym o dwa nabrzeżne dywizjony rakietowe, rozwijanie zdolności sił specjalnych oraz szersze użycie bezzałogowych statków powietrznych. Innymi słowy było to kilka programów z bardziej kompleksowego Programu Modernizacji Technicznej. Z tym, że hasło „Polskie kły” zostało stworzone na użytek piarowo-propagandowy. W Sztabie Generalnym żadna poważna koncepcja o takiej nazwie nie powstała. Warto jednak pamiętać, że tego typu zdolności odstraszania mogą być kluczowe, szczególnie gdy spojrzy się na ostatnie poczynania Rosjan w sferze komunikacyjnej. Choć ubiegłotygodniowe wpłynięcie dwóch okrętów mogących przenosić broń nuklearną nic specjalnie nie zmienia (Polska i tak jest w zasięgu olbrzymiej liczby rosyjskich rakiet mających takie zdolności), to agresja Rosji na Ukrainę jasno pokazuje, że warto być przygotowanym na każdy rozwój wypadków. Zakup tego typu pocisków oznacza, że koszty potencjalnego ataku przeciwnika będą większe.

Zakup pocisków to dobry pomysł - opinia

Generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych

Zakup tych pocisków to bardzo dobry pomysł. Chodzi o to, by razić przeciwnika na jak największą odległość, a 1000 km to już głębokość strategiczna. Ta broń może służyć do precyzyjnych uderzeń, również obiektów ufortyfikowanych. To się doskonale sprawdzi jako pierwszy element potencjału odstraszania, którym powinno dysponować Wojsko Polskie. Niestety, na razie element jedyny. Kolejnym powinien być Homar, czyli system wyrzutni rakietowych o zasięgu operacyjnym ok. 300 kilometrów. Ważne są także uderzeniowe bezzałogowce, które potrafią wyrządzić wiele szkód. Ale na te dwa kolejne elementy na razie żadnych umów o zakupach nie podpisaliśmy.

Jeśli już zbudujemy takie zdolności, to potencjalny przeciwnik będzie miał świadomość, że nie ma obiektu w jego ugrupowaniu strategicznym, który będzie bezpieczny i poza naszym zasięgiem. Jasne jest, że wtedy szansa na agresję będzie mniejsza.

Trzeba pamiętać, że dokonując tego zakupu, wpisujemy się w zdolności NATO, powiększamy do obrony Sojuszu i przez to stajemy się bardziej wiarygodnym partnerem. Nasze zdolności w połączeniu ze środkami, którymi dysponuje lotnictwo NATO, to bardzo duży potencjał. Ale nie zmienia to faktu, że cały czas najważniejszym elementem odstraszania powinny być sprawne i nowoczesne siły zbrojne.

>>> Czytaj też: Szwecja nie obroni Gotlandii przed Rosją? To strategiczna wyspa na Bałtyku [MAPA]