Ostatnie nawałnice i gwałtowne ulewy ujawniły niewydolność systemów kanalizacji w wielu miastach. Nie są one w stanie przyjąć tak dużej objętości wody na raz. Skutek? Zrzut deszczówki wymieszanej ze ściekami do Wisły przez MPWiK w Warszawie.

Nie jest to jednak problem tylko stolicy. Kłopot mają miasta z ogólnospławną kanalizacją (czyli łączącą ścieki sanitarne oraz wody burzowe i roztopowe). Jest ona najtańsza, więc dawniej był to najczęściej spotykany system. Obecnie ustępuje instalacji kanalizacji rozdzielczej, w której ścieki gospodarcze nie łączą się z wodą z opadów i roztopów. Śnięte ryby w Inie, dopływie Odry (okolice Stargardu Szczecińskiego), zauważono po obfitych opadach deszczu pod koniec czerwca. Miejskie przedsiębiorstwo przyznało, że spuściło nadmiar deszczówki ze ściekami do rzeki. Inaczej nieczystości mogłyby wylać się na ulice przez włazy kanałowe. Podobnie konieczność zrzutu do Wisły tłumaczył warszawski urząd.

Za dużo ścieków w rzece

Ilość zrzucanych do rzek ścieków regulują pozwolenia wodnoprawne. Niektóre miasta wylewają jednak więcej nieczystości, niż powinny.

– Z przelewów burzowych (czyli urządzeń, które samoczynnie odprowadzają do rzeki lub innego naturalnego zbiornika nadmiar wody deszczowej zmieszanej ze ściekami – przyp. red.) korzystają inne miasta Europy. W samej Polsce robi tak 108 miast – zaznacza warszawski urząd. Podkreśla, że ilość i jakość wody oraz ścieków wypuszczanych do Wisły jest monitorowana i pozostaje pod kontrolą.

Reklama

Wody Polskie zwracają jednak uwagę, że w latach 2013–2019 zrzutów w stolicy (z przelewu burzowego kanalizacji ogólnospławnej lewobrzeżnej Warszawy) było o 45 więcej niż jest to dopuszczone w pozwoleniu wodnoprawnym. Grzegorz Waligóra, ekspert branży wodno-kanalizacyjnej, powołując się na komunikat Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ), wylicza, że ilość ścieków, która wykraczała poza 10 dozwolonych w Warszawie zrzutów, jest równa 12 mln m. sześc.

Dlatego Wody Polskie chcą weryfikować zezwolenia wodnoprawne dotyczące zgód na zrzuty zanieczyszczonej wody bezpośrednio do środowiska.

Plany Wód Polskich

Sergiusz Kieruzel, rzecznik Wód Polskich, wyjaśnia, że pozwolenie wodnoprawne określa ilość, częstotliwość i jakość zrzutów. Te wartości z kolei wynikają m.in. ze specyfiki miejsca, ukształtowania terenu, liczby nawalnych deszczy, czystości rzek. Zwraca uwagę, że choć obecnie pozwolenia te wydają Wody Polskie, wciąż ważne są te wydawane wcześniej przez starostów i prezydentów miast – niektóre jeszcze nawet przez kilkanaście lat.

Moment ich wygaśnięcia będzie okazją do zmiany.

– Oczyszczalnie zrzucające ścieki z wodą deszczową będą zachęcane do modernizacji systemów. Gdy będą wygasać pozwolenia wodnoprawne, będziemy oczekiwali od przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych takich propozycji, które zaradzą zanieczyszczaniu rzek – zapowiada Sergiusz Kieruzel.

Pożądany kierunek to rozdzielenie instalacji tak, by wody burzowe nie mieszały się ze ściekami. Jeśli dane miasto lub przedsiębiorstwo nie będzie w stanie przeprowadzić modernizacji od razu, będzie przedstawiać plany do wdrożenia w przyszłości.

– Chcemy skłonić włodarzy i sprawujących nadzór nad przedsiębiorstwami wodno-kanalizacyjnymi do refleksji, czy określony sposób oczyszczania ścieków jest adekwatny do potrzeb danej gminy. Dobrze byłoby, gdyby także mieszkańcy wywierali na nich presję – mówi rzecznik Wód Polskich.

Presję wywiera już Komisja Europejska, która pod koniec maja ostrzegła Polskę, że z oczyszczaniem ścieków mamy duży problem. Na odpowiedź dała nam cztery miesiące.

Możliwe rozwiązania

Nie zawsze potrzebne są kosztowne inwestycje. W grę wchodzą także inne rozwiązania. Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej (MPGK) w Stargardzie Szczecińskim planuje remont odcinka kanałów i budowę zbiornika retencyjnego.

– Budowa zbiornika retencyjnego to najprostsze i najtańsze rozwiązanie – komentuje Sebastian Szklarek, autor bloga Świat Wody, adiunkt w Polskiej Akademii Nauk.

Inwestycje w system gromadzenia i odprowadzania wody deszczowej zapowiada także Warszawa. MPWiK chce zwiększyć pojemność retencyjną kanalizacji ogólnospławnej, budując trzy kolektory tranzytowo-retencyjne. Wkrótce do użytku ma zostać oddany zbiornik o pojemności 80 tys. m. sześc. na terenie oczyszczalni ścieków Czajka.

Sposobów jest więcej. Między innymi inwestowanie w naturalną retencję. – Powinniśmy powodować, by woda nie trafiała do kanalizacji lub by działo się to z opóźnieniem. Zielone dachy wchłaniają deszczówkę, dzięki czemu później zaczyna ona spływać do kanalizacji – podpowiada Sebastian Szklarek.

Zauważa, że suma tego rodzaju rozwiązań sprawia, że fala wezbrań rozkłada się w czasie, a ryzyko uruchomienia przelewu burzowego jest mniejsze.

Skąd pieniądze?

Czy samorządy osłabione mniejszymi wpływami do budżetów w wyniku epidemii będzie stać na takie inwestycje? I one, i spółki wodno-kanalizacyjne mogą korzystać z programu NFOŚiGW. W grę wchodzi dofinansowanie w formie pożyczki (nawet 100 proc.) na modernizację oczyszczalni ścieków komunalnych, w tym kanalizacji ogólnospławnej. Oba podmioty będą mogły też liczyć na środki unijne. UE zgodnie z założeniami planu Zielonego Ładu będzie stawiać na inwestycje przyjazne środowisku.

Z raportu z 2019 r. o potrzebach inwestycyjnych samorządów wynika jednak, że w poprzedniej perspektywie unijnej polegały one głównie na własnych środkach. W przypadku oczyszczalni ścieków pokrywały blisko 40 proc. kosztów. Autorzy raportu podkreślają, że o ile jeszcze na początku lat 90. ubiegłego wieku istotnym źródłem finansowania takich instalacji był budżet państwa, o tyle w latach 2004–2016 dotacje z funduszu ochrony środowiska i gospodarki wodnej stanowiły jedynie 0,6 proc. W dodatku środki bezzwrotne były stopniowo zastępowane pożyczkami. Samorządy korzystały z dotacji unijnych (ponad 28 proc. nakładów). Do inwestycji dokładali się także mieszkańcy. ©℗

Źródło nieznane

Komisja Europejska ostrzega Polskę