Konflikt na Bliskim Wschodzie pompuje ceny paliw
Promująca czysty transport organizacja pozarządowa T&E (European Federation for Transport & Environment) opublikowała raport, z którego wynika, że wojna w Iranie znacznie bardziej odbija się na kosztach eksploatacji samochodów spalinowych niż elektrycznych. „Tankowanie przeciętnego samochodu benzynowego kosztuje 14,20 euro za 100 km, co oznacza wzrost o 3,80 euro, związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Średni koszt ładowania pojazdu elektrycznego wyniósł 6,50 euro za 100 km, co oznacza wzrost o 0,70 euro. Wiąże się to z wyższą ceną energii elektrycznej spowodowaną droższym paliwem” – czytamy.
W opinii eksperta z e-petrol.pl dra Jakuba Boguckiego przedłużający się konflikt wokół cieśniny Ormuz i łączący się z tym wzrost cen paliw kopalnych może okazać się „katalizatorem procesów myślenia o transformacji energetycznej” i może wpłynąć na rynek aut elektrycznych. Jego zdaniem podłożem tego procesu nie będą kwestie ekologiczne, ale „dywersyfikacja rozwiązań energetycznych”.
Ropa utknęła w cieśninie Ormuz
28 lutego br. Izrael i USA rozpoczęły naloty na cele w Iranie. W odwecie Iran zamknął cieśninę Ormuz - szlak, którym w warunkach pokoju przepływa rocznie około 20 proc. zużywanej na świecie ropy. Blokada cieśniny przyczyniła się do wzrostu ropy na światowych rynkach. W reakcji Międzynarodowa Agencja Energetyczna zarekomendowała uwolnienie rekordowej liczby 400 mln baryłek ropy z rezerw państw członkowskich.
Elektryki zamiast aut spalinowych?
W raporcie opublikowanym przez londyński think tank Ember czytamy, że „zastąpienie importowanej ropy naftowej wykorzystywanej w transporcie drogowym pojazdami elektrycznymizmniejszyłoby rachunki importerów o ponad jedną trzecią, czyli ok. ok. 600 mld dol. rocznie”.
„Na podstawie globalnej sprzedaży pojazdów elektrycznych szacujemy, że ich eksploatacja ograniczyła użycie ropy naftowej w 2025 r. na świecie o 1,7 mln baryłek dziennie, w porównaniu do 1,3 mln baryłek w 2024 r. Liczba ta nie zbliża się jeszcze do 20 mln baryłek ropy dziennie całego zapotrzebowania na ropę przepływającą przez cieśninę Ormuz, ale wciąż jest to prawie tyle samo, co 2,4 miliona baryłek dziennie eksportu Iranu” – obliczyli eksperci z Ember.
Bogucki przyznał w rozmowie z PAP, że nawet w perspektywie długiego trwania konfliktu na Bliskim Wschodzie nie dojdzie do nagłego ograniczenia popytu na ropę, mimo chwiejności bezpieczeństwa rynku i wysokich rachunków za paliwo na stacjach. - Nie będzie tak, że z dnia na dzień wszyscy przejdziemy na auta elektryczne, zwłaszcza jeśli mówimy o transporcie ciężarowym. Poziom technologiczny oraz sieć zasilania, choćby w przypadku Polski, nie są na tyle dobre, by bez kłopotu przerzucić się na elektryczność w transporcie ciężkim, tak jak jest to możliwe w transporcie osobowym – wyjaśnił ekspert.
Ograniczenia popytu na ropę raczej nie będzie
- Ograniczenia popytu na ropę raczej nie będzie, bo ci, którzy do tej pory jej potrzebowali do celów grzewczych czy transportowych, nadal będą potrzebowali. Przejście na alternatywne systemy zasilania to jest rzecz czasochłonna i kosztochłonna, zatem nikt takiej decyzji nie podejmie pod wpływem impulsu, jakim jest blokada cieśniny Ormuz – ocenił Bogucki.
Niemniej, jak wynika z raportu Ember, od kryzysu energetycznego z 2022 r. - związanego z rozpoczęciem wojny w Ukrainie i wprowadzeniem sankcji na Rosję - „ceny pojazdów elektrycznych są coraz bardziej zbliżone do cen samochodów spalinowych, a ich sprzedaż od tego czasu podwoiła się”. „W wielu krajach – zwłaszcza w rozwijających się gospodarkach Azji – szybkie wdrażanie pojazdów elektrycznych już spowalnia wzrost popytu na ropę naftową” - podano w raporcie.
Chiny skorzystają najbardziej
Bogucki zwrócił uwagę, że rozwój rynku samochodów elektrycznych jest korzystny dla Chin, które są ich czołowym producentem. – Nie wiem czy wyścig na rynku samochodów elektrycznych już się zakończył i czy można mówić o zwycięzcy, ale Chiny zdecydowanie zajmują pozycję lidera – zauważył.
Potwierdzają to dane z raportu Ember. Zgodnie z nimi w ubiegłym roku w Chinach po raz pierwszy odnotowano ponad 50-proc. udział w sprzedaży pojazdów elektrycznych. Dodano, że w 39 krajach udział w sprzedaży pojazdów elektrycznych przekracza 10 proc. Chodzi m.in. o Wietnam (38 proc.) i Urugwaj (27 proc.), w których udział w sprzedaży pojazdów elektrycznych był wyższy, niż średnia UE w 2025 r. (26 proc.). Z kolei w Tajlandii (21 proc.), Indiach (4 proc.), Meksyku (6 proc.) i Brazylii (9 proc.) sprzedaje się więcej pojazdów elektrycznych niż w Japonii (3 proc.). W Indonezji sprzedaż pojazdów elektrycznych osiągnęła zaś w 2025 r. 15 proc., pierwszy raz wyprzedzając Stany Zjednoczone (10 proc.) – wyliczono w raporcie.