– Patrzymy na całą Europę, ale w pierwszej kolejności pod kątem wymiany będziemy rozważać aktywa na rynkach, na których jesteśmy obecni, czyli mamy tam detal lub hurt, albo na rynkach sąsiadujących. Niemniej jednak nie zamykamy się na żadnego z partnerów, z którymi możemy budować długoterminową wartość – mówi DGP dyrektor wykonawczy ds. inwestycji kapitałowych w PKN Orlen Robert Śleszyński. Dodał, że interesujący może być rynek niemiecki. Jako że tam wiele rafinerii działa w sprawdzonym modelu joint venture. Przyznał, że rozmowy z zainteresowanymi już się toczą, a spółka musi w świetle decyzji Komisji Europejskiej uregulować proceduralnie m.in. zasady wdrożenia środków zaradczych z Lotosem i Skarbem Państwa.

Wejście nowego gracza

14 lipca Komisja Europejska warunkowo zatwierdziła przejęcie Lotosu przez Orlen. Wśród warunków wymieniła zbycie 30 proc. udziałów w rafinerii Lotos „wraz z towarzyszącym dużym pakietem praw zarządczych”. Komisja wyjaśniła, że da to nabywcy „prawo do blisko połowy produkcji rafinerii w zakresie ropy naftowej i benzyny, a jednocześnie zapewni dostęp do istotnej infrastruktury magazynowania i infrastruktury logistycznej”. Orlen musi też zbyć m.in. 389 stacji Lotosu w Polsce (ok. 80 proc. tej sieci). Płocka spółka zapowiedziała, że będzie starać się spełnić warunki poprzez wymianę aktywów z partnerami w Europie.

Prezes Instytutu Jagiellońskiego Marcin Roszkowski powiedział DGP, że jeśli decydenci postanowią spełnić ten warunek, to wiąże się on z dopuszczeniem nowego gracza do polskiego rynku hurtowego paliw. – Powstaje pytanie, kto to będzie i co to oznacza dla poszerzonego Orlenu. Do tej pory nawet jak była stacja BP czy Shella, to kupowały one paliwo po hurtowej cenie z rafinerii Orlenu albo Lotosu – wyjaśnia ekspert. Jego zdaniem, gdyby Orlen wymienił aktywa rafineryjne np. z węgierskim MOL-em, o którym się spekuluje, oznaczałoby to, że „realizowany jest projekt Trójmorza w oparciu o tego typu transakcje”.

Państwo polskie jest wyczulone na zagrożenia ze strony Rosji
Reklama

Odnosząc się do obaw o to, że nabywcą udziału w polskiej rafinerii może być jakiś podmiot kontrolowany przez Federację Rosyjską, zaznaczył, że wątpi w taki scenariusz. – Już sprawa transakcji na akcjach Azotów z 2018 r. pokazała, że polskie państwo jest wyczulone na tego typu zagrożenia – podkreślił Roszkowski. Pytany o ewentualne ryzyko związane z dalszą odsprzedażą udziału w polskiej rafinerii przez nabywcę zaznaczył, że gdyby przyszły nabywca chciał go odsprzedać, podlegałby tej samej unijnej procedurze antykoncentracyjnej, co chcący przejąć Lotos Orlen i „Polska byłaby w stanie to zablokować”.

Warto przypomnieć, że MOL w przeszłości wyrażał już zainteresowanie Lotosem. Ostatecznie nie złożył jednak wiążącej oferty w prowadzonym przez rząd postępowaniu zmierzającym do prywatyzacji gdańskiej spółki. Wstępnie zainteresowane kupnem kontrolnego pakietu udziałów w Lotosie były też wówczas m.in. rosyjska spółka OAO Gazprom Nieft i TNK-BP Holdings.

Niepewni Węgrzy

Ewentualne przejęcie przez MOL części rafinerii Lotosu budzi dziś kontrowersje ze względu na szczególne relacje łączące Węgry i Rosję w sprawach energetycznych. Rosja jest głównym partnerem dla Budapesztu w zakresie energii jądrowej oraz dostaw gazu. W czerwcu MOL ogłosił, że dołączy do konsorcjum budującego TurkStream – gazociąg, który tłoczy błękitne paliwo z Rosji do Turcji i dalej, do Europy południowej i południowo-wschodniej, umożliwiając przesył gazu do Europy z pominięciem Ukrainy.

MOL pozyskuje z Rosji większość swojej ropy naftowej. Jesienią ubiegłego roku podpisał długoterminowy kontrakt na dostawy z Łukoilem. Transakcja z tą rosyjską firmą pomogła też Węgrom w regionalnej ekspansji – w 2014 r. Łukoil wycofał się z działalności na terenie Czech, a pozostałą po nim infrastrukturę, w tym 44 stacje benzynowe, przejął MOL.

Michał Kozak z Domu Maklerskiego Trigon podkreślił, że Orlen wolałby wymienić się aktywami rafineryjnymi z inną europejską firmą, bo byłoby to m.in. łatwiejsze do zaakceptowania politycznie niż sprzedaż „za gotówkę” strategicznych dla bezpieczeństwa energetycznego aktywów państwa. Kozak pytany, czy będą chętni na 30-proc. pakiet w gdańskiej rafinerii, odparł, że na pewno. – Taka okazja rzadko się pojawia, choć dużo zależy od modelu działalności wydzielonego podmiotu z rafinerią i jego zyskowności – zaznaczył ekspert.

Będzie nowa spółka

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, Orlen by sprzedać lub wymienić 30 proc. udziałów gdańskiej rafinerii Lotosu, musi „pozbierać” aktywa rafinerii, które są teraz umieszczone w Grupie Lotos i spółce Lotos Asfalt oraz umieścić je w jednej nowo wydzielonej spółce Lotosu. Ma być to tzw. spółka processingowa, która ma zarabiać tylko na przerobie ropy, a nie na jej sprzedaży hurtowej – ropę do przerobu będą dostarczać przyszli udziałowcy (30 proc. nowy podmiot i 70 proc. Orlen) lub też zakupy będzie organizować samo joint venture, a to już zależy od negocjacji. Tym nie mniej nowy 30-proc. udziałowiec spółki processingowej będzie mógł handlować paliwem na rynku hurtowym za pomocą oddzielnej spółki hurtowej (drugą będzie zarządzał Orlen lub Lotos). Mimo 30-proc. udziału w spółce nabywca będzie otrzymywać 50-proc. niektórych paliw wyprodukowanych przez gdańską rafinerię, takich jak diesel, benzyna i lekki olej opałowy. ©℗

Współpraca Marceli Sommer