W ankiecie przeprowadzonej na reprezentatywnej próbie 2000 osób przez organizację British Wool, promującą produkty wykonane z brytyjskiej wełny, prawie dwie trzecie osób przyznało się do wyrzucania ubrań, które można było poddać recyklingowi lub przeznaczyć na cele charytatywne.

"Telegraph" zauważa, że oddawanie ubrań do sklepów charytatywnych nie rozwiązuje problemu rozkładania się materiałów syntetycznych. Na początku br. dochodzenie przeprowadzone przez dziennik wykazało, że ubrania podarowane organizacji charytatywnej Oxfam trafiały na wysypisko śmieci w Ghanie.

Badanie pokazało również, że 74 proc. respondentów nie było świadomych wpływu na środowisko wiskozy, która jest włóknem roślinnym, ale jej produkcja zużywa duże ilości energii, wody i chemikaliów.

Około 62 proc. respondentów przyznało też, że nie wie, że nylon jest syntetycznym materiałem nieulegającym biodegradacji.

Reklama

Na początku br. Unia Europejska ogłosiła plany rozprawienia się z tzw. szybką modą, czyli masową produkcją ubrań modnych przez krótki czas. Nowe przepisy mają zmusić producentów do płacenia za nienadające się do recyklingu odpady tekstylne i dać konsumentom więcej informacji na temat ponownego użycia i recyklingu ich ubrań.

Szacuje się, że przemysł modowy odpowiada za 4 proc. rocznej globalnej emisji dwutlenku węgla.

Poliester i inne włókna syntetyczne są jednym z najczęstszych źródeł mikrocząsteczek plastiku, które są uwalniane podczas prania. Ich rozkład na wysypisku śmieci może zająć 200 lat.

Nieekologiczna jest także uprawa nieorganicznej bawełny, bo zużywa się na nią prawie jedną piątą wszystkich pestycydów stosowanych na całym świecie.